– Jak można chodzić na uniwersytet w takiej krótkiej spódnicy!
– Za wysokie obcasy założyła, jak ona na tych szczudłach dotrze do metra?
– Spójrz na jej makijaż. Wymalowała się, ciekawe dla kogo?
– Taki makijaż na pewno dużo kosztuje.
– Ciekawe skąd studentka może wziąć tyle pieniędzy? Stypendium na pewno nie wystarczy.
– To jasne, na pewno jakiś mężczyzna kupuje jej wszystko.
Moja koleżanka z uczelni, Justyna, codziennie musiała odpierać ataki babć przy wejściu do jej bloku. Bez względu na to, ile razy wchodziła i wychodziła z domu, tyle razy słyszała od nich nieprzyjemne uwagi. – Za każdym razem obmawiano jej strój i makijaż.
Na początku Justyna próbowała odpowiadać babciom:
– Babcie, teraz taka moda, wszyscy tak chodzą.
– Bezczelna! Będzie mi tu jeszcze pyskować?
Szybko zrozumiała, że lepiej w ogóle nie wdawać się z nimi w dialog. Wtedy Justyna postąpiła sprytnie. Poszła na targ, kupiła odpowiednie ubrania. W domu założyła długą spódnicę, sweter, a na wierzch kwiecistą chustę. Nie malowała twarzy, tylko usta podkreśliła burakiem. Usmażyła pestki słonecznika i wyszła do babć na podwórko.
– Oto pestki słonecznika, ja sama je uprażyłam. Możemy teraz razem kogoś obgadać.
I wtedy wszystkie babcie natychmiast się rozeszły:
– Oj, muszę nakarmić kota.
– A do mnie mają przyjechać wnuki, muszę pierogów narobić.
– A ja chyba zostawiłam włączone żelazko w domu.
Justyna została sama na ławce i długo śmiała się z tej sytuacji.




