„Jesteś tu nikim, a twój gówniarz też nic nie znaczy!” – powiedziała siostra jej męża

Renata wyszła za mąż młodo, jej ojciec znalazł dla niej narzeczonego dokładnie na jej 18. urodziny. Rodzina była dobrze sytuowana czego więcej trzeba do szczęścia? Ślub był wystawny, cała wieś świętowała, grano na akordeonach i pito domowy bimber pod stare brzozy. Tylko młoda para czuła się jakby nie na swoim miejscu jakby obudzili się w obcym świecie.

Renata nawet lubiła swego nowego męża, choć praktycznie wcale go nie znała. Jej siostrze poszło gorzej wyszła za czterdziestoletniego gospodarza ze sąsiedniej wsi. Wszyscy już myśleli, że zostanie starą panną, ale ojciec znalazł dla niej męża, a do tego obiecał solidny posag w złotówkach.

Nowożeńcy zamieszkali w domu Eryka. Nie było tam zbyt wiele przestrzeni, ale wszystko należało do nich. Ojciec Eryka zapowiedział, że jak pojawią się wnuki, dobudują jeszcze piętro.

Teściowa nie była zbyt namolna, raczej pomagała Renacie odnaleźć się w nowej roli młodej żony, podawała rosoły na powitanie i uczyła receptur na sernik. Zupełnie inna była szwagierka, która nastawiona była do nowej krewnej wrogo. Bronisława była odeń starsza, ale mieszkała wciąż z rodzicami. Ojciec wydał ją za mąż, lecz zięć po roku odesłał ją do domu z walizką i starym kotem. Była jak żmija, wiecznie zjadliwa. Nie lubiła prowadzenia domu, a potomstwo jej nie interesowało. Tak tkwiła samotnie, jakby utknęła w zaklętym kole.

Zgodnie ze starą polską tradycją, żona staje się prawdziwą gospodynią dopiero po urodzeniu pierwszego syna. Do tego czasu miała tylko siedzieć cicho przy piecu i nie odzywać się podczas wieczerzy. Każda dziewczyna, która przeprowadzała się do męża, marzyła więc, by jak najszybciej doczekać się dziecka.

Renata obrała tę samą taktykę. Dopóki nie nosiła pod sercem dziecka, Bronisława rzucała na nią najcięższe i najbrudniejsze roboty. Na nic to się jednak nie zdawało, bo przecież w obejściu byli pomocnicy, pracownicy zatrudnieni za gotówkę. Jednak szwagierka złośliwie lubiła patrzeć, jak Renata szoruje podłogi, aż miednica pęka.

Gdy Eryk dowiedział się, że zostanie ojcem, promieniał szczęściem. Teściowie wiwatowali, duma ich rozpierała. Jeszcze tego samego dnia pojechali do miasta po cegły i worki cementu, by zacząć budowę nowej części domu. Bronisława za to szlochała tak, że echo odbiło się po starym sadzie. Czuła w kościach, że zostanie jej tylko kącik w domu rodziców i talerz zupy codziennie do końca swoich dni. Nikt jej już nie odda za mąż, nikt nie postawi własnego dachu…

Minęło pół roku. Renacie przyśniło się, że budzi ją donośne pukanie. Za drzwiami wyrasta Bronisława ogromna jak brzoza i blada jak mleko.

Czego tak leżysz? Zrobiłaś już wszystko w domu? W domu tak, ale na podwórko Eryk mi nie pozwala wychodzić… Aha, na pewno ci nie pozwala, leniwa jesteś i tyle! Czego chcesz? Jak ty się do mnie odzywasz? Chcesz mną rządzić? Przypominam ci, póki nie urodzisz, rządzić nie będziesz! Wcale tak nie myślę… Jesteś tu nikim, i twoje dziecko też! Rozumiesz?

Bronisława szalała, rzucała przedmiotami jakby lunatyk, wrzeszczała jak syrena strażacka przebijająca ciszę nocy. Teść wpadł do izby i odciągnął rozhisteryzowaną córkę. Renata pogłaskała swój brzuch i odetchnęła głęboko. Wszystko się ułoży. Wszystko na pewno będzie dobrze…

Oceń artykuł
TwojaCena
„Jesteś tu nikim, a twój gówniarz też nic nie znaczy!” – powiedziała siostra jej męża