Jestem w bardzo kiepskiej sytuacji. Znów jestem w ciąży i znów czeka mnie dziewczynka. Powinnam się cieszyć, ale boję się reakcji mojego męża i jego rodziny.
Po pierwszej córce miałam już dość, ale mąż non stop mówił o synu. Mówił, że chce kopać z nim piłkę, jeździć na ryby, przekazać mu te wszystkie „męskie” rzeczy. Jak się śmiałam, to on na poważnie rzucił, że będzie próbował, dopóki nie będzie miał chłopaka.
Jego rodzina? Starzy konserwatyści, co myślą, że jak kobieta nie umie dać mężowi syna, to znaczy, że jest jakaś gorsza.
A teraz trzecia ciąża… Każdy raz, gdy lekarz mówił nam o płci dziecka, widziałam w jego oczach rozczarowanie. Teraz znowu to samo.
Szczerze mówiąc, to tak się bałam reakcji mojego męża na wiadomość, że znowu będzie dziewczynka, że postanowiłam iść na badanie USG sama. Nie chciałam, by on tam był, bałam się, jak by zareagował. Teraz noszę tę tajemnicę w sobie, nie mówiąc nikomu. Nawet własnym rodzicom nie pisnęłam słowem. Ale musiałam komuś się wygadać, więc postanowiłam napisać to anonimowo tutaj. To straszne, ale czuję, że to jedyny sposób, by choć na chwilę odroczyć ten nieuchronny stres.
Przeczytaj także: Synowa nie pozwala mi nawet tknąć wnuczki. I robi to z powodu jednego rozbitego talerza!
Codziennie zastanawiam się, kiedy to wyjawić, jak to zrobić. Czuję się okropnie, że muszę coś takiego ukrywać, ale jednocześnie wiem, że jego reakcja będzie bardzo negatywna.
Ja tu siedzę i zastanawiam się, co oni sobie myślą, że jakimś cudem mogę wybrać, kto się urodzi? Mam dość tej całej sytuacji, ale co mogę zrobić? Wkurza mnie, że dałam się w to wciągnąć, ale przecież to nie moja wina.
Najgorsze jest to, że czuję się jak totalna porażka. Jakby to, że nie mam syna, sprawiało, że jestem gorsza. Chciałabym, żeby mąż zrozumiał, że te nasze dziewczynki są tak samo cudowne, jakby był syn. Żeby docenił to, co mamy, a nie ciągle marudził na to, czego nie mamy.
A jeszcze gorzej jest z moimi teściami. Oni już totalnie nastawili się na wnuka. Kupują ciągle jakieś ubranka, wszystko w niebieskim kolorze, a do tego zabawki, które ich zdaniem są „dla chłopców”. Gdybyście widzieli te wszystkie samochodziki i piłki… Każda wizyta u nich w domu to jak wejście do sklepu z rzeczami dla chłopców.
Każdy raz, gdy teściowa przynosi kolejną rzecz, mówi z taką pewnością: „To dla przyszłego piłkarza” czy „Na pewno wnuczek to polubi”. A ja siedzę i kiwam głową, próbując się uśmiechać, ale w środku się gotuję. Jak ona się dowie, że to będzie kolejna wnuczka, to chyba mi wyrwie włosy z głowy. Zawsze miała wysokie oczekiwania i była dość… no wiecie, stanowcza.
Boję się jej reakcji bardziej niż męża. Ona jest taka, że jak ma coś na myśli, to trudno ją przekonać do czegoś innego. A jak już się rozgniewa, to lepiej trzymać się od niej z daleka.
Nie mam pojęcia czy mąż się ogarnie i zaakceptuje kolejną córkę… Pewne jest to, że jego rodzina, a teściowa szczególnie, nie da mi spokoju. Jak ja mam z tym wszystkim sobie poradzić? To jest takie stresujące i ciężkie. Boję się, co będzie dalej…


