Dzień przed ołtarzem
Stoję dziś przed lustrem w moim pokoju i nie mogę przestać się sobie przyglądać. Obracam się powoli, raz w jedną, raz w drugą stronę, podziwiając swoje odbicie, a na mojej twarzy rozkwita szeroki, szczery uśmiech. Suknia ta wymarzona, ślubna delikatnie opływa moją sylwetkę, rozłożysta spódnica lekko unosi się przy każdym moim ruchu. Raz podnoszę jej brzeg, raz puszczam, wyobrażając sobie, jak będę szła do ołtarza w kościele św. Anny.
W drzwiach pojawia się Hania, moja starsza siostra. Opiera się niedbale o framugę, krzyżuje ręce na piersi i z rozbawieniem obserwuje moje próby.
Oj, piękna jesteś, piękna mówi w końcu ze śmiechem. Ale wiesz co? Musisz mieć drugą sukienkę na wesele. W takiej bombce przez całą noc? Przecież padniesz wyobraź sobie: zabawa, tańce, przaśne oczepiny a ty w tej machinie, która ledwo pozwala oddychać.
Zastygam, patrząc na swoje odbicie, bo Hania właśnie dała mi powód do zastanowienia. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? To wspaniała suknia na ślub i sesję zdjęciową dokładnie taka, jaką sobie wymarzyłam, szyta na miarę, z koronkami, z gorsetem. Ale na zabawę? Lepsza byłaby prosta, krótka sukienka do kolan, lekka, zwiewna. Dałabym radę przetańczyć do białego rana.
Myślisz? marszczę brwi, zerkając na obfitość tiulu. Hm. Pomożesz mi wybrać?
No ba kiwnęła głową stanowczo Hania. Przecież cię znam. Sama wybierzesz się do galerii i spędzisz tam pół dnia, aż zamkną sklepy, i dalej nie będziesz wiedziała, co kupić. A i tak się dziwię, że tę sukienkę zdążyłaś zamówić.
Wzruszam ramionami lekko zakłopotana.
Bo nie kupiłam zamówiłam u krawcowej według mojego szkicu. Gdybym zaczęła chodzić po salonach ślubnych umarłabym tam z nadmiaru wyboru.
Odsuwam się od lustra, siadam na łóżku i patrzę na siostrę z nadzieją.
Masz wolne jutro? Pojedziesz ze mną? Bez ciebie się pogubię.
Hania podchodzi, wygładza niewidzialne fałdki na mojej białej sukni i śmieje się radośnie.
Z tobą zawsze! Rzucę wszystko ukochana młodsza siostra nie codziennie wychodzi za mąż. Poszukamy tej twojej wymarzonej sukienki do tańca!
*******************
Siedzę teraz przy kuchennym stole. Wieczór zapadł nad Krakowem, ulica Galla Anonima spowita jest szarością, a światło lampy oświetla karty i koperty ślubne zaproszenia, poukładane w równe stosiki. Pochylam się, starając się kaligrafować imiona gości na każdym zaproszeniu. Chciałam, by każde zaproszenie miało duszę, od serca żadnych gotowych wydruków.
Mama i siostra próbowały mi pomóc, ale postawiłam na swoim: To mój ślub! Przynajmniej coś chcę zrobić sama.
Jeszcze tylko chwila mruczę, obracając kartkę. Dłoń boli mnie niemiłosiernie od pisania, palce drżą po kilku godzinach. Oj, odzwyczaiłam się od długopisu Ledwo ręka mi się trzyma.
W drzwiach pojawia się Hania, przez moment patrzy w milczeniu, po czym siada w fotelu naprzeciwko mnie, z nogą założoną na nogę. Z czułością obserwuje swoją młodszą siostrę, która właśnie staje się panną młodą.
Może jednak pomogę? pyta łagodnie, pochylając się. Zobacz ile jeszcze ci zostało. I w ogóle dlaczego Norbert cię nie odciąża? Przecież połowa gości będzie od niego.
Odkładam długopis, z ulgą rozciągam palce i opieram się o krzesło. Chwila odpoczynku jest zbawieniem.
Cały czas siedzi w pracy mówię, muskając dłonią stos zaproszeń. Musi wszystko załatwić przed urlopem. Przecież wiesz, jak to jest przed wyjazdem trzeba zamknąć wszystkie sprawy, by potem nie martwić się żadnym projektem.
Na moment zapada cisza. W końcu moja twarz rozjaśnia się zamyśleniem.
Zaraz po ślubie wyjedziemy razem gdzieś daleko. Spokojne miejsce, ciepło, morze Chciałabym zacząć wspólne życie z czystą kartą, z dala od codziennej bieganiny.
I tak, mógłby chociaż dziesięć zaproszeń podpisać rzuca Hania spokojnie, ale z cieniem żalu.
Widzę, że jej coś gryzie. Od początku Norbert nie przekonywał jej do końca. Choć ja patrzyłam na niego jak w obrazek, Hania widziała coś innego jego chłód, dystans, jakby błądził myślami gdzieś daleko podczas rozmowy o przyszłości. Po prostu płynął z prądem i na wszystko się zgadzał.
A przecież to on pierwszy zaczął rozmowę o ślubie znaliśmy się ledwie trzy miesiące. On chciał się oświadczyć, z zaangażowaniem wybierał salę w hotelu Starym, argumentował, że rodzina musi być i nie możemy urządzać skromnej imprezy.
Moi przyjeżdżają spod Lublina, z Poznania tłumaczył, przeglądając listę gości. Jak już ślub, to dla wszystkich!
I ja się cieszyłam. Marzyłam, jak będzie wyglądał nasz dzień. Nie zauważałam, że często urywa zdanie w pół słowa albo jego spojrzenie błądziło gdzieś, jakby nie chciał rozmawiać o wspólnej przyszłości.
Hania obserwowała to i nie wiedziała, co myśleć. Z jednej strony Norbert, organizator, zaangażowany narzeczony. Z drugiej jego sztuczność, jakby grał wymarzonego pana młodego.
Może to tylko trema? powtarzała sobie Hania. Przecież to ogromny krok, każdy się boi na swój sposób. Ale czemu mnie nie opuszcza to dziwne uczucie, że coś tu nie gra?
Patrzyła na mnie: ja, roześmiana, przeglądająca próbki tkanin na dekoracje, szczęśliwa. Teraz liczy się tylko moje szczęście. Resztę pokaże czas…
*************************
Jestem wdzięczna Norbertowi, że wziął na siebie duże wydatki wynajął piękną salę, zamówił fotografa, zaplanował podróż poślubną do Grecji. Ja tylko mierzę sukienki, dogaduję fryzjerkę i kosmetyczkę, martwię się o detale. To ogromne odciążenie, naprawdę doceniam to, jak się stara.
Któregoś wieczoru, popijając herbatę z Hanią, w końcu nie wytrzymała.
A nie za szybko to wszystko, Pola? pyta delikatnie, mieszając łyżeczką w kubku. Znacie się ledwie chwilę Może byście pożyli razem, sprawdzili, jak to wygląda dzień po dniu, zanim zdecydujecie się na ślub?
Nie obrażam się, wiem, że martwi się szczerze. Szukam jej wzroku, uśmiecham się.
Nie martw się, Haneczko, będzie dobrze. Potrafię gotować, Norbert nie będzie głodny. Lubię sprzątać, nie przeszkadza mi to. On nie będzie miał czasu na domowe obowiązki, ale sobie poradzę. Kto wie, może nawet kogoś wynajmę. Najważniejsze, że go kocham! Pierwszy raz czuję takie emocje, taki żar. Nie zmarnuję tej szansy.
Biorę łyk herbaty, serce mi szybciej bije.
Hania patrzy, nie daje po sobie poznać wątpliwości. Widzi, jak lśnią mi oczy, jak rozpromienia się moja twarz, gdy tylko wspominam narzeczonego. Czy tak wygląda zakochanie? Wszystko wydaje się możliwe, przyszłość rysuje się kolorowo.
Ale jesteś tego taka pewna? ostrożnie dopytuje.
Totalnie. Może to szaleństwo, ale wiem, że to jest właśnie TEN mężczyzna. Rozumiemy się, potrafimy rozmawiać godzinami, chcemy tego samego tworzyć rodzinę.
Hania wzdycha i ściska moją dłoń.
Cieszy mnie twoje szczęście mówi cicho, zakrywając moją rękę swoją. Tylko niech ci się wszystko ułoży.
Uśmiecham się wdzięcznie.
Dziękuję, Haniu. Wiem, że się martwisz. Ale jestem szczęśliwa! To dopiero początek czegoś pięknego.
Nie można było odmówić Norbertowi fantazji. Każde spotkanie z nim jak z komedii romantycznej! Kwiaty bez okazji, miłe liściki, ulubiona książka lub czekolada z dzieciństwa. W pracy wszyscy mi zazdrościli każdego ranka, punkt dziewiąta, dostawa kawy ze specjalnym napisem na kubku: Dla najpiękniejszej.
A jeszcze Norbert codziennie rano odwoził mnie do pracy, po południu czekał pod firmą, otwierał drzwi, pomagał wysiąść. Koleżanki tylko kręciły głowami:
Ty to masz szczęście! Gdzie wytrzasnęłaś takiego?
Śmiałam się, speszona, ciesząc się każdym gestem.
Hania jednak nie mogła pozbyć się niepokoju. Czuła, że coś pod tą szklaną kopułą się tli.
Któregoś wieczoru nie wytrzymała.
Wiem, opiekuje się tobą pięknie Ale mam dziwne przeczucie, że coś tu nie gra. Nie umiem tego wytłumaczyć.
Patrzę z niedowierzaniem.
Ale przecież on taki troskliwy, troszczy się o mnie naprawdę
Hania waży słowa.
Nie mówię, że jest zły. Po prostu za bardzo wszystko idealnie. Kwiaty, prezenty, kawa to cudowne. Ale zastanów się, jak reaguje w trudnych momentach? Co robi, gdy coś nie idzie po myśli?
Zamyślam się potem uśmiecham.
Zawsze byłaś taka poważna. Nie szukajmy dziury w całym, Haniu. Ja jestem szczęśliwa, serio. Wierzę, że wszystko będzie dobrze.
No dobrze, zobaczymy mówi z rezygnacją.
A jednak jej intuicja nie zawiodła. Przed nami życie miało postawić wielką, trudną próbę…
**********************************
U Norberta w mieszkaniu zjawiam się w świetnym nastroju. W rękach trzymam zadrukowaną teczkę chciałam przedyskutować ostatnie szczegóły ślubu: usadzenie gości, playlistę muzyczną, wystrój sali. Wyobrażałam sobie, jak wszystko przegadamy, będziemy się śmiać, potem zamówimy pizzę domowa, luźna atmosfera.
Ale już w korytarzu czuję, że jest inaczej. Norbert nie przytula mnie jak zazwyczaj, nie uśmiecha się, tylko stoi oparty o ścianę, z rękami w kieszeni. Jego twarz ściągnięta, spojrzenie nieznane.
Że jak to ślubu NIE będzie? szepczę, czując lodowaty strach. Usta mi niemal drętwieją. Co się stało? Norbert, proszę, odezwij się
Podnosi na mnie wzrok, nie ma w nim nawet cienia czułości. Zamiast tego ironiczny grymas.
Co zrobiłaś? Nic szczególnego mówi obojętnie, niemal nieobecnym głosem. Po prostu urodziłaś się kobietą. A wy wszystkie tylko pogoni za pieniędzmi. Pojawi się lepszy facet już cię nie ma! Mam dość, nienawidzę tego.
Zamieram z wrażenia. Czy ja się przesłyszałam? Przecież DAŁAM mu wszystko! Zrezygnowałam ze spotkań z przyjaciółkami, nawet urlop przesunęłam, byleby dobrze przygotować nasz dzień.
Nie rozumiem… mówię drżącym głosem, ściskając teczkę tak, aż bieleją mi knykcie. Nigdy nikogo innego nawet nie brałam pod uwagę…
On odwraca się, patrzy przez okno.
Myślisz, że nie widzę, jak spoglądasz na innych facetów? Jak się uśmiechasz, gdy są w pobliżu?
Przełykam łzy. Przede mną stoi obcy człowiek, pełen goryczy, zamknięty w swoim gniewie i smutku.
Nigdy… próbuję jeszcze coś powiedzieć, ale głos rwie mi się w gardle.
Daj spokój z tłumaczeniami macha ręką. Wszystko jasne. Myślałem, że jesteś inna, a jesteś jak wszystkie.
Nie wiem co powiedzieć. Tysiąc myśli krąży w głowie. Jak w parę minut coś, co trwało miesiącami, może runąć? Wczoraj czułam się wybraną, dziś jestem wyrzucona.
Czuję, jak drżą mi kolana, w oczach łzy.
Kocham cię, nie chcę nikogo poza tobą wyszeptuję ostatkiem sił.
Norbert unosi głowę w jego oczach boli przeszłość, na którą nie mam wpływu. Widzi we mnie kogoś, kto już go zranił.
Jednej już kiedyś uwierzyłem i jak się skończyło? cedzi przez zaciśnięte zęby. Wydałem fortunę, czas, uczuciowość A ona odwołała ślub tuż przed ceremonią. Dwa lata temu czułem się jak ostatni głupiec.
Patrzy gdzieś poza mnie jakby nie widział tu mnie, tylko tamtą dziewczynę, która zostawiła go w ostatniej chwili.
Wiesz, jak boli, kiedy ktoś łamie ci serce tuż przed ołtarzem? Daję ci prezent nie robię tego publicznie. Po prostu wyjdź. Mam dosyć.
Jego słowa bolą czuję się, jakby ktoś spoliczkował mnie z całej siły. Nie mam już siły na słowa czy łzy. Wychodzę, zamykam za sobą drzwi cicho i powoli schodzę po schodach.
Za mną Norbert opada bezwładnie na kanapę, zakrywając twarz dłońmi.
Chyba już czas na terapię myśli gorzko.
Prawdę mówiąc, bardzo mu na mnie zależało. Szczerze. Byłam dla niego dobra, troskliwa, gotowa słuchać, gotować mu ulubiony rosół. Ale im bliżej ślubu, tym częściej widział we mnie cień swojej byłej narzeczonej tej samej, która odeszła.
Każde moje spojrzenie wywoływało w nim dawną panikę, lęk, że znów zostanie upokorzony, porzucony, samotny. Nie mógł już ufać, nie widział we mnie mnie widział dawną krzywdę.
W końcu wyciąga telefon. Patrzy długo w ekran.
Cześć, z tej strony Norbert zaczyna niepewnie. Potrzebuję pomocy. Boję się Boję się, że zostanę sam, że znowu to się powtórzy. Nie chcę już tak żyć. Muszę to przepracować.
Po drugiej stronie łagodny głos.
Dobrze, że dzwonisz. Umówimy się może nawet jutro?
Norbert patrzy na światła Krakowa za oknem. Jutro będzie dobrze szepce.
*******************************
Minął rok.
Stoję, otoczona bliskimi i przyjaciółmi, w sali hotelu pod Krakowem. Na sobie mam wymarzoną sukienkę, lekką, z delikatną koronką.
Orkiestra gra cichy, płynący walc. Norbert chwyta mnie za rękę i wprowadzamy się na parkiet. Uśmiecha się, przyciąga do siebie. Obracamy się powoli, otuleni muzyką.
No i co, mężu szepczę mu do ucha jak się czujesz?
Dziwnie szczerze przyznaje Norbert. Niby podobnie, a jednak zupełnie inaczej.
Bo tym razem naprawdę odpowiadam. Bez strachu, bez co będzie, jeśli.
Przypominam sobie tamten dzień sprzed roku. Gdy wyszłam z Jego mieszkania, przekonana, że już wszystko się skończyło. Ale następnego dnia wróciłam, tym razem z mocą.
Nie odejdę, dopóki nie pogadamy szczerze powiedziałam mu, patrząc prosto w oczy. Wiem, że się boisz. Ale nie musisz niszczyć naszej przyszłości przez przeszłość.
Norbert długo milczał. Ale w końcu zdobył się na odwagę. Razem poszliśmy do psychologa. Dzień po dniu, krok po kroku, odkrywał przed mną swój ból opowiadał o zdradzie, o wstydzie, o nieufności.
Byłam przy nim nie oceniałam, słuchałam, wspierałam. Uczyłam się jego lęków, on ufać.
Dziś tańczymy. Już nie ma lodu w jego oczach, jest wdzięczność i zaufanie. Przyciska mnie do siebie, szepcze do ucha:
Cieszę się, że nie zrezygnowałaś wtedy.
Ja też odpowiadam. Bo wiem, że nasza miłość jest silniejsza niż wszystkie lęki.
Muzyka powoli cichnie, ale nasz taniec trwa dalej. Spokojny, prawdziwy, wypełniony tą cichą radością, która przychodzi, gdy w końcu znajdziesz swoją osobę i umiesz kochać ją pomimo wszystkiego.



