Gdy moja córka skończyła pięć lat, postanowiłam zabrać ją nad morze. Podróż autobusem przebiegła doskonale. W naszym autokarze było wiele matek z małymi dziećmi, które ciągle płakały i były kapryśne. Dopiero kiedy przesiadłyśmy się do pociągu, zaczął się skandal. Ja do dzieci podchodzę spokojnie, ale inna pasażerka zdecydowała się na awanturę. Tak krzyczała, że nawet niemowlęta przestały płakać.
– Wasze dzieci mnie denerwują. Płaczą i płaczą. Spójrzcie na siebie. Jakimi jesteście rodzicami, matkami?! Dlaczego myślicie tylko o sobie? Jeśli nie potraficie uspokoić dzieci – nie ma co wybierać się w podróż – krzyczała.
Początkowo mnie denerwowała, ale potem zaczęłyśmy rozmawiać. Kobieta okazała się nie marudą, ale pediatrą. Było jej żal małych dzieci. Zostały zabrane z ukochanego łóżeczka, wtłoczone do dusznego pociągu i posadzone wśród ogromnej liczby nieznajomych ludzi. Dzieciom było strasznie i niewygodnie.
Powiedziała później, że z powodu wieku tak małe kilkuletnie dzieci nie mogą się kąpać i opalać.
– To jest tylko dla rodziców! Mama chce iść na plażę, chce opalać nogi i pić koktajle… Ale kto pomyślał o dzieciach? Dla nich lepiej żeby były na działce u babci. Czy nie można zaczekać aż będą jeszcze większe? Maluch powinien cieszyć się z podróży, a nie płakać. Większość rodzin żyje bez morza przez lata. A niektórzy dorośli nigdy go nie widzieli – są zdrowi i żyją. Oczywiście, są sytuacje, kiedy trzeba jechać z maleńkim dzieckiem na rękach: odwiedziny u krewnych, leczenie, przeprowadzka, to nie podlega dyskusji.
Wiele osób nie zgodzi się z jej opinią, ale ja to przemyślałam i chyba podzielam to zdanie. Jedna mama nawet się oburzyła:
– Czy teraz mam odmawiać sobie wszystkiego i siedzieć w domu aż dziecko nie będzie miało sześciu lat? W końcu, morskie powietrze jest zdrowe.
– A czy jest na tyle zdrowe, żeby przynosić tyle szkody swojemu dziecku podczas długiej podróży i wielu godzin później na pełnym słońcu? – odpowiedziała lekarka.



