Jakże ważna jest ludzka życzliwość. Dobre uczynki, zawsze wracają podwójnie

Podsłuchałam rozmowę dwóch kobiet. Jedna z nich opowiadała z dużą irytacją, że jej kuzynka z mężem jechała do sanatorium. Przesiadali się w naszym mieście i chcieli zostać u niej dwa dni. Była taka oburzona! Skoro udało im się znaleźć pieniądze na kurort, znaleźliby też pieniądze na hotel. Druga kobieta była całkowicie przychylna, powiedziała, że krewnym nie wypada odmówić, bo się obrażą. Tamta odmówiła im i nie obchodziło jej, że są krewnymi, ani, że będą się dąsać. To była taka rozmowa.

Nie pierwszy raz słyszę tego typu wypowiedzi. Ciepłe pokrewieństwo czy przyjacielskie relacje odchodzą w zapomnienie. Zostały tylko relacje finansowe, dlaczego tak się dzieje?

Tak dla dobrego humoru!

Jakieś trzy lata temu, podobną sytuację miała moja przyjaciółka Marzena. Daleki znajomy poprosił ją o pomoc. Jego córka miała przyjechać na studia w naszym mieście. Chciał, aby pomogła jej się zaaklimatyzować na uczelni, załatwić akademik, a na początku przez tydzień miała zamieszkać u niej w mieszkaniu.

Tłumaczył jej, że córka jest dorosła, ale to wciąż mała dziewczynka. Sama w wielkim mieście sobie nie poradzi, matka się nad nią użalała i ze łzami w oczach prosiła o pomoc. Mieszkali na północy, w pobliżu Kołobrzegu. Kasia uparła się studiować w Krakowie, więc to drugi koniec Polski. Nie mieli za wiele pieniędzy, więc nie stać ich było na wynajem córce mieszkania. Odmowa wydawała się niewygodna.

Sama Marzena ma bardzo trudną sytuację w swoim życiu. Z mężem rozwiodła się dwa lata temu. Po prostu zostawił rodzinę i zupełnie o niej zapomniał, bez alimentów, bez jakiejkolwiek pomocy. Marzena poszła do pracy, ma też dwie dorastające córki. To zbuntowane nastolatki, co zrozumiałe, przechodzą okres dojrzewania, ojca już nie ma. Nie chcą się uczyć, mają dziwnych znajomych.

Moja przyjaciółka chodziła do psychologa, to wszystko jest bardzo skomplikowane. Straciła kontakt z córkami, nie chcą z nią rozmawiać i w tej sytuacji miała jeszcze sobie poradzić z obcą dziewczyną. Musiała jechać po nią na peron i to późno wieczorem, a potem z nią chodzić wszystko załatwiać. Nie mogła sobie pozwolić na zaniedbanie swojej pracy, aby znowu ją stracić. Miała dość własnych nastolatek, strzępiły jej nerwy, a jeszcze czyjaś córka zamieszkała pod jej dachem. Bardzo chciała odmówić, ale nie mogła. Zbeształa siebie za tę słabość.

Cóż, poznała tę dziewczynę, miała na imię Julka, chuda, prosta, szara myszka. Żadnych farbowanych włosów, żadnych kolczyków, jak jej córki. Zostawiła ją w domu, był weekend, uczelnia była zamknięty, a sama poszła do pracy. Kiedy wróciła 12 godzin później, zobaczyła, że coś się zmieniło, jakby dom był jaśniejszy.

Jej córki rozmawiały z nią, a w domu było czysto. Dziewczyna tak ciekawie opowiadała o tym, co będzie studiować, że dwie nastolatki słuchały z otwartymi ustami. Nie spotkały się z takimi rzeczami, ich przyjaciele nic nie robili, ich głowy były puste i pełne rozrywek. Nagle ich oczy zaczęły płonąć, pewność siebie i determinacja Julki sprawiły, że obie dziewczyny inaczej spojrzały na życie.

Dziewczyna zatrzymała się u nich tymczasowo i jakoś wszystko zaczęło się układać. Córki Marzeny zaczęły się uczyć, Julia pomagała im w nauce, stały się wielkimi przyjaciółkami. Kilka tygodni później postanowiły, że Julka zostanie z nimi.

Kiedy to wszystko się zaczęło, szpital, w którym pracowała Marzena, zaczął przyjmować chorych na covid, a ona sama znalazła się w czerwonej strefie. Wszyscy myśleli, że to się szybko skończy. Nie wracała do domu, mieszkała w pracy. Dziewczyny były same, porozumiewała się z nimi na odległość. Julka była najstarsza i wszystkim się zajmowała.

Starsza córka Marzeny poszła w tym roku na studia, bez problemu się dostała.

Julia wyszła za mąż, jej rodzice przyjechali z północy i dziękowali Marzenie tyle razy, że trudno zliczyć.

Ona uważa, że powinna podziękować tej wspaniałej dziewczynie, bo kto wie, jak potoczyłyby się losy jej córek, gdyby nie weszła w ich życie. Być może własnym przykładem postawiła ich mózgi na swoim miejscu i przywróciła im szacunek do matki. Okazuje się więc, że obcy człowiek stał się jej bliższy niż własny. Ojca nie interesowało nawet to, jak przeżyła te kilka lat. Obca osoba stała się rodziną, jakie to wszystko jest niesamowite!

Nie mierz więc wszystkiego pieniędzmi. Życie jest takie podłe w dzisiejszych czasach, ale tak czy inaczej, wiele zależy od Ciebie. Dobre uczynki zawsze wracają.

Chciałabym, aby relacje były ciepłe i przyjazne, jak w naszym dzieciństwie. Kiedy gościliśmy naszych najdalszych, najbardziej odległych krewnych, a potem sami ich odwiedzaliśmy, wszyscy byli szczerze szczęśliwi i nikt nie zaproponował noclegu w hotelu.

Oceń artykuł
TwojaCena
Jakże ważna jest ludzka życzliwość. Dobre uczynki, zawsze wracają podwójnie