Jak tak można?! – krzyczała do siebie, bo nikogo nie było już w pobliżu. – Tak śmiać się ze starego człowieka?

Kierowca traktora, Staszek, przywiózł cioci Grażynie trochę drewna na opał, wysypał je z tyłu domu i waląc w okno, krzyknął:

– Ciociu, podaj mi pieniądze, nie mam czasu.

Ona, biorąc przygotowaną wcześniej kwotę, podając ją do rąk Staszka, powiedziała:

– Nie mogę sama go porąbać, Staszku, nie mogę tego zrobić.

– Chcesz, żebym jeszcze je porąbał? – mruknął. – To jest podwójny wydatek, poza tym teraz nie mam czasu.

Wsiadł do swojego sprzętu i odjechał.

– Za jakie grzechy mnie to spotkało? – szepnęła ciotka. – Jak mam sobie z tym poradzić?

Westchnęła jakby nabierała sił, ubrała się cieplej i zaczęła odgarniać drzewo. I wtedy jechał sąsiad, Michał, z ulicy naprzeciwko, i zerkając przez okno, krzyknął:

– Co tam, ciociu, ćwiczysz?

I odjechał, a zrobił to tylko po to, by pokazać jak piszczą jego hamulce.

– Jak tak można?! – krzyczała do siebie, bo nikogo nie było już w pobliżu. – Czy rozumiecie? Tak śmiać się ze starego człowieka?

Chciała pracować dalej, ale wtedy, ku jej uciesze, pojawił się Olek, miejscowy biedak.

– Ciociu, jestem – zaczął – mogę pomóc w każdy możliwy sposób.

Ciotka wciąż kipiała ze złości, więc spojrzała na niego:

Pewnie przyszedłeś tylko się śmiać – oznajmiła, ośmielając się wydusić z siebie te słowa. A potem, cicho, jak na nią przystało, dodała:

– Olku, jesteś dobrym człowiekiem, pamiętam Cię najżyczliwiej ze wszystkich. Chciałabym, żebyś mi pomógł. Jak sama mam sobie poradzić z tym wszystkim, co?

Olek zawstydzony przewrócił oczami, gdy ciotka tak go chwaliła, a potem jego wzrok zatrzymał się na tym ogromnym stosie dawnych brzóz.

– Ja bym… – zaczął – ale gdzie to schować?

Przez kilka minut drapał się w tył głowy, jakby liczył każdą brzozę, i nagle powiedział:

– Przynieś największą siekierę.

Ciocia utykając skierowała się do stodoły i przyniosła ją w mgnieniu oka:

– Zapłacę za to, tylko proszę, nie zostawiaj mnie z tym samej.

Olek już nawet tego nie słyszał, wymachiwał siekierą na lewo i prawo, jakby to był karabin maszynowy. Ciotka zbierała porąbane drewno do wózka i przewoziła je do szopy. Wtedy podszedł inny człowiek i w milczeniu zaczął pomagać. Ciocia uśmiechnęła się, skrzyżowała ramiona i zaczęła mówić, że to takie przyjazne i… Ale on ruchem dłoni kazał jej przestać i tylko powiedział:

– Dawno temu, Twój mąż też mi pomógł.

Łzy radości spłynęły po policzkach cioci i wyszeptała:

Pewnie, że tak. Mój mąż był życzliwym człowiekiem, szanował każdego i chętnie pomagał.

Wyszeptała jeszcze bardziej gorzko:

– Och, Mój Drogi, ludzie o Tobie nie zapomnieli, a ja…

Stała płacząc i zbierając łzy w kąciki chusteczki. I w tym momencie, nie rozumiejąc co się dzieje u sąsiadki, wyszedł młody człowiek, niedawno wrócił z wojska i po przywitaniu się ze wszystkimi przyniósł swoją siekierę i zaczął pomagać.

– Boże – szepnęła znowu ciotka – wybacz mi, że nie wierzę w ludzką dobroć, a tak wiele mi jej dziś okazałeś.

Ocierając łzy, pobiegła do domu, by przygotować obiad dla robotników. Zasłała stół pięknym białym obrusem, wyciągnęła z piwnicy kieliszki, ścięła kurczaka i wyciągnęła butelkę nalewki trzymanej na ważne okazje.

Nim nastał wieczór, mężczyźni skończyli swoją pracę, a równy rząd drewna na opał stał przed domem cioci.

Później przy posiłku wspominali jej męża i jego życzliwe serce.

Przyszli też inni sąsiedzi, starsi, tak samo życzliwi w życiu. Pili i śpiewali piosenki, a jeden z sąsiadów przyniósł harmonijkę, na której, jak to określił, nie grał od stu lat.

– Jak miło – myślała ciotka – sąsiedzi, młodzi i starzy, gdybyśmy tylko mogli to robić w ten sposób, cały czas razem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Jak tak można?! – krzyczała do siebie, bo nikogo nie było już w pobliżu. – Tak śmiać się ze starego człowieka?