Co ty jesteś, fabryka dzieci? Ile jeszcze zamierzasz ich urodzić? złośliwie wypaliła moja teściowa.
Dzień dobry, pani Zofio! Może trochę mniej sarkazmu, co? Rafał powiedział pani, że spodziewamy się dziecka i od razu taka reakcja? uprzejmie odbiła piłeczkę Jagoda.
No bo jasne, że mnie to ruszyło! Po trzecim wnuku wyraźnie prosiłam, żebyście przestali się mnożyć! Ale wy, uparte osiołki, niczego się nie nauczycie! Nawet paczkę prezerwatyw na Nowy Rok podarowałam, żebyście się opamiętali. A tu co? Dalej swoje! mruczała z niezadowoleniem pani Zofia.
Jagoda doskonale pamiętała tamten moment, gdy teściowa wręczyła jej wielką paczkę prezerwatyw podczas sylwestrowej kolacji. Akurat wtedy najstarszy syn miał urodziny, więc jasna aluzja, że czas przystopować.
My wszystko rozumiemy, Zofio, ale z naturą nie wygramy, odparła znosząc uszczypliwości z anielską cierpliwością.
Zgrywasz się ze mnie, tak? To sama sobie wychowuj te dzieci! Ja już palca nie kiwnę… rzuciła teściowa z dramatycznym akcentem.
Rzeczywiście, wielka strata… chciała odpyskować Jagoda, ale rozmowę przerwał dźwięk kończącego się połączenia.
Dziewczyna rzuciła telefon na łóżko, uśmiechnęła się do siebie i pogłaskała po brzuchu, który jeszcze był płaski jak stół. Czekali z Rafałem na czwarte dziecko, co Zofii ewidentnie działało na nerwy. Jagoda kompletnie nie rozumiała, dlaczego matka jej ukochanego aż tak dramatyzuje.
Teściowa ani razu nie zajęła się wnukami, nie pomagała im finansowo, raczej na imprezy rodzinne zaglądała tylko z rzadka, czasem coś wręczyła. Było jej stać na słodkiego mikołaja, ale widać ochoty zabrakło. Jagoda nigdy nie robiła z tego awantury, nawet Rafałowi nie wspominała. Dzieci są nakarmione, wypucowane, ubrane od stóp do głów i to się przecież liczy.
Rafał dobrze zarabia, a Jagoda pracuje w domu, dorabia sobie drobiazgami przez internet. Kiedy interes zaczął przynosić konkretne złote, załatwiła opiekunkę, żeby dzieci jej nie zawracały głowy podczas pracy. Opiekunka wychodzi z nimi do parku, bawi się, a mama w spokoju zarabia na słodkie mleko.
W sumie mają miłą, normalną rodzinę, ale wszystko psuje tylko jedno wieczne narzekania Zofii. Od zawsze coś jej nie pasowało, a gdy dzieci zaczęły pojawiać się jedno po drugim, już się nie kryła ze złością.
Przy trzecim dziecku Zofia wręcz domagała się aborcji! Później, trochę się rozczuliła nad wnuczką i jakoś jej przeszło. A gdy już zrobiło się w miarę spokojnie, proszę bardzo czwarta ciąża! Niby nie planowali aż tak szybko, ale stało się. Jak Bóg dał dzieciątko, to znaczy że się wychowa!
Tylko że dla teściowej nie ma w tym radości. Jagoda podejrzewa, że cała ta jej złość wynika bardziej ze strachu, że syn przestanie jej przesyłać pieniądze. Rafał regularnie wspomaga mamę, więc pewnie boi się, że jak pojawi się czwarte dziecko, to budżet się rozjeżdża i jej ulubiony sklep spożywczy będzie musiał obejść się smakiem.
Jagoda nie ma nic przeciwko temu, żeby Rafał wspierał swoją mamę byleby dzieciom nie brakowało na buty i czekoladę. Chwali jego dobre serce! Przecież już zaleczył jej zęby, wysłał nad morze do Sopotu, a nawet za sponsoring odmalował jej mieszkanie na świeżo.
Jeśli Jagoda się nie myli i Zofii rzeczywiście chodzi tylko o pieniądze, to wróżę tylko więcej narzekań w przyszłości. Jej mentoring i lamenty mogą doprowadzić ciężarną synową do rozstroju nerwowego.
Oczywiście, niezależnie od tego, co wymyśli teściowa, decyzja już zapadła czwarte dziecko będzie i kropka. Pozostaje jednak pytanie: czy teściowa ma moralne prawo mówić im, ile mogą mieć dzieci?
Tyle w temacie polskich realiów.




