Jadę na urlop, niańczyć nikogo nie zamierzam!. Teściowa wystawiła mnie na lodzie, ale ja jej odpłaciłam tym samym.
Każda rodzina ma jakieś swoje smaczki i kłopoty. U jednych bitwy o metry kwadratowe w spadku, u innych suto zakrapiane awantury albo rodzinne zdrady niczym w telenoweli. Jeszcze inni cierpią na totalny brak wspólnych pasji jedni kochają Karpacz, drudzy morze, a trzeci to już tylko kanał kuchenny w telewizji. My na szczęście takich dramatów nie odgrywamy… choć gdyby nie moja teściowa, to już w ogóle byłaby sielanka rodem z reklamy pierogów.
Przez lata robiłam z siebie idealną synową, próbowałam nawiązać kontakt, pogadać, wypić wspólną kawę, ale efektów jak nie było, tak nie ma.
Wiem, że matka i syn to święty duet, ale, błagam, dorosły facet w wieku 37 lat, co to wciąż jest maminsynkiem? Przesada! Oni ciągle mają swoje tajemnice, szepty i układanki o mnie, najlepiej w kuchni, gdy wchodzę. Czasami nawet myślę, że teściowa mojego syna, swojego jedynego wnuka, to w sumie może by tak… wymieniła na egzotycznego kaktusa?
Ale przejdźmy do meritum: nasz syn Krzyś, jak co roku, prawie całe lato spędza u moich rodziców nad jeziorem w domeczku w lesie. Teściowa, jakby to była operacja kosmiczna, nie potrafi się nim zająć choćby przez tydzień, bo ponoć ma swoje sprawy (czyli kręgle z koleżanką i regularne plotki przez telefon).
No i stało się przez koronawirusa moja mama, doktor z powołania, utknęła w szpitalu i musiała zrezygnować z urlopu. Tata sam nie ogarnie wnuka – plecy bolą, ręce bolą, z kręgosłupem już nie poszaleje. Ja też nie mam szans, szefowa patrzy wilkiem. Szukałam ratunku zadzwoniłam więc z nadzieją do teściowej i wszystko ustaliłam miesiąc wcześniej.
Na tydzień przed wielkim transferem zadzwoniła z tekstem:
Dostałam wycieczkę do Zakopanego! Musisz rozwiązać sprawę Krzysia inaczej.
Szczerze? Otworzyłam buzię, ręce opadły, a słuchawka o mało mi nie wypadła. Nikt inny nie mógł pomóc. A ona, jakby nigdy nic, pakuje się i zniknie na tygodniowe wczasy, wnuk jej w ogóle nie wzrusza. Potem, wiecie co się okazało? Sama sobie tę wycieczkę kupiła, żaden prezent dosłownie zafundowała sobie odpoczynek, mając w nosie wcześniejsze obietnice.
Ale nie byłoby tak zabawnie, gdyby nie jej kolejna prośba. Podczas jej urlopu to ja (bo jej synek-pracoholik nawet nie próbował) miałam dbać o jej szklarnie i podlewać jej marchewki. Serio? Po tym numerze?!
Powiedziałam jasno:
Oszukałaś mnie. Odmówiłaś pomocy z wnukiem, więc i ja nie pomogę z ogórkami. Chciałaś relaksu to niech i Twój ogród odpoczywa w stylu śródziemnomorskim. Uschnie? Przypadek losowy, na pewno nie mój.
Oczywiście teściowa była zbulwersowana jakby ktoś zaproponował jej herbatę z cukrem, a ona na wiecznej diecie… Ale urlopu nie przełożyła. A ja biegam od jednej kolonii do drugiej, żeby Krzysiowi znaleźć jakieś rozrywki i nie zwariować.
Czy źle zrobiłam?




