Matka chciała nazwać syna Igor. Ojciec nalegał na bardziej odważną wersję – Aleks. W rezultacie chłopiec został zapisany jako Jurek. Poźniej ciotka się naśmiewała:
– Trzeba było się tak kłócić? I tak nazywasz dziecko Gienek! A prawie do rozwodu doszło przez to wybieranie imienia!
Jurek dorastał w dziwnej rodzinie, matka i ojciec jakby rywalizowali ze sobą. Da matka synowi cukierki, pogłaska po głowie, a potem ojciec wkłada dwa cukierki, ale nie jakieś karmelki, ale „misie” lub tam „wiewiórki” i nie tylko głaszcze, ale także całuje. Albo ojciec będzie zły na jakiś dowcip, wyśle dziecko w kąt, więc nie, matka natychmiast wspina się z paskiem i wymierza karę. Przeciągali chłopca jak linę, a na jego pragnienia i marzenia nie zwracali uwagi.
Jurek rzucał się między rodzicami, kochał ich jednakowo, a jego dziecięce serce zawsze łamało ulubione pytanie dorosłych:
– Synu, kogo bardziej kochasz, mamę czy tatę?
I wtedy chłopiec zdecydował, nie chcę wybierać, pokocha siebie! Jak to się nazywa? Egoista!
Kiedy Jurek skończył 7 lat, w końcu nadszedł dla niego błogosławiony czas: siostry bliźniaczki urodziły się w rodzinie, a chłopiec został wysłany do dziadków, aby nie wprowadzać dysonansu do przyszłej zgody rodziny.
Oficjalnie brzmiało to tak: chłopiec potrzebuje szkoły, matka nie ma wystarczająco dużo czasu z noworodkami, a tam babcia nie pracuje, zawsze będzie karmić, pomagać.
Chłopiec był po prostu szczęśliwy, nikt go nie ciągnął w różnych kierunkach, babcia uwielbiała, dziadek uczył wszystkiego, co wiedział, czytał z nim książki i latał z latawcem.
Raz w tygodniu, w niedziele odwiedzał rodziców. Z reguły przychodził na obiad, siedział przy stole, zgłaszał swoje sukcesy, potem bawił się trochę z siostrami i po dwóch godzinach od rozpoczęcia wizyty spieszył się do domu:
– Czekają na mnie dziadkowie!
Mama z niezadowoleniem zaciskała usta, mówiąc, że nos odwraca się od swojej rodziny, a ojciec wyciągał pojemny wniosek:
– Egoista! Tak właśnie wychowali go twoi rodzice!
Sukcesy chłopca, a było ich sporo, rodzice nadal dzielili się między siebie:
– Synek ma to po mnie!
– Co ty mówisz? Ja też jako dziecko byłem sportowcem, rośnie mój potomek!
Cóż, niepowodzenia, które czasami się zdarzały, zostały zrzucane na dziadków, mówiąc, że źle wychowują. Gdyby u nas mieszkał, to by się nie stało! Ale powrotu do rodziców chłopiec stanowczo odmawiał:
– Albo o mnie zapomną, albo rozerwą mnie na pół! Niech lepiej Maćka i Julka wychowują, a mi tu dobrze! Jestem egoistą!
Po szkole, którą ukończył z wyróżnieniem, z łatwością zapisał się do prestiżowego uniwersytetu, gdzie szybko stał się jednym z najbardziej zdolnych i obiecujących studentów.
W tamtych latach często przyjeżdżał do domu, jeść i po prostu spać, w akademiku było to prawie niemożliwe. Mój mąż Karol, a Jurek był właśnie jego kuzynem, podziwiał go:
– To mocna głowa! Daleko zajdzie!
Już na trzecim roku ukończył studia podyplomowe i karierę naukową. A potem, z zaskoczeniem dla wszystkich, ożenił się.
Dziewczyna była starsza o dwa lata, ukończyła ten sam kierunek studiów. Jej rodzice nie byli zbyt zadowoleni z szwagra z akademika, ale wkrótce go zaakceptowali.
Zwłaszcza, że ich córka, Aleksandra, nie świeciła pięknem i umysłem, była, według wszystkich relacji, zwykłą szarą myszą. Nasza opinia z mężem na temat dziewczyny, prawie po raz pierwszy w życiu, nie zgadzała się.
– Co za słodka dziewczyna! To jest to, czego potrzebuje mój zawiły kuzyn!
Potem, po bliższej rozmowie z Olą, zdałam sobie sprawę, że mój mąż, jak zwykle, miał rację, to cudowna dziewczyna, z którą było bardzo łatwo nawiązać kontakt.
Niespodziewanie dla wszystkich nauczycieli Aleksandra nagle przedstawiła w obronie genialną pracę dyplomową, która, ich zdaniem, mogła z łatwością pociągnąć za doktorat. Jednak na samej obronie zaczęła pływać, z trudem odpowiadała na pytania. Ale kiedy powiedziała, że jest w ciąży, spodziewa się pierworodnego dziecka i prosi o wybaczenie za zamieszanie i błędy, oczywiście została oczyszczona z zarzutów.
Oczywiście dla wszystkich było jasne, kto jest autorem pracy, ale nie było bezpośrednich dowodów. Kierownik naukowy Aleksandry złapał Jarka na korytarzu i w czoło zapytał:
– Napisałeś pracę żonie? I nie żałujesz, że nie przypisujesz sobie takiego materiału naukowego? W końcu wszystko pójdzie do śmieci! A mógłbyś sam rozwinąć swoje pomysły.
Na co Jurek spojrzał na profesora i uśmiechnął się:
– Jestem egoistą, proszę pana! Nigdy bym tego nie zrobił! Ola jest mądra i sama napisała pracę.
Profesor tylko głową pokręcił, też mi się egoista znalazł! A potem nie widział, jak Jurek z własnej inicjatywy wyjaśnia swoim kolegom zasady rozwiązywania równań dyskretnych!
Po ślubie chłopak przeprowadził się do eleganckiego mieszkania teścia, który zajmował wysokie stanowisko w jednej z dużych korporacji państwowych i szybko zapomniał o życiu w akademiku. Teraz miał miejsce na wygodne życie.
Żona i teściowa zapewniły mu wszystkie warunki, aby Jurek mógł rozwijać się naukowo.
Nawet narodziny dziecka nie naruszyły tej sielanki, młody ojciec został zwolniony ze wszystkich obowiązków, nie wstawał do płaczącego dziecka w nocy, gdy zęby się przecinały-nie kołysał go, a do roku jego komunikacja z małym synem sprowadzała się tylko do wieczornych spacerów w trójkę.
Koledzy mężczyzny zazdrościli, wierzyli, że ten niezwykle dobrze się ożenił. Absolutnie wszyscy byli pewni, że jest to małżeństwo według obliczeń: taki teść, jego pozycja i stan materialny przeważały nad wszystkimi rzekomo wadami Oli.
Obronił się znakomicie, czego warto było się spodziewać, po czym łatwo zapisał się na studia doktorancie. Studenci nie przegapili jego wykładu, szybko zyskał autorytet jako inteligentny, przemyślany nauczyciel, który potrafi wyłożyć najtrudniejszy materiał .
Wkrótce prowadził już Koło Naukowe, do którego starało się zapisać wiele osób, zwłaszcza dziewczyny. Studentki go lubiły-młody, przystojny, dobrze ubrany. Cóż, że żonaty, więc żona nie jest ścianą, można przesunąć!
Co zaskakujące dla wielu, Jurek wyśmiewał dziewczyny, które go prześladowały, nie dopuszczał do romansu z nikim i ogólnie miał reputację najczystszą. W końcu jakiś czas później, mężczyzna wdał się w romans z dwoma studentkami. Odwiedzał jedną, a od razu po wizycie, jechał do drugiej.
Ola jednak nigdzie się nie wybierała, wierzyła mężowi, że naprawdę ją kocha. Czasami, gdy wątpliwości wciąż się wkradały i próbowała się na niego obrazić, ale Jurek przytulał żonę i śmiejąc się mówił:
– Jestem egoistą! Za bardzo kocham siebie, aby stracić rodzinny komfort i wygodę dla jakiejś dziewczyny! – a potem, już poważnie, dodawałem – wyrzuć te bzdury z głowy, nie chcę nikogo oprócz ciebie.
W wieku 25 lat mężczyzna obronił pracę doktorską, Komisja go pochwaliła i przewidziała awans w wieku 30 lat, ale potem znowu zaskoczył wszystkich. Młody naukowiec wyjechał do Anglii, do jednego z najstarszych uniwersytetów na świecie.
Najpierw został zaproszony na rok, a następnie podpisał długoterminowy kontrakt. Rodzina oczywiście pojechała z nim, a tam urodził się ich drugi syn.
Mieszkając tam w ten sposób, nie ma mowy o rozstaniu, chociaż ojciec Aleksandry od dawna jest na emeryturze i wydaje się, że jeśli było to małżeństwo według obliczeń, nic nie trzyma go przy żonie. Jurek jednak zawsze słysząc takie rozmowy odpowiada:
– Nie doczekacie się! Nikomu nie oddam żony! Muszę mieć to, co najlepsze, a Ola i dzieci to najlepsze co mam!




