Moja przyjaciółka Marta i jej mąż Kamil towarzyszyli mi przez długi czas i zawsze byli dla mnie bardzo ważni. Zawsze starałam się ich wspierać i pomagać im, bo ich sytuacja finansowa nie była najlepsza. Sprzedałam im samochód za dużo niższą cenę niż była w ogłoszeniu. Oddałam im meble, gdy zmienialiśmy wystrój, a kiedy Marta urodziła chłopca, przekazałam im całą wyprawkę po moim synku; ubrania, zabawki, buty i wózek dla dziecka.
Jednak wraz z pojawieniem się dziecka, problemy finansowe Marty i Kamila pogłębiły się. Nie mieli wyjścia, więc Marta także musiała zacząć pracować, aby wesprzeć finansowo rodzinę. Ich syn był wciąż mały, więc potrzebowali niani, ale nie mieli wystarczająco dużo pieniędzy, aby ją opłacić. Zwrócili się więc do mnie z prośbą o opiekę nad dzieckiem. Kamil powiedział, że będą przynosić dziecko do mnie o ósmej rano. Chociaż do pracy miał dopiero na dziesiątą, ale stwierdził, że musi mieć czas, żeby się zebrać i dojechać.
Jednak ja również miałam swoje obowiązki – pracowałam na pół etatu i zajmowałam się swoim synem oraz prowadzeniem domu. Wiedziałam, że nie jestem w stanie sprostać dodatkowym obowiązkom związanych z opieką nad ich dzieckiem, ale nie wiedziałam, jak odmówić moim przyjaciołom. Powiedziałam im, że mam już dużo pracy i nie jestem w stanie zająć się ich synem. Wtedy Marta powiedziała z oburzeniem: „Ty pracujesz na pół etatu, a my mamy prawdziwą pracę. To dla nas znacznie ważniejsze niż dla ciebie”. Ostatecznie, powiedziałam „nie”, a Marta zaczęła mi grozić, że przestaniemy być przyjaciółmi.
Mimo to, zdecydowałam, że muszę powiedzieć „nie”, ponieważ nie chciałam być wykorzystywana i nie mogłam pozwolić na to, aby moje życie kręciło się tylko wokół wychowywania cudzego dziecka, kosztem mojego. Po kilku dniach Marta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że nie jesteśmy już przyjaciółkami, ale jakoś mnie to nie zmartwiło. W końcu poczułam się wolna i z ulgą odetchnęłam.




