Poznaliśmy się z Zbyszkiem w kawiarni. Upuściłam torebkę, a on ją podniósł. Rozmawialiśmy. Wyglądał na młodszego niż jest, a ja na starszą niż jestem. Na początku skłamał, że ma trzydzieści pięć lat, a potem ja, że mam dwadzieścia pięć. On zrobił siebie młodszym o pięć lat, a ja na odwrót. Nasze rozmowy trwały godzinami. Szczerze mówiąc, na początku przyciągała mnie przede wszystkim jego stabilność finansowa. Dawał mi drogie prezenty i zabierał do drogich restauracji.
Z czasem pojawiły się u mnie uczucia. Oczywiście, później przyznaliśmy się sobie, że nieco zmyśliliśmy co do wieku, ale wtedy to już nie miało znaczenia. Rodzice przyjęli mój wybór z trudem. Mama nawet odmówiła przyjścia na nasze wesele. Ojciec przyszedł, ale z jego twarzy nie schodziło niezadowolenie. Zbyszek był prawie w jego wieku. Przed ślubem nie poszliśmy do łóżka. Zbyszek mówił, że ma tradycyjne pojęcie życia rodzinnego, twierdząc, że chce, aby wszystko było dopiero po ślubie.
Nie byłoby to nic takiego, gdyby nie okazało się, że pod tymi słowami krył swoją impotencję. Wstyd mi o tym mówić, ale po prostu nie mogę już tego dłużej wytrzymać. Jesteśmy razem dziesięć lat, pięć lat temu urodziła się nasza córka. Jestem zadowolona, że ja i dziecko mamy zapewnione materialne potrzeby, ale nie czuję się żoną i kobietą. Mam wrażenie, że my z córką jesteśmy potrzebne Zbyszkowi wyłącznie jako potwierdzenie statusu. Praktycznie nie nawiązuje z nami kontaktu jako z ludźmi, jesteśmy dla niego dekoracją podczas oficjalnych wydarzeń.
To wszystko mnie absolutnie nie zadowala, ale rozumiem, że sama wpadłam w tę pułapkę.
Gdy wychodziłam za mąż za Zbyszka, wiedziałam, że jest ode mnie starszy o 20 lat. Ale wtedy nie rozumiałam, jakie ryzyko niesie taki związek.




