Tego dnia, jak zwykle, poszedłem do sklepu po zakupy, gdy zauważyłem, że między regałami krąży kobieta z 6-letnim chłopcem. Byli ubrani skromnie, ale schludnie. Chłopiec był bardzo chudy, patrzył na wszystkie półki głodnymi oczami – jednak nie prosił matki o nic. Kiedy matka przeglądała przecenione warzywa, on wziął do rąk ołówki. Powąchał je, dokładnie obejrzał pudełko, pocałował je i starannie odłożył na miejsce a potem westchnął. Zrobił podobnie z naklejkami i kilkoma zeszytami. Kobieta pochyliła się do niego, pogłaskała po głowie i wyjaśniła, że nie ma pieniędzy a on skinął głową i odpowiedział uśmiechem.
Miał na sobie zabawną dziecięcą czapkę i kurtkę o kilka rozmiarów za dużą. Czułem, jak zaciska mi się serce więc czym prędzej pobiegłem po koszyk i poszedłem do działu papierniczego. Wsadziłem tam w koszyk różne flamastry, ołówki, zeszyty, naklejki i inne drobiazgi. Następnie zastanawiałem się, jak uszczęśliwić chłopca, nie obrażając jego matki. Kiedy matka podeszła do kasy, mój koszyk był już opłacony. Podszedłem do chłopca i powiedziałem: – Cześć maluchu! Mieliśmy dzisiaj konkurs na najlepszą czapkę z uszami. Wygrałeś! Oto twoja nagroda! Zanim matka chłopca zaczęła odmawiać prezentu, szybko wyszedłem na ulicę i wróciłem do domu płacząc. Całe te przybory szkolne kosztowały nie więcej niż 100 złotych a sprawiły chłopcu tyle radości.
Powinniście zobaczyć jego oczy w tamtym momencie! Dobrze znałem to spojrzenie – zobaczyłem je kiedyś w lustrze. Pamiętam dobrze ten czas, to było 5 lat temu. Wtedy cały rok męczyłem się w sądach przez rozwód a potem zwolniono mnie z pracy. Pewnego wieczoru szedłem do domu na piechotę w ulewnym deszczu, a w kieszeni miałem 10 złotych. Szedłem i zdawałem sobie sprawę, że niedługo zostanę bez dziecka, bo potrzebne są pieniądze, żeby wygrać proces. Nikt nie chciał zatrudnić ojca w trudnej sytuacji, który miał sprawę w sądzie o dziecko. Postanowiłem wstąpić do kawiarni, napić się kawy i trochę przeschnąć. Wchodzę – a tam pełno ludzi. Na każdym stole leżały karty, bo grali właśnie w bingo. Usiadłem przy ostatnim stole, ale kartę przyniesiono również mnie. Jedna karta – 10 złotych Nie chciałem odmawiać, postanowiłem zaryzykować. Wszyscy mieli po 20 kart, a ja miałem tylko jedną. Wygrałem! Zdobyłem jackpot! Z kopertą pełną pieniędzy wróciłem do domu. Kiedy zrozumiałem, że zdobyłem jackpot, miałem dokładnie takie same oczy Nie grałem dalej, bo wiedziałem, gdzie zainwestować te pieniądze – to dzięki nim odzyskałem córkę.



