Gdy syn zadzwonił, Halina bardzo się ucieszyła, bo myślała, że w końcu zabierze ją do siebie, ale rzeczywistość złamała jej serce.

Halina siedziała na werandzie, kiedy nagle zadzwonił telefon. Rozradowana kobieta myślała, że jej syn, Irek, chce z nią porozmawiać.
– Halo, mamo – to rzeczywiście był on.

– Ireczku! – Halina nie mogła powstrzymać radości. – Synku, powiedz mi, czy przyjedziesz po mnie… – Zanim Halina zdążyła dokończyć, Irek kontynuował:

– Słuchaj, ja i moi przyjaciele przyjedziemy do Ciebie, więc przygotuj się, dobrze? Będzie nas siedmiu. Przyjdziemy, pobawimy się i wrócimy wszyscy razem.

„Wszyscy razem”? To oznacza, że syn przemyślał jej propozycję. Halina uspokoiła się, bo martwiła się, jak syn zareaguje na jej prośbę. Kobieta została zupełnie sama w swojej wsi. Co prawda, ma przyjaciółkę Alę, która jest tak samo samotna jak ona, ale mimo wszystko chciałaby spędzić ostatnie dni ze swoją rodziną, a nie z przyjaciółką.

Tak czy inaczej, syn przyjechał ze swoimi przyjaciółmi. Halina i tak już była bardzo słaba, ale dla młodych nie usiadła na miejscu nawet na chwilę przez te dwa dni. Oczywiście, nie miała czasu porozmawiać ze swoim synem, ale nie była na niego zła, wszystko rozumiała i z ostatnich sił biegała tu i tam, sprzątała, myła, żeby nie zatrzymać wszystkich na koniec ze względu na sprzątanie.

Wszyscy już się zbierali, przytulili Halinę po kolei i pożegnali się, a ona myślała, że syn zapomniał ich uprzedzić, że mama pojedzie z nimi – mówiła do wszystkich, że jedzie z nimi, i że to za wcześnie na pożegnanie.

Wreszcie syn podszedł do matki:

No dobrze, mama, jedziemy. Wszystko było pyszne, dziękuję.

– Synu, a co ze mną? Przecież mówiłam, że… – Halina nie chciała narzucać się, ale wiedziała, że potrzebuje pomocy. – Nie mogę już żyć sama, potrzebuję pomocy.

– Mamo, w samochodzie nie ma miejsca, poza tym, lato dopiero się zaczyna, tutaj nie będzie tyle do roboty, a zimą pomyślimy. No dobrze, czekają na mnie. Trzymaj się – powiedział Irek i odjechał.

– Odjechali? – Usłyszała Halina znajomy głos, a potem głos zbliżył się, a raczej usiadł obok. – Odjechali? – już siedząc obok na kanapie zapytała Ala.

Dwie samotne kobiety spojrzały sobie w oczy i zaczęły płakać. Było im ciężko, a obok nie było nikogo bliskiego.

– No dobrze, zbierajmy się! Emeryturę wydałaś – ja się podzielę, nie jestem skąpa. A młodzi niech żyją swoim życiem. My tu sobie poradzimy ze wszystkim – powiedziała Ala i przytuliła przyjaciółkę.



Oceń artykuł
TwojaCena
Gdy syn zadzwonił, Halina bardzo się ucieszyła, bo myślała, że w końcu zabierze ją do siebie, ale rzeczywistość złamała jej serce.