Marta wychowywała się w rodzinie muzyków. Samodzielnie dążyła do osiągnięcia perfekcji w dziedzinie tej sztuki. Jej doświadczenia życiowe i edukacja czyniły ją ciekawą rozmówczynią, ale wystarczyło tylko wspomnieć w rozmowie o jej synu, a ona natychmiast stawała się zimna i zdystansowana. Ten jeden, jak się okazuje, niewygodny temat potrafił zmienić zachowanie kobiety.
Od dziecka marzyła i dążyła do tego, by stać się wielką pianistką, błyszczeć solowymi koncertami na światowych scenach. Jej talent i pracowitość wydawały się pewnie prowadzić ją do wyznaczonego celu. Osiem godzin codziennych ćwiczeń na fortepianie przez dzieciństwo, młodość i dorosłość. Następnie nieszczęśliwy wypadek – złamanie palców lewej ręki. I wtedy wszystko się skończyło, marzenia o karierze wielkiej pianistki zostały skreślone i musiała opuścić uczelnię.
Rok później zakochała się, a owocem tej miłości był syn. Mąż jednak zniknął, jak tylko dowiedział się o ciąży, a chłopca wychowywała sama. Paweł stał się dla niej sensem życia i pragnęła przekazać synowi swoje wielkie marzenie. Matka przyzwyczajała malca do fortepianu od najmłodszych lat. Chłopiec jednak nie posiadał ani talentu matki, ani jej pragnienia do tworzenia muzyki.
Marta wymagała, aby siedział przy instrumencie i grał, i grał. Syn cierpliwie stukał w klawisze, by nie smucić matki. Nawet skończył szkołę muzyczną i dał koncert, ale nie poszedł na wyższą uczelnię. Porzucił muzykę, zdobył zawód mechanika samochodowego i zaczął pracować w serwisie. Matka starała się go przywrócić do świata muzyki, ale wszystkie jej wysiłki były nieskuteczne. Bez względu na to, jakie argumenty podawała, jakimi groźbami i prośbami operowała, nic nie mogło przekonać syna do „powrotu na właściwą drogę”. W zemście matka wyrzuciła syna z domu. Teraz syn wynajmuje pokój u babci, ale przynajmniej jest szczęśliwy, a Marta żyje sama. Pracuje jako nauczyciel muzyki w przedszkolu. Uśmiecha się do wszystkich znajomych, ale tylko do momentu, aż nie zapytają o jej syna.




