Nie miałam szczęścia z sąsiadami, a dokładnie z ich dziećmi. Są bardzo rozwydrzone, a ich rodzice nie starają się zbytnio ich kontrolować. Już mam dość ciągłego robienia im uwag, które nie przynoszą żadnego skutku. Pewnego poranka znowu mieliśmy incydent. Wychodzę z domu i widzę, że na szybie drzwi, czerwonym markerem napisano: tutaj mieszkają… Kolejno numer mieszkania, imię i nazwisko każdego mieszkańca wraz z jego numerem telefonu. Bardzo mi to nie podobało, że moje dane osobiste zostały tak otwarcie wystawione na pokaz. Ktokolwiek może je przepisać i wykorzystać, a ja nie potrzebuję dodatkowych problemów.
Zdecydowałam się na rozmowę z rodzicami tych dzieci. Przychodzę do nich, a ich mama mi mówi:
-Oj, są tak przebiegli. Pewnie podpatrzyli dane mieszkańców całego bloku w moim notatniku. I jeszcze zdążyli je przepisać, prawdziwi detektywi.
Matka była wręcz bardzo dumna z własnych dzieci. Nie przejmowała się faktem, że nie chcę, aby moje nazwisko widniało na drzwiach. Starałam się wytłumaczyć jej, że to niezbyt eleganckie.
-Więc to Ci się nie podoba? Powiem im, aby twoją linijkę napisali ładniej.
Chyba coś jest nie tak z tą kobietą. Nie widziałam sensu w dalszym tłumaczeniu. Jaka matka, takie dzieci.
Ale to jeszcze nie koniec kłopotów, które te dzieci przysparzały. Pewnego razu złapały 5 bezpańskich kotów na podwórku, zaniosły je na ostatnie piętro i zorganizowały kocie wyścigi po klatce schodowej. Potem cała klatka schodowa śmierdziała brudnymi kotami. A w zeszłym tygodniu wykopali dół obok parkingu i wszystkie samochody wpadały do tej dziury. Kierowcy krzyczeli i przeklinali, a dzieci na to tylko się śmiały.
A ich matkę, chyba, bawiły wszystkie te figle.




