Niedawno moja szwagierka urodziła córeczkę. Jej rodzina żyje skromnie, więc postanowiłam jej pomóc, zwłaszcza że miałam możliwość to zrobić. Mąż mojej szwagierki zarabia ledwie na jedzenie, o dodatkowych wydatkach nie ma mowy, a oni ledwie wiążą koniec z końcem. Nie rozumiem, dlaczego postanowili mieć dziecko, skoro sami nie są w stanie się godnie utrzymać, ale to już ich sprawa. Szwagierka twierdzi, że do czasu, gdy dziecko pójdzie do szkoły, oni staną na nogi, ale coś mi mówi, że tak nie będzie. Właśnie dlatego wszyscy krewni zaczęli hojnie pomagać nowo upieczonym rodzicom – ktoś ubrankami, ktoś jedzeniem dla dzieci, ktoś kremami i innymi środkami higienicznymi i pielęgnacyjnymi dla skóry maluszka.
Mam własną córeczkę, po której zostało nam dużo ubrań, nowych, niewykorzystanych smoczków i obuwia. Mój mąż i ja kupiliśmy również pieluchy na kilka miesięcy do przodu, mleka modyfikowane, słoiczki z jedzeniem i przekazaliśmy to wszystko szwagierce. Ona przyjęła to wszystko z radością. Po tym prawie co miesiąc przynosiliśmy szwagierce, a właściwie naszej bratanicy, różne prezenty, aż do pewnego nieprzyjemnego incydentu.
Pewnego razu szukałam na stronie z używanymi rzeczami pewnej części do maszyny do szycia. Na głównej stronie otrzymałem wiadomość o najpopularniejszym poście na stronie. Na zdjęciu w ogłoszeniu zobaczyłam bardzo znajomą dziecięcą sukienkę. To była sukienka mojej córki, którą szwagierka wystawiła na aukcję. Kiedy weszłam na stronę sprzedawcy, zobaczyłam wszystkie rzeczy, które podarowaliśmy w prezencie.
Po tym mój mąż i ja przestaliśmy dawać im rzeczy. Nic jej nie powiedzieliśmy o tym, że widzieliśmy post, a ocenę jej postępowania zostawię Bogu. Wytłumaczyliśmy jej tylko, że nie zamierzamy nikomu nic więcej dawać, bo sami planowaliśmy drugie dziecko. Niezadowolenie mojej szwagierki było widać jak na dłoni, ale nie odezwałam się ani słowem, chociaż może powinnam. Zastanawiam się tylko, jak będzie się żyło ich córce, skoro wszystko na bieżąco sprzedawali.




