Spotykaliśmy się przez dwa lata, zanim zdecydowaliśmy się na ślub. Potem kolejne dwa lata urządzaliśmy nasze gniazdko, zanim zdecydowaliśmy się na dziecko. Wiadomość, że wkrótce zostanie ojcem, wprawiła mojego męża w zachwyt. Poród przebiegł bez komplikacji. Mąż był przeszczęśliwy, gdy odbierał nas z synkiem z szpitala. W domu na początku pomagał mi z dzieckiem. Potem zaczął się powoli wycofywać. Rozumiałam, że po pracy jest zmęczony, więc nie miał już sił na dziecko. Dlatego nie nalegałam na opiekę nad dzieckiem. Ale wkrótce mąż „wrócił do normalności”.
To chciał oglądać film ze mną, to po prostu chciał leżeć obok, a to nie chciał pić herbaty sam, a kiedy odmawiałam, był obrażony. Sama chciałabym z przyjemnością obejrzeć film w telewizji, poleżeć na kanapie, ale mam dziecko. Żyję pod dyktando naszego malucha. Mąż był obrażony. Nie rozmawiał ze mną czasami przez kilka dni. A raz jego obraza przerodziła się w awanturę.
– Ignorujesz mnie, nie zwracasz na mnie uwagi. Mam wrażenie, że jesteś ty i jest nasze dziecko, a mnie w tym domu nie ma. Ciągle mnie odpychasz – złościł się mój mąż.
– Nie wymyślaj. Nikt cię nie ignoruje. Ale pogódź się z tym, że nie mogę na każde wezwanie do ciebie przylecieć. Maluch wymaga ciągłej opieki. Oczywiście, mogę mu powiedzieć „maluchu, leż cicho, dopóki nie obejrzę filmu z tatą”, „nie sikaj, dopóki nie wypijemy herbaty”, ale on nie zrozumie. Ma dopiero trzy tygodnie. – starałam się wyjaśnić zaistniałą sytuację.
– Mam wrażenie, że jestem zbędny w mieszkaniu. Mieszkamy obok siebie, jak współlokatorzy. Masz swoje problemy, ja mam swoje. Oddaliłaś się ode mnie – upierał się mój mąż.
Jak przekonać męża, że jest dla mnie równie drogi, jak zawsze? Nie mam pojęcia. Poradziłam się mamy. Pocieszała mnie i powiedziała to tylko chwilowe, i że mu przejdzie. Ale czy mamy na to czas?




