Rok temu zaprosiłem Paulinę do domu, aby poznała moją matkę. Gdy po wszystkim odprowadziłem ją do domu i wróciłem, zapytałem matkę, co myśli o mojej wybrance.
-Dobra z niej dziewczyna, ale nie widzę w niej kandydatki na żonę – odpowiedziała. -Radzę ci się z nią rozstać. W przeciwnym razie zyskasz nie żonę, ale dorosłą, niezaradną pannicę.
– Kocham ją i wezmę ją za żonę – odpowiedziałem stanowczo.
– To twój wybór – odparła spokojnie. – W takim razie przepiszę na ciebie mieszkanie babci. Weźcie ślub i tam mieszkajcie. Nie zamierzam się wam mieszać.
Po ślubie zaczęliśmy mieszkać w moim mieszkaniu, a mama, jak obiecała, nigdy nie odwiedziła nas. Odwiedzaliśmy ją sami w domu, gdzie mieszka razem z babcią. Babcia mimo wieku dalej uczy w szkole podstawowej, a mama prowadzi lekcje gry na pianinie. Obie są dobrymi i bardzo inteligentnymi kobietami. W ich domu zawsze panuje czystość i porządek, w przeciwieństwie do naszego…
Paulina jest bardzo wykształcona, miła, skromna, potrafi pięknie śpiewać, grać na skrzypcach i uprawiać sporty. Ostatnie trzy umiejętności są imponujące, ale nieobowiązkowe dla żony. Co do gotowania, prasowania, sprzątania domu, mycia naczyń i prostego chodzenia po zakupy – tego nie chce ani nie umie robić.
„Dlaczego ja mam to robić?” – odpowiada zawsze na moje zarzuty. Wraca do domu z pracy wcześniej niż ja, ale siedzi, czyta książkę i czeka, aż wrócę z pracy, przyniosę jedzenie albo przygotuję kolację. Potem razem jemy kolację, a ona znów sięga po książkę, a ja idę zmywać naczynia, podobnie jest ze sprzątaniem. Dwa razy nie mogłem się powstrzymać, dwa razy się o to pokłóciliśmy i dwa razy jej mama i babcia pomogły jej spakować rzeczy. Byłem głupi, zatrzymałem ją, ale nic się nie zmieniło. Moje argumenty dalej odbijają się od niej jak groch od ściany, a ona wciąż siedzi w domu z książką, tak jak zawsze.





