Mój mąż jest głównym inżynierem w fabryce, a ja zajmuję się domem. Mamy jednego syna i oddaliśmy mu całe nasze życie. Uczył się w najlepszym liceum w mieście, kupiliśmy mu dom obok naszego, samochód. Zdobył dyplom na uniwersytacie, zaczął pracować w fabryce z ojcem. „Aby stać się cenionym specjalistą, musisz zaczynać od dołu” – powiedział mój mąż i dał synowi początkujące stanowisko. Dodatkowo, powierzył mu częste i długie wyjazdy służbowe.
Nasz syn nie jest leniwy, nie jest maminsynkiem. Pracuje, stara się, powoli robi karierę. Z czwartego wyjazdu służbowego syn wrócił nie sam – przywiózł ze sobą dziewczynę. Uczyła się w zawodówce, jest cukiernikiem. Pracowała w niewielkiej prywatnej piekarni z kawiarnią, gdzie przygotowywano ciasta za ladą, z możliwością patrzenia przez klientów. W głębi piec, w środku półka z pieczywem i kasa, przy oknach dwa stoliki. Syn mieszkał obok tej kawiarni, tam chodził na śniadania, tam poznał ją. Dziewczyna mu się spodobała i udało jej się rozkochać mojego syna w ciągu miesiąca. Od razu zamieszkali razem w jego domu.
Dziewczyna sama w sobie jest niezła, nawet ładna i jest dobrą gospodynią. Prosta, ale to zrozumiałe dla prowincjonalnej dziewczyny. Ale jej rodzina – Boże, miej nas w opiece. Zarówno ojciec, jak i starsi bracia, wszyscy z przestępczą przeszłością, a być może i przyszłością.
Po co nam taka rodzina? Mówię do syna:
– W naszym mieście jest wiele pięknych dziewcząt. Gdziekolwiek rzucisz okiem, natrafisz na jedną z nich. Po co ci taka problematyczna dziewczyna? Na razie nie bierzcie ślubu, zamieszkajcie razem, poznajcie się lepiej. Może zmienicie zdanie na temat małżeństwa.
Ale on mi odpowiada:
– Mamusiu, kocham ją i nie mogę bez niej żyć.
Próbowałam zwrócić się do męża, aby wpłynął na syna:
– Jest już dorosły. Sam to rozwiąże. Jeśli będzie potrzebował pomocy, pomogę mu. Ale na razie nie zamierzam się wtrącać.
A ja straciłam spokój i nie mogę spać po nocach. Myślę, planuję: jak ich rozdzielić i uniemożliwić ślub?

