Dorastałem w niewielkiej wsi. Całe życie marzyłem o przeprowadzce do dużego miasta. Po ukończeniu szkoły od razu zacząłem studia na uniwersytecie w Warszawie. Miałem wielu dobrych kolegów i koleżanek, prawie wszyscy mieszkali ze mną w akademiku. Najbardziej ze wszystkich zapadła mi w serce Hania – skromna i cicha dziewczyna.
Chodziliśmy razem na zajęcia, przygotowywaliśmy się do egzaminów. Potem zaczęliśmy wychodzić do kina i spacerować po parku. Widziałem, że też nie jestem jej obojętny. Tak szybko i niezauważenie minęły 4 lata studiów. Dziewczyna planowała wrócić do domu na Podkarpacie, a ja często miałem zamiar zostać tutaj. Myślałem, że szybko znajdę dobrą pracę, bo perspektyw było wiele.
Jednak wszystko zmienił jeden telefon. Było późno i Hania zadzwoniła do mnie, informując, że jest w ciąży. Ta wiadomość bardzo mnie przestraszyła. Nie to, że ona była złą dziewczyną, ale nie widziałem z nią swojej przyszłości. To były po prostu związki, nic więcej! Zaproponowałem aborcję, ale ona stanowczo odmówiła, bo dla niej to był wielki grzech!
Kiedy tylko miałem okazję – wysyłałem jej pieniądze, miałem dobrą pensję. Rozumiałem, że to jest moje dziecko, ale nie miałem żadnych uczuć ojcowskich czy coś. Widziałem dziecko tylko dwa razy w życiu – przyjeżdżałem na urodziny. Teraz syn ma 10 lat, wiem, że Hania wyszła za mąż za jakiegoś mężczyznę i niedawno urodziła jeszcze dwie dziewczynki.
Ale moje życie osobiste też się ułożyło, mam żonę Olgę i córeczkę Irenkę, która wkrótce pójdzie do szkoły. Pracuję jako inżynier w dużej firmie budowlanej. Niedawno kupiliśmy duże mieszkanie w centrum miasta, bo czeka nas powiększenie rodziny – żona jest ponownie w ciąży. Dlatego zdecydowałem, że potrzebujemy większego gniazdka rodzinnego.
I ostatnio Hania zadzwoniła do mnie z bardzo dziwną, moim zdaniem, prośbą. Planowała pojechać z mężem na wakacje tylko we dwoje, a syna nie miała z kim zostawić. A przecież jestem biologicznym ojcem, niech chłopiec u mnie zostanie – tak powiedziała. Moja żona nie była przeciwna i chętnie chciała poznać syna.
Okazało się, że chłopiec jest mądrym i dobrze wychowanym dzieckiem. Od razu zaprzyjaźnił się z Irenką, uczył ją czytać i pisać, mówiąc, że musi być najlepszą uczennicą w szkole. Pomagał też mojej żonie w domu. Nawet ja sam przyzwyczaiłem się do syna. Polubiłem go i z lękiem liczyłem dni do końca wakacji Hani.
Pewnego wieczoru powiedział, że nie chce wracać do domu i poprosił o zostanie z nami. Myślałem, że jego mama będzie przeciwna, ale spokojnie się zgodziła.
– Bardzo dobrze, teraz czas, byś Ty zajął się synem – powiedziała tak, jakby chłopiec był dla niej zabawką i sama chciała się go pozbyć.
Teraz mieszkamy razem. Widzę, że syn czuje się komfortowo w naszej rodzinie. Żona przyjęła chłopca jak własne dziecko. Teraz moje córeczki mają starszego brata, który jej ich wsparciem.
Wiem, że pewnie znajdą sie ludzie, którzy powiedzą, że nie zasłużyłem na syna, skoro wcześniej go odtrąciłem. Ale czy nie każdy popełnia błędy?


