Moja sąsiadka Helena była nauczycielką w szkole podstawowej – samotnie wychowywała córkę Małgosię. Rozstała się z mężem, gdy Małgosia miała 5 lat. Ojciec płacił alimenty na czas, ale było ich niewiele, ponieważ były naliczane od pensji minimalnej. Wystarczało tylko na jedne zakupy w sklepie spożywczym. Żyły obie od pensji do pensji. Regularnie płaciły czynsz i kredyt za samochód. Wszystko, co zostawało, starały się rozciągnąć na cały miesiąc. Na zakup czegoś droższego musiały oszczędzać przez kilka miesięcy, czasem musiały zaciągnąć pożyczkę. Małgosia, gdy dorosła, otaczała się tylko przyjaciółmi z wyższych sfer. Jej głowę zaprzątały tylko pieniądze, nic innego jej nie interesowało. Gdy Helena próbowała jej wytłumaczyć, że to nie jest najważniejsze w życiu, córka wyśmiewała ją mówiąc:
– Jesteś nieudacznikiem i chcesz, żebym stała się taką jak Ty?
„Przyjaciele” często się z niej naśmiewali, robili okrutne żarty, ale ona im wszystko wybaczała. Było dla niej ważne, żeby należeć do ich społeczności. Helena martwiła się o jej przyszłość. Jak miała znaleźć wśród takich ludzi dobrego człowieka na męża? Małgosia jednak cały czas żartowała ze słów matki i nie przypisywała im znaczenia. Po ukończeniu szkoły średniej poszła na niewiele warty kierunek studiów. I tu była bardzo „wybredna” w wyborze przyjaciół. Wśród nich poznała też swojego przyszłego chłopaka.
Był to młody mężczyzna z bardzo zamożnej rodziny, który nie miał żadnego pojęcia o moralności. Spełniał każdą zachciankę Małgosi, co ją bardzo cieszyło. Nie zauważała jednak, że traktował ją jak rzecz, a może nie chciała tego widzieć… Wszystko, czego chciała, miała. Kiedy przedstawiła swojego chłopaka matce, Helena była zszokowana. Stało się to, czego najbardziej się obawiała. Córka wybrała na partnera bezdusznego człowieka. Tak poniżającego traktowania siebie i córki nie mogła sobie nawet wyobrazić, ale Małgosia była ślepa. Później oczywiście matka powiedziała córce, co sądzi o nim. To spowodowało pierwszy poważny konflikt między nimi.
Małgosia spakowała rzeczy i wyszła z domu. Nie było żadnego ślubu, do końca pierwszego roku studiów mieszkała u swojego chłopaka. Pewnego dnia wróciła.
– Co się stało, córeczko? – zapytała matka.
– Nie mogę już tak dalej, nie rozumiem, jak mogłam go znieść przez cały ten czas. On nie szanuje mnie, ciągle mnie zdradza i poniża. Przepraszam Cię, mamo, byłem taka głupia.
Helena przytuliła córkę, pocieszyła ją.
– Najważniejsze, że sama zrozumiałaś wszystko.




