Gdy powiedziała ukochanemu, że spodziewa się dziecka, wszystko zobaczyła na twarzy Pawła. Było wyraźnie widać, że nie oczekiwał się pojawienia dziecka i raczej nie miał ochoty tak wcześnie się żenić
Hanię zauroczył Paweł jeszcze zanim skończyła osiemnaście lat. Chłopak z jej wioski podobał jej się już od dawna, a całą wiosnę spędzili razem wędrowali po okolicznych polach, szli nad rzekę, zachwycali się zachodami słońca.
Miała zamiar rozpocząć naukę w miejskim technikum. Jednak pewnego dnia Hania zrozumiała, że jest w ciąży. Dziewczyna zupełnie nie wiedziała, co robić.
Co powie mama, siostra, ludzie?..
Zgubiła się w swoich lękach
Hania podjęła decyzję nie będzie rodzić dziecka. Gdy, ze łzami w oczach, wyznała wszystko mamie, ta nie powstrzymała jej przed wyjazdem do miasta.
W ich niepełnej rodzinie rosła jeszcze młodsza siostra Hani, mama ledwo sobie radziła z codziennością, a tu najstarsza córka sprawiła taki prezent
W Łodzi zabieg odbył się bez problemów. Po wszystkim zerwała wszelki kontakt z Pawłem. On zresztą nawet nie próbował jej szukać
W sercu dziewczyny zagościło gorzkie rozczarowanie, a właściwie pustka. Nie była już w stanie się uczyć, bo nie mogła liczyć na wsparcie matki, która nadal się gniewała.
Potrzebowała znaleźć w mieście pracę i stancję, by z czegoś żyć. Do rodzinnej wsi wracać nie zamierzała: ludzie szeptali o niej za plecami.
Widocznie los poprowadził ją pod uliczny słup z ogłoszeniami o pracę. Równym charakterem pisma widniało świeże ogłoszenie: rodzina poszukuje opiekunki dla trzyletniego chłopca, z zamieszkaniem. Idealnie!
Hanię przyjęto do rodziny wykładowców z Uniwersytetu Łódzkiego. Mały Romek, długo wyczekiwane i jedyne dziecko, tak związał się z dziewczyną, że gdy jeździła czasem do domu, długo dopytywał o Hanię.
Mijały lata, i Hania na dobre zadomowiła się w miejskim mieszkaniu. Pan Janusz i pani Irena pracowali oboje na uniwersytecie. Z czasem to Hania przejęła wszystkie obowiązki domowe prała, sprzątała, robiła zakupy, gotowała i pomagała Romkowi w lekcjach.
A kiedy Romek podrósł i nie potrzebował już opiekunki, Hanię poproszono, by została pomagać w domu.
Otrzymywała niewielką pensję wszystko szło na życie, opłaty, jedzenie ale było jej to zupełnie na rękę. U boku gospodarzy znalazła spokój, schronienie i ludzką życzliwość.
Jedna rzecz nie dawała jej jednak spokoju. Kilka miesięcy wcześniej poznała Igora z sąsiedztwa. Ich krótkie wieczorne spotkania przerodziły się w coś więcej.
Zbliżyli się do siebie. Po trzech latach bycia razem Hania wciąż nie mogła mieć dzieci
Nie ukrywała tego przed Igorem. I znowu ktoś ją opuścił. Znowu w sercu była tylko gorycz i samotność.
Jej jedynym miejscem na ziemi pozostawał więc dom państwa wykładowców. Opiekowała się Ireną i Januszem jak rodziną.
Właściwie stała się częścią ich życia. Po drugiej zawiedzionej miłości jej serce wreszcie odetchnęło. Przestała wierzyć, że kiedyś wyjdzie za mąż.
Minęło kilka spokojnych lat. Romek skończył studia, znał świetnie angielski, dostał znakomitą pracę i wyjechał za granicę.
Stan zdrowia Ireny gwałtownie się pogorszył. Hania zajmowała się nią, dbała o nią wytrwale przez kilka lat, a Janusz pracował dniami i nocami, by utrzymać rodzinę i pomagać Romkowi.
Wszystko jednak kiedyś się kończy. Ostatnie słowa Ireny skierowane do Hani były prośbą:
Proszę, nie zostawiaj Janusza, nie odchodź
Po śmierci Ireny mieszkanie spowiła cisza i smutek. Janusz coraz częściej milczał przy kolacji, wbijał wzrok w talerz.
Hania czuła się teraz zbędna i samotna. Musiała coś zmienić szukać nowej pracy, do której nie miała kwalifikacji, czy może wrócić na wieś, choć tam również trudno było o zatrudnienie
Pewnego wieczoru, po kolacji, stanęła przed Januszem i cicho powiedziała:
Chyba czas mi już odejść, panie Januszu. Nie jestem już potrzebna. Bardzo panu dziękuję za wszystko.
Janusz jakby przebudził się z letargu. Podniósł głowę, spojrzał na Hanię zaskoczony.
Jak to? Dokąd? Dlaczego? tylko to zdołał wykrztusić. Wszyscy chcą mnie opuścić? Tak po prostu? Zostawić samego?
Hania westchnęła. Janusz wstał, powoli podszedł i po raz pierwszy w życiu delikatnie pocałował ją w dłoń.
Słuchaj, Haniu. Przecież wiesz, że nie jesteś dla nas żadną pracownicą, tylko członkiem rodziny. Ja cię nie zostawię. Rozumiesz?
Hania kiwnęła głową, wzruszona do łez.
I wiesz Janusz mówił ciszej Irena zawsze powtarzała, żebyś była z nami. Przecież przez tyle lat przywykliśmy do siebie. Zostań, Haniu. Nie opuszczaj mnie. Niech wszystko będzie po staremu, dobrze? Ty zadbasz o mnie, a ja o ciebie.
Stali przy kuchennym oknie, milcząc i płacząc w milczącym uścisku. I choć ból nie minął, obojgu zrobiło się lżej.
Zaczęły się ciche, spokojne dni. Hania czekała na Janusza po pracy, sprzątała mieszkanie, czasem dzwonił Romek, obiecywał odwiedziny
Tak minął rok, potem drugi. Aż przeddzień urodzin Hani, Janusz zaczął rozmowę:
Wiesz, jesteś dla mnie bardzo ważna. Chciałbym, żebyśmy się pobrali.
Choć nie byli formalnie parą, Janusz uważał, że powinien zatroszczyć się o Hanię także urzędowo była młodsza od niego, a jemu potrzebny był ktoś bliski na starość.
Hania była wdzięczna Januszowi za propozycję, lecz nie zdecydowała się bez zgody Romka. Gdy on przyjechał z zagranicy, ojciec wrócił do tematu.
Romek się zgodził traktował Hanię niemal jak matkę. Miał już własną rodzinę i ustabilizowane życie.
Wreszcie Hania została żoną Janusza. Kochali się tak samo mocno jak inne pary.
Hania nazywała zawsze męża z szacunkiem po imieniu i ojcowskim, a on zwracał się do niej pieszczotliwie Hanusia. Nigdy nie była tak szczęśliwa.
Codziennie modliła się za zdrowie swojego męża, marząc, by jego życie trwało jak najdłużej.
Nikt z przechodniów, widząc ich razem spacerujących po parku, nie podejrzewałby, że tych dwoje łączy prawie całe życie i tak wysokie, szczere uczucia.




