Dziś znów myślę o wszystkim, co wydarzyło się przez ostatnie lata. Czasem trudno mi uwierzyć, jak życie potrafi zmienić się w jednej chwili. Może dlatego tak dużo piszę w tym pamiętnikuby nie zapomnieć tego, co dla mnie najważniejsze.
Mój tata zostawił nas, gdy byłam malutka. Nie pamiętam nawet jego twarzy. Zostałam z mamą i dziadkiem Władysławem, który był dla mnie podporątakim ojcem zastępczym i najlepszym przyjacielem. Mama długo się mną opiekowała, aż w końcu choroba nowotworowa zabrała ją na zawsze, kiedy miałam dziesięć lat. Babcia Stefania zmarła jeszcze wcześniej, więc zostałam wyłącznie z dziadkiem.
Dziadek był cudownym człowiekiem, oddałby mi ostatni kawałek chleba. Choc już dorosłam, wciąż mieszkałam z nim i się nim zajmowałamzwłaszcza kiedy osłabł na tyle, że całe dnie spędzał w łóżku. Czułam, że jego czas powoli dobiega końca.
Pewnego wieczoru dziadek poprosił mnie do siebie.
Kasiu, mam do ciebie ogromną prośbę powiedział cicho.
Słucham, dziadku?
Pamiętasz przyjaciółkę twojej babci, Stanisławę? Były jak siostry. Twoja babcia zawsze jej pomagała i odwiedzała, a kiedy Stefania odeszła, ja starałem się dotrzymać jej towarzystwa. Obiecaj mi, że kiedy i mnie zabraknie, nie zostawisz Stasi samej.
Obiecuję, dziadku odpowiedziałam, choć serce ściskał mi żal.
Następnego dnia mój ukochany dziadek odszedł. Zostałam sama. Wiedziałam, że muszę dotrzymać obietnicy. Zaczęłam odwiedzać panią Stanisławę, pomagałam w sprzątaniu i gotowaniu, spędzałam z nią czas. Było mi przykro, gdy widziałam, że jej własna rodzina praktycznie się nią nie interesuje. Przez trzy lata stałam się dla niej najbliższą osobą. Gdy w końcu odeszła, dopiero wtedy pojawili się krewnihens trudni do rozpoznania, bo żaden wcześniej się nie pokazywał.
Dzień pogrzebu pamiętam jak przez mgłę. W mieszkaniu Stanisławy, jej rodzina gorączkowo przeszukiwała szafki i komody, szukając pieniędzy czy biżuterii. Wzięłam tylko jedno zdjęcie z jej młodościdla mnie miało największą wartość. Wyszłam, bo nie chciałam patrzeć na ten smutny spektakl.
Następnego dnia odwiedziła mnie jej siostra, ciotka Zofia.
Kasiu, tak wyszło, że Stasia sporządziła testament na twoje nazwisko powiedziała. Jesteś nam jednak obca. To my jesteśmy rodziną. Owszem, nie miałam czasu się nią zajmować, ale jestem gotowa ci to jakoś wynagrodzić. Co Ty na to?
Wiedziałam, że nie chodzi jej naprawdę o Stanisławę, tylko o mieszkanie. Bez wielkich emocji odpowiedziałam:
Dobrze, możesz zapłacić.
Ostatecznie nie oddałam mieszkania ani pieniędzy żadnemu z tych krewnych. Przekazałam wszystko na rzecz domu dziecka. Wiem, że tak chciałaby moja babcia, dziadek i sama Stasia. Bo dobro wraca, a mi niepotrzebne są materialne rzeczy, tylko dobre wspomnienia i świadomość, że zrobiłam coś ważnego dla innych.
Czasem łapię się na myśli, że najbliżsi nie zawsze są tymi, z którymi łączą nas więzy krwi. Ważniejsza jest bliskość serca. Tego nauczyło mnie życie.




