Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć tę historię bo aż serce się ściska, jak się o tym wspomina. To o dwóch siostrach. Starsza, Waleria, to była prawdziwa dama piękna, zadbana, z sukcesami, pieniędzy jej też nie brakowało. Młodsza, Bronka no cóż, życie jej nie oszczędzało. Od dawna już topiła smutki w alkoholu, a do trzydziestki wyglądała gorzej niż niejedna babcia spod kościoła; wychudzona, z opuchniętą, sinejącą twarzą, włosy matowe i potargane, dawno nieczesane, nie myła się chyba wieki.
Walerię trudno było za coś winić naprawdę starała się wyciągnąć siostrę z tego bagna. Wydawała niemało złotych na porządne leczenie była z nią w prywatnych klinikach, nawet szukała pomocy u jakichś szeptuch. Nic to nie dało. Kupiła jej nawet mieszkanie na Pradze, ale zapisała je na siebie, żeby Bronka któregoś dnia nie wymieniła kluczy na butelkę wódki. Po pół roku z wyposażenia zostało tam tylko brudny materac. I właśnie na nim leżała umierająca siostra, gdy Waleria przyszła się pożegnać przed wyjazdem do Niemiec na stałe.
Bronka już wtedy nie była w stanie mówić. Ledwo otwierała oczy spojrzała tylko przez zakopcone okno na rozmazaną sylwetkę starszej siostry. Wszędzie walały się puste butelki, które rozdzielali z nią inni lokalni pijaczkowie. Waleria nie miała serca zostawić jej tam tak po prostu przecież to własna krew. Jak potem z tym żyć? Poczucie winy by ją zjadło. Więc, żeby chociaż trochę uspokoić sumienie, postanowiła zawieźć Bronię do ciotki na wieś.
Z ciotką Olą obie siostry właściwie nie miały kontaktu wiedziały tylko, że była młodszą siostrą zmarłej mamy, która dawniej przyjeżdżała z wiejskim jedzeniem: słoikami konfitur, jabłkami pachnącymi latem czy suszonymi grzybami.
Waleria pamiętała jedynie nazwę wioski. Pomyślała, że skoro na pogrzeb nikt nie wzywał, to może ciotka jeszcze żyje. Poprosiła znajomego, zawinęli Bronię w koc, wsadzili ją na tylne siedzenie i ruszyli do Sielska Górnego. Wioskę łatwo było znaleźć cztery domy na krzyż, cała wieś. Dom cioci Oli też bez problemu zlokalizowali.
Położyli Bronię, w kocu, na łóżku ciotki, Waleria zostawiła na stole plik złotych, mówiąc: Umiera, a ja muszę jechać, ciociu Olu. Tu są pieniądze na pogrzeb i pomnik może zdążę jeszcze przyjechać, żeby wiedzieć gdzie grób. Klucze od mieszkania Broni też oddała ciotce komu innemu? Herbaty nie chciała pożegnała się i pojechała.
Ciotka Ola już po sześćdziesiątce, ale wciąż sprawna rozwinęła Bronię, zobaczyła, że jeszcze żyje, i nastawiła czajnik na kuchni. Ucięła trochę suszonych ziół z lnianych woreczków, wrzuciła garść leśnych owoców, zalała to wszystko wrzątkiem i szczelnie zamknęła termos. Przez trzy dni poiła Bronię tym ziołowym naparem z miodem niemal siłą, łyżeczka po łyżeczce, co pół godziny.
Nawet nocą. Czwartego dnia zaczęła dodawać do tego mleko od swojej kozy Basi. Też łyżeczką. Potem pojawiły się w menu warzywne wywary i rosół. Kury ciocia miała swoje, całe siedem sztuk, ale nie żałowała dwóch na porządny rosół dla siostrzenicy.
Minął miesiąc, zanim Bronka sama usiadła na łóżku. Zimą ciotka wywoziła ją na sankach do wiejskiej bani zakładała jej chustę i pierzynę, żeby nie zmarzła, a w bani też były kompoty z ziół obmywała nią słabe ciało Broni. Potem przeczesywała jej włosy, które zaczęły pachnieć łąką i słońcem.
Ciotka Ola, całą swoją niewykorzystaną miłość i troskę przelała w bratanicę dosłownie, po prostu łyżeczka po łyżeczce przekazywała jej swoją dobrą energię razem z naparami.
Żadne kosztowne kliniki, żadne czary nikt nie pomógł Bronce tak, jak własna ciotka. Bronka przeżyła. Wzmocniła się na ciepłym mleku od kozy Basi, na porannych omletach ze świeżych jaj, rumieniła się coraz bardziej. Włosy miała lśniące, twarz rozpromieniła się, oczy niebieskie zabłysły jak jeziora Mazur. Okazało się, że i ona jest prawdziwą pięknością.
Zaczęła stopniowo pomagać ciotce w domu, później i w oborze nauczyła się doić Basię, co rano zbierała świeże jajka. Gotowały zwykłe jedzenie, prawie wszystko z ogrodu.
Broniczka, jakby wróciła zza grobu zupełnie nie oglądała się na to, co było, podobało się jej to nowe życie proste, czyste, od nowa. Zobaczyła, jak słońce wschodzi nad polami, jak chmury płyną po niebie, jak na wiosnę kwiaty się otwierają.
Nad rzeką, przy trzcinach, pojawiła się kaczka z młodymi i Bronka chodziła je karmić suchą bułką. No i objawił się jeszcze jeden jej talent ciotka Ola pokazała jej, jak się szydełkuje. Z początku robiła serwetki, potem pojechały do miasta, kupiły całą furę włóczki i Bronka zaczęła dziergać duże, puszyste chusty z fantastycznymi wzorami.
Zamówienia zaczęły się sypać jedno po drugim była moda na rękodzieło. Bronka zaczęła nieźle zarabiać.
Po trzech latach piękna Bronka zabrała ukochaną ciotkę z tej zapomnianej przez Boga wsi do cichego miasteczka nad ciepłym Bałtykiem. Złożyły oszczędności i za pieniądze ze sprzedaży tych przepięknych chust kupiły sobie mały, przytulny domek z ogródkiem. Koza Basia za transport której Bronce zapłaciła Waleria spokojnie zajada jabłka spod jabłonki i patrzy zamyślona na morze. A tam, w ciepłej wodzie, pływają dwie jej ukochane kobiety.
A wiesz co jest najpiękniejsze? To wszystko wydarzyło się naprawdę…




