Drugie dziecko to mąż
Nie, to nie żona To pokojówka, kucharka Nie rozpraszajcie się.
Przy znajomych wspomniałem o Grażynie a właściwie o jej mężu.
Nie żona? Kucharka? Co to za zwrot akcji!
Grażyna zarumieniła się po uszy.
Znajomi też nie znali Grażyny. Mężczyźni odwrócili się, by zobaczyć, kto przerwał ich pogawędkę. Stali się tak ważni, jak ministrowie na posiedzeniu. Co to za kumple, o których żona nie ma pojęcia?
Marek, przewracając krzesło, wstał i pobiegł w stronę Grażyny, chcąc ukryć ją przed wściekłymi przyjaciółmi. Jego wyniosli towarzysze wymienili zaskoczone spojrzenia. Przeszło szept: Co on ma zamiar powiedzieć tej pokojówce?. Wszyscy zamruczyli, uśmiechając się dwuznacznie.
Jedyny obojętny pozostał wysoki mężczyzna w najdalszym krześle.
Pokojówka? wyszeptała Grażyna za zamkniętymi drzwiami. Kucharka?
Niezbyt poważnie w tych podniszczonych dżinsach przedstawiać żonę odparł Marek, jakby tłumaczył coś, co Grażyna powinna sama pojąć u nas siedzą poważni faceci.
Normalne dżinsy.
Nitki na szwach wystają, ale nie rzucają się w oczy.
Normalne dla pracowitej koni, ale żona sukcesu nie może chodzić jak żebraczka!
Sukcesu? To ty im wywiesiłeś? Skąd ich wziąłeś?
Dziś grałem w bilard przy Krakowskiej i pokonałem pięciu! Zafascynowali się moim talentem i zaproponowali kieliszek wódki. Zapytałem o pracę, a oni chcą sfinansować mój projekt salonu samochodowego! Inwestorzy!
Twoi inwestorzy grają w domino przy garażach.
Dziś Grażyna zobaczyła, jak mąż patrzy na nią jako na służącą. Nie kucharka, ale żywicielem rodziny. Przyniosła pieniądze i cześć, by ukryć się pod listwą.
Wtedy Grażyna zamknęła temat o domino.
Jeśli nie wierzysz w męża, po co się denerwować, że on sam nie wierzy w siebie i nie pracuje? Jak budować karierę, gdy własna żona cię nie docenia?
Umówili się, że Marek odwiezie jej garnitury do pralni chemicznej. Grażyna zwolenniczka klasycznego stylu nosi garnitury na ważne spotkania, a na co dzień wytarte dżinsy.
Odwieźesz garnitury?
Nie! Kiedy miałam okazję? Próbowałam pozyskać inwestorów
Gdzie? W bilardzie?
Co, już nie mogę odpocząć?
Gdy ja biorę na siebie finanse, ty robisz dom.
A ja mówiłem, że potrzebuję czasu na hobby i samorealizację.
Masz go pod dostatkiem! Na dom nie ma czasu. Płacę sprzątanie, jem gdzie popadnie, a wieczorem zamawiasz sushi albo pizzę! Gdzie jest ten domowy obowiązek, o którym marzyłeś, kiedy wprowadziłeś się? W bilardzie marzyłeś grać od świtu do zmierzchu!
Zmniejsz hałas, kochanie zakrył jej usta ręką jeśli moi inwestorzy mnie usłyszą, nie zobaczymy zysków.
Nie zobaczymy ich wcale, bo jutro się wyśnią i nie pamiętają, jak się nazywasz.
Grażyna zazdrościła koleżankom z pracy, które zarabiają własne pieniądze i nie siedzą po nocach przy księgach. One nie pracują tak jak ona, nie zostają do późna i nie zabierają raportów do domu, by w trzeciej nocy już nie spać, tylko liczyć cyfry. Teraz redukcje, a Grażyna myślała, że dziewczyny stracą spokój i zaczną się martwić o etat, lecz nie po herbatce i plotkach wciąż gadają. Bo nawet gdyby zwolniono, ich mężowie mają pensje większe niż ich własne. Stracić pracę w domu nie straszne.
Grażyna unikała zwolnień jak ognia. Pracowała szybciej, energiczniej, jej wydajność była najwyższa. Jednak to nie przynosiło ulgi.
Marek wzruszył wargą, mówiąc: Ty, żono, nie radzisz sobie w negocjacjach, więc idź się śmiać z nowymi przyjaciółmi nad nieudolną kucharką, która zgubiła twoje garnitury z pralni.
Grażyna się nie wtrąciła.
Gdyby się wtrąciła, Marek znów zaczynałby gadać o rozwodzie.
A oni myśleli już o dziecku
Mieszkanie Grażyny i Marka znajduje się w nowym bloku przy ulicy Wita Stwosza. Jest w nim większy przedpokój niż w starych blokach, ogromny salon z fotelami dla gości i balkon przylegający do tego pomieszczenia. Grażyna wyszła na wspólny balkon.
Miałem też żonę odezwał się z oddali.
Grażyna zadrżała! Marek i jego goście tak się śmiali, że nic nie usłyszeli, więc nikt nie podszedł.
Okazało się, że wysoki inwestor, który nie uśmiechał się przy dwuznaczności sytuacji z pokojówką, stał przy niej.
Panie, słyszy pan głosy? I pan uważa, że prowadzimy ożywioną dyskusję? zapytała Grażyna, rozwścieczona jego zuchwałością. Co to za uwaga o żonie, skoro nie rozmawiałam z wami? Nie interesuje mnie, kto tam był.
Mężczyzna nie został zaskoczony.
Miałem też żonę.
Co takiego?
Była gospodynią domu, nie pracowała, nie mieliśmy dzieci, zamawiałem sprzątanie. Różnica? Ona przywitała mnie z radością.
Nie jestem gospodynią.
Nie, nie o to mi chodziło. O tego, którego nazwałeś mężem. W naszej rodzinie ja zarabiałem, a żona zajmowała się domem i hobby. Nigdy jej za to nie obwiniałem. Byłem w siódmym niebie, bo mogłem jej zapewnić życie, w którym nie musiała się martwić, skąd weźmie chleb. Gdyby jednak nazwała mnie służącym, stałaby się moją byłą żoną w sercu, nie na papierze. Przebaczyć można wiele, ale nie lekceważenie osoby, za którą gotów jesteś oddać życie. Moja żona też mnie kochała.
Co więc was rozdzieliło, gdy tak się kochaliście?
Znam tego typa podniósł kieliszek, zerkając na Mareka, który właśnie wylądował w bilardzie po kilku kieliszkach.
Grażyna nie zamierzała rozwodu. Rozumiała: Trzeba przejść w butach drugiego, dopiero wtedy zrozumiesz. Marek miał to powiedzieć po kilku drinkach Czy to powód do rozwodu? Myśleli o dziecku, a Grażyna marzyła o potomku Kogo jeszcze znajdzie na ojca w swoich 37 latach?
Rak. On nas rozdzielił.
Przepraszam
Wszystko w porządku, Tatiano, nie pozwól nikomu, by cię nie szanował, nawet mężowi. Gdzie brak szacunku, tam nie ma miłości.
Specjalista od psychologii rodziny?
Nie, jestem programistą.
Co straciłeś w tej wesołej kompanii inwestorów?
Nie jestem biedny, mogę zainwestować we własny projekt, ale wypadłem z tej paczki. Dom jest pusty, pustynny. Dlatego, kiedy nie pracuję, spaceruję. Przepraszam, gdybym wiedział, że przyjdziesz, nie przyciągnąłbym cię tutaj. Chociaż nie żałuję, że cię spotkałem. Jesteś urocza.
A pan się nie przedstawił.
Ja, Jan Nowak, jednym ruchem ręki uciszyłem tę hałaśliwą grupę i rozesłałem ich po domach.
Tatiana miała rację. Rano, gdy Marek dzwonił do nowych przyjaciółinwestorów, nie pamiętali nawet jego imienia, a już wczoraj wieczorem nie pamiętali, co pili.
Żadna troska nie pozostała.
Marek jedynie udawał marzenia o biznesie. Niczego nie potrzebował. Pracować na kogoś nie było w planie. Chciał być przedsiębiorcą, ale tworzył jedynie iluzję.
Nie odpowiedzieli, więc będą mnie ścigać później.
Marek, co z moim urlopem macierzyńskim?
Co?
Jeśli wejdę w urlop, na czym będziemy żyć?
Nie będziesz na długo. Miesiąc przed porodem i trzy po. Potem niania się znajdzie.
Mówiłeś dobrze, kiedy zaproponowałam, że albo utrzymam rodzinę, albo zajmę się dzieckiem.
Powiedziałem dobrze, a nie obiecuję. Co mam zrobić z dzieckiem? Nie jestem opiekunką. Ty jesteś matką. Rozwiąż to.
Czy znajdziesz pracę?
Zobaczymy
Masz inne odpowiedzi, niż zobaczymy?
Grażyno! Nie obciążaj mnie tym dzieckiem. Będzie, wszystko będzie. Jutro zaczniemy działać.
Grażyna była w ciąży. Planiowała po urlopie znaleźć nianię i pracować na pół etatu, ale okazało się, że firma ją wyrzuci.
Grażyno, firma bankrutuje! powiedziała jej Ania.
Co to znaczy?
Za miesiąc wszyscy będziemy bez pracy.
Ale ja jestem w ciąży Nie można zwolnić ciężarną.
Jak firma upada, jak zostawić pracownika?
Grażyna popadła w apatię, nie jadła i nie chciała nikogo widzieć, dopóki nie przywróciła nadziei, że może jej mąż wreszcie weźmie się w garść.
Marek spojrzał sceptycznie:
Jeśli pójdę pracować, to tyle pieniędzy, ile ty zarabiasz, czyli niewiele. Mam przerwę w stażu, straciłem umiejętności, a wykształcenie już wątpi. Nie mogę wziąć na siebie takiej odpowiedzialności.
Potrzebuję czasu, a go prawie nie ma Parę miesięcy, a brzuch będzie już widać.
Ile tygodni?
Dziesięć.
Dziesięć, tak? Wciąż mamy czas.
Co to za na koromysle? Nie musisz mieć dziecka. Zadzwoniłam do mamy, a ona już jest w szoku. Idź na urlop, kiedy masz tyle obowiązków. Musisz się wyżywić, nie mogę pracować. Rodzice czekają, aż postawimy płot i zapłacimy rachunki. Nie dostaniesz pięknych oczu za darmo. Mama mówi, że nie ma mowy o dziecku, bo nie pójdę na urlop, a zostanę bezrobotna. Nie, nie, kochanie. Ten numer nie przejdzie.
Mówiłeś, że powinniśmy zostać rodzicami.
Bo wkurzyłeś mnie tym całym dzieckiem! Kiedy przyjdzie, przejmie cały koc. Czy mam stać się biedakiem, bo wszystkie nasze środki pójdą na maleństwo? To zbyt ciężka ciężar. Bądź rozsądna i pośpiesz się. Musimy zdążyć, inaczej przyjdą kłopoty.
Grażyna ruszyła po rzeczy w biurze. Szefowa, która uprzedziła ją o bankructwie, pakowała się do wyjścia.
I on cię zwolnił?
Tak.
Co mówi?
Że nie damy rady.
Nie damy rady, czy nie damy radę dwóm dzieciom?
Nie wiem, co z pracą, muszę się szybko zatrudnić, żeby dostać zasiłek. Albo zrobić, co Marek chce. Jeśli zdecyduję się urodzić, on się rozwiedzie. Znam go. Złoży pozew! Albo jeśli nas nie rozwiedą, odejdzie. Jak żyć bez pracy i dziecka bez męża?
Bez męża, który nie zarabia? Twoja logika się rozjechała. Z dzieckiem będziesz ledwo przeżywać z zasiłkiem. A z dzieckiem i mężem, który nie pracuje, będzie jeszcze łatwiej?
No, teraz nie pracuje, a jeśli
Co?
Nic.
Kłopoty już się zdarzyły. Grażyna w ciąży i w zwolnieniu, a Marek wciąż nie chce podjąć pracy. Trzeba biegać po rozmowach! Grażyna nie może kłamać o ciąży, jeśli zapytają, ale jeśli nie zapytają
Zdeterminowana, ruszyła do domu, żeby rozesłać CV i zobaczyć, co dostanie.
Witaj, gospodynie! zażartował wysoki mężczyzna.
Był w jej klatce?
Nie jestem gospodyną.
Marek twierdził inaczej. Teraz jesteś bezrobotna.
Byliście w naszym mieszkaniu?
Nie doszedłem. Wspięłam się na klatkę, ale złapałem Marka na podwórku, kiedy wyciągał swoje rzeczy. Wygląda na to, że składa pozew.
Widać, Marek uciekł z toną.
Bezrobotna i porzucona mruknęła Grażyna.
Mogę ci zapewnić pracę, jeśli chcesz.
Marek nie powiedział, że jestem w ciąży?
W końcu Grażyna, z uśmiechem pełnym ironii, podpisała umowę na stanowisko konsultantki od kryzysów rodzinnych, a Marek wpadł na pomysł, że najważniejszy jest właśnie ich nowy, nieco podrasowany, projekt wspólne życie.




