Druga teściowa
Kobieta w fartuchu sprzątaczki ostrożnie zajrzała do gabinetu właściciela kliniki chirurgii estetycznej Aurora. Miała na imię Jadwiga, a teraz starała się mówić jak najciszej, by nie drażnić przełożonych.
Słyszałam, że jest u nas wolne miejsce na młodszą masażystkę
Tomasz Grodecki uniósł wzrok i spojrzał na nią surowo. Był właśnie w wyjątkowo złym humorze dopiero co dowiedział się, że ważne negocjacje z inwestorami nie doszły do skutku, a od napięcia pękała mu głowa.
I co, myślisz, że z mopem możesz robić masaże klientom?!
Nie ale skończyłam kursy online. Nawet napisałam CV zawstydzona Jadwiga wyciągnęła z kieszeni porządnie zgniecione podanie.
W tej chwili do gabinetu wszedł zastępca dyrektora, Lech Kwiatkowski. Tomasz, pocierając skronie, wybuchł:
Lechu, jakim cudem u nas sprzątaczki łażą gdzie i kiedy chcą?! Wywal ją stąd, natychmiast! Pomyślała, że zostanie wielką masażystką! Wynieś ją i wytłumacz, żeby już więcej nie przychodziła z takimi bzdurami!
Nie czekając na odpowiedź, wyrwał jej podanie, porwał na strzępy i rzucił u stóp Jadwigi.
Zgryzając wargi, Jadwiga przykucnęła i zaczęła zbierać żałosne resztki kartki. Przez łzy nic nie widziała. Lech bez skrupułów złapał ją za łokieć, wyprowadził na korytarz, przeciągnął przed personelem i pacjentami, a potem wrzucił do pomieszczenia gospodarczo-magazynowego.
Tam, opierając się o stary pordzewiały pożarowy pojemnik na piasek, Jadwiga bezwładnie usiadła i wybuchła płaczem.
W Aurorze pracowała od niedawna. Z pewnością nie marzyła o myciu podłóg tu po prostu płacili lepiej niż gdzie indziej. Poza tym sam Tomasz Grodecki uchodził za człowieka szanowanego. O nim mówiono: tytan pracy, wszystkiego dorobił się sam, klinikę postawił od podstaw.
To była prawda. Grodecki dorastał w domu dziecka. Matki nigdy nie znał, ojca też nie przez całe życie szukał jakichkolwiek śladów rodziny i nigdy nie znalazł. Jednak zdołał zostać najpierw chirurgiem, potem mistrzem medycyny estetycznej. Przyjeżdżały do niego nawet warszawskie aktorki i celebrytki. Co roku podnosił ceny i nie odmawiał sobie przyjemności.
Dlatego Jadwiga zdecydowała się zaryzykować: dowiedziała się o wakacie i postanowiła spróbować.
Marzyła, aby zostać masażystką. Czytała poradniki, sama przerobiła podręcznik dla techników masażu. Brak dyplomu przekreślał szanse na wymarzoną pracę. Powoli odkładała na kursy, ale mąż zniknął, zabierając oszczędności, i zostawił ją z małą córką bez grosza.
Później okazało się, że Adam był karany za drobne przekręty i cały jego życiorys był zmyślony. Rozwód ciągnął się miesiącami na rozprawy nie przychodził. Dla Natalki Jadwiga znosiła wszystko, wtedy też zaczęła się ich tułaczka.
Z dzieckiem na etacie rzadko ją chcieli. Mieszkali we trójkę Jadwiga, córka i mama Barbara Czesławówna w małym M. Ledwo starczało na rachunki; bywało, że żyli tylko z babcinej emerytury. Barbara była niepoprawną optymistką dawna gimnastyczka, uparta i silna. Przejęła opiekę nad wnuczką, dzięki czemu Jadwiga mogła podjąć jakąkolwiek pracę.
Potem zrobiła tanie kursy masażu. Certyfikat właśnie został podarty przez Grodeckiego.
Otarła łzy, wstała i wróciła do mycia podłóg. Wszyscy ją obserwowali nieprzychylnym wzrokiem. W domu czekała niespodzianka: mama oznajmiła, że Natalka zdobyła pierwsze miejsce w przedszkolnym konkursie plastycznym. Córka miała wielki talent Jadwiga starała się kupować jej dobre kredki i farby. Dziewczynka chodziła do zerówki w szkole plastycznej, co Jadwiga traktowała jak cud.
Wiadro coraz bardziej ciążyło. Kiedy już miała je opróżnić, ciężar odebrał jej pan Feliks dozorca, jedyny w klinice, który nie wynosił się ponad innych. Starszy pan traktował Tomasza z pobłażaniem, a nawet żartował z jego zadęcia, pamiętając, skąd szef wyszedł.
Pan Feliks Jadwigi nie krzywdził przeciwnie, przynosił jej w weekendy własnoręcznie pieczone drożdżówki, pocieszał i dodawał wiary w siebie. To on właśnie namówił ją, by odważyła się zgłosić z CV do Grodeckiego.
Widząc go, Jadwiga ponownie się rozpłakała.
Nie martw się, dziecko pogładził ją po ramieniu. Wszystko się jeszcze odmieni.
Lepiej w ogóle nie próbować zaszlochała Jadwiga. Tylko pogorszyłam sprawy.
Grodecki dzisiaj strasznie wybuchowy. Spróbuj za kilka dni zaproponował ostrożnie.
Zakazali mi iść do niego. Nie wiem, po co w ogóle próbowałam. Myślałam, że będę mogła podnieść się jak on. Ale Grodecki to tylko zadufany typ z dyplomem Jadwiga spojrzała w podłogę.
Dozorca wzruszył ramionami. Jadwiga zostawiła sprzęt i poszła do domu, martwiąc się, że znów nie starczy pieniędzy. Natalka prosiła o drogą zabawkę, a na to zwyczajnie nie było jej stać.
W domu panowała nietypowa atmosfera. Barbara siedziała w pokoju i ukradkiem wycierała łzy. Jadwidze ścisnęło się serce: mama była silną kobietą, przeżyła wiele. Jeśli ona płacze, to znaczy, że stało się coś bardzo poważnego.
Mamo, co się stało? niepokoi się Jadwiga.
Nic, już wszystko w porządku próbuje machnąć ręką Barbara.
Mamo, powiedz, proszę nalega Jadwiga.
Mama zalewa się łzami.
Byłam u lekarza. Z teatru posłali nas na okresowe badania. Znalazł się problem czeka mnie operacja. Inaczej może rok mi zostanie. Kolejka jest ogromna. Prywatnie nie damy rady, nawet same badania są bardzo drogie, do Warszawy trzeba pojechać No cóż, takie życie.
Nie mów tak, mamo Jadwiga rzuca się jej na szyję. Musimy coś wymyślić!
Z twoją pensją sprzątaczki i moją emeryturą? Barbara uśmiecha się smutno. Oczywiście, córeczko. Ale z pustego i Salomon nie naleje.
Przez całą noc Jadwiga nie zmrużyła oka. Rano postanowiła: nie ma wyjścia, musi jeszcze raz spróbować z Grodeckim, choćby miało to być ryzyko.
Ale tego dnia nawet nie wpuszczono jej do kliniki. Poinformowano o zwolnieniu z powodów restrukturyzacji. Wypłacono jej należne trzy pensje minimalne i pożegnano.
Pan Feliks na pożegnanie zmusił Jadwigę, by wpisała jego numer telefonu. Wciskała cyfry bezwiednie, myśląc: co robić dalej? Starczy na miesiąc, a potem?
Nie przywykła się poddawać. Mamie rzuciła od niechcenia, że sama postanowiła zrezygnować z pracy. Zaczęła szukać ogłoszeń. Bez kwalifikacji płace były bardzo niskie. Nagle trafiła: poszukiwana opiekunka osoby starszej. Wykształcenie medyczne nie było wymagane, za to trzeba było umieć gotować, sprzątać, pomagać w domu.
Jadwiga westchnęła: przecież to żadna ujma, nie gorsze niż bycie sprzątaczką. Wysłała zgłoszenie. Oddzwonili po godzinie okazało się, że to przez agencję pracy, a zatrudniająca jest zamożną panią, samotną.
Wezwano Jadwigę na rozmowę z książeczką zdrowia i zaświadczeniem o zatrudnieniu. Szybko siedziała już naprzeciw Tamary, szefowej działu kadr.
Powiem szczerze, bez złudzeń Tamara miała chłodny głos. Klientka jest bardzo wymagająca. Będzie pani dziesiątą opiekunką. Nikt nie wytrzymuje.
Jadwiga ścisnęła dłoń w pięść, nic nie powiedziała.
Na pewno pani słyszała nazwisko. Emma Dąbrowska, śpiewaczka operowa, gwiazda. Prawdziwe nazwisko ukrywa. Kapryśna, ale bogata mówią, że po adoratorach dostała majątek.
Dla mnie to nie ma znaczenia odpowiedziała cicho Jadwiga. Nie jestem w pozycji, by wybrzydzać.
Ma pani dziecko? Ostrzegam: Dąbrowska nie toleruje dzieci ani zwierząt. Porusza się z balkonikiem, przy opiekunce woli jeździć na wózku. Okres próbny: trzy miesiące. Przetrwa pani będzie roczny kontrakt z podwójną pensją.
Jadwiga tylko skinęła głową. Nawet podstawowa stawka była wyższa niż wszystkie poprzednie pensje razem. To była jej szansa wyrwać mamę z kłopotów.
Zaczynała już następnego dnia, o siódmej rano.
Wieczorem postanowiła sprawdzić, kim jest Emma Dąbrowska. Znalazła tylko kilka artykułów sprzed dekady. Na zdjęciach tęga pani o czarnych włosach i orlim spojrzeniu. Jednak to nie przygotowało jej na rzeczywistość.
Drzwi otworzył ochroniarz. Okazało się, że Dąbrowska mieszka w całej wytwornej kamienicy w samym centrum Krakowa. Jadwiga stała onieśmielona wśród bogatych wnętrz.
Na co się gapisz? Kiecki szukasz? rozległ się skrzypiący głos.
Na środek holu wtoczyła się elektryczna wózkowa wózka. Siedziała w niej zupełnie siwa, drobniutka kobieta o czujnych oczach niczym ptak wypchnięty z gniazda.
Dzień dobry, pani Emmo mruknęła Jadwiga.
Mów głośniej! Nie mrucz! Ręce na wierzchu, nie w kieszeniach. I nie zapomnij ochronnych nakładek. Mam wyjątkową podłogę tam są. Załóż i chodź, bo już czas śniadania.
W pośpiechu naciągnęła niebieskie, miękkie ochraniacze na buty, przypominające czepki chirurgiczne. Potem pognała za właścicielką.
Uczesz mi włosy. Delikatnie! warknęła Dąbrowska. Nie, nie te Boże Święty, jakaś ty niedouczona Weź siatkę, potem perukę, rozczesz ją porządnie.
Przepraszam, trudno zrozumieć plątała się Jadwiga.
Znowu przysłali jakąś niezdarę prychnęła Emma. Gdzie was produkują, na fabryce bałwanek? Przynieś mi herbatę, już!
Jadwiga ruszyła do kuchni.
Nie tup! krzyczała Emma. Podłoga zaraz pod tobą pęknie! Wolniej!
Herbatę Emma oglądała pod światło, jakby szukała trucizny, po czym nagle się skrzywiła i wylała gorącą wodę w twarz Jadwigi.
Sama sobie winna, szturchnęłaś mnie w łokieć!
Jadwiga zacisnęła zęby.
Gdzie można się obmyć?
W łazience dla personelu na parterze rzuciła Dąbrowska, mrużąc oczy. No i co, nic mi nie odpyskujesz?
A po co? spokojnie odpowiedziała Jadwiga. Już mnie ciekawi, ile pani jeszcze wymyśli.
Ha! Idź burknęła starsza pani. Ręczniki są, przebierz się w piżamę w pokoju gościnnym. Swoje rzeczy wrzuć do prania.
Jadwiga zrobiła wszystko, co kazała, po czym wróciła do Dąbrowskiej. Do wieczora Emma wyżywała się na nowicjuszce: czepiała się, obrażała, robiła podchody. Jadwiga szybko zrozumiała, że to test i postanowiła milczeć i znosić wszystko.
Wieczorem Emma rzeczywiście się uspokoiła. Przed snem Jadwiga zrobiła jej lekki masaż. Upewniwszy się, że podopieczna śpi, zdjęła perukę, odstawiła na stojak i wyszła, żegnana zdziwionym spojrzeniem ochroniarza.
Następnego dnia jego zmiennik przywitał ją wesoło:
Coś ty wczoraj zrobiła naszej pani, że śpi do rana jak niemowlę? Żona woźnego mówiła!
Nic wielkiego wzruszyła ramionami Jadwiga. Może tylko była zmęczona.
Tego ranka Emma była rześka i od razu oświadczyła, że Jadwiga ubiera się bez żadnego gustu i nie znajdzie sobie faceta, jeśli nie zacznie się malować. Jadwiga potulnie potakiwała, pomagając w porannej toalecie. Z peruką już sobie radziła.
Potem Emma kazała zadzwonić po manikiurzystkę, ubrać ją w piękny, japoński szlafrok i zawieźć do pokoju zwanego budoarem.
Wkrótce okazało się, dla kogo to wszystko. Po obiedzie pojawił się starszy szpakowaty pan szczupły, z taneczną postawą. Emma przedstawiła go jako starego znajomego, Oskara, i kazała podać kawę.
Jadwiga nastawiła ekspres potwornie się bała, że coś popsuje, ale wszystko się udało. Przy gościu Emma zachowywała się nienagannie.
Wieczorem nagle zapytała:
Co mi zrobiłaś wczoraj na dobranoc?
Masaż odpowiedziała cicho Jadwiga.
Jesteś specjalistką?
Nie, uczyłam się sama.
Dobrze. Rób znowu pozwoliła Emma.
Tak skończył się kolejny dzień. Emma zasnęła, opiekunka poszła do domu.
Trzy miesiące próbnego okresu minęły niepostrzeżenie. Jadwiga miała tylko jeden wolny dzień tygodniu i niemal nie widywała córki, ale teraz mogła sprawić, by mama nie musiała już pracować. Barbara szybko się męczyła, a w teatrze była przyparciem do noszenia ciężkich kostiumów.
Stosunki z Emmą powoli się poprawiały. Jakby starsza pani przyglądała się Jadwidze, badając jej cierpliwość i charakter. Pewnego dnia niespodziewanie zapytała:
I jak twoi bliscy znoszą taki grafik?
Mam tylko mamę i córkę odpowiedziała Jadwiga Nie mam wyjścia.
Ile lat ma dziecko? Ma jakieś zainteresowania?
Prawie sześć, świetnie rysuje odpowiedziała, pamiętając ostrzeżenie Tamary.
Przyprowadź ją. Poznam ją skinęła Emma dostojnie.
Tak Natalka zaczęła bywać w pracy mamy. Większość czasu siedziała cicho w kącie z kredkami i pastelami. Pewnego dnia narysowała portret Emmy tak podobny, że pani kazała go oprawić i powiesić na ścianie.
Powoli wszyscy się do siebie zbliżyli. Jadwiga przestała już drżeć przed utratą pracy.
Emma cierpiała na schorzenie stawów, na które nie pomogłyby operacje. W napadach bólu Jadwiga długo masowała ją, czasem przynosiło to ulgę. Raz Emma poprosiła, by Jadwiga została z córką na noc wyznaczyła im pokój gościnny.
Zasypiając obok śpiącej Natalki, Jadwiga wyobraziła sobie, że mieszka w tym starym domu. Z każdym dniem czuła, że kocha to miejsce, gdzie nawet powietrze tchnie przeszłością.
Następnego dnia Emma poczuła się lepiej. Jadła śniadanie ze Swetą, a Jadwiga dostała polecenie, by wysprzątać gabinet pani, bo to zbyt ważne nawet dla gospodyni.
Sprzątając, Jadwiga natknęła się na stary, pożółkły album. Po robocie zaniosła go do salonu.
Pani Emmo, mogę zobaczyć?
Ach, były czasy i sława zaśmiała się Emma. No to oglądajmy.
Usiadły razem przy okrągłym stoliku. Najpierw były zdjęcia z dzieciństwa Emmy. Nagle Natalka zawołała:
Ojejku! Przecież to babcia! My mamy taką samą fotkę!
Jadwiga zamarła. Na stronie rzeczywiście była młoda Barbara Czesławówna.
Skąd pani to ma? wyszeptała Jadwiga.
Emma zmrużyła oczy i długo patrzyła na Jadwigę.
Ty jesteś córką Basi? wydusiła. Ależ ze mnie głupia kobieta Cały czas się zastanawiałam, do kogo jesteś podobna. Teraz już wiem.
Skąd to zdjęcie babci w pani albumie? Znałyście się? dociekała Jadwiga.
Oczywiście! parsknęła Emma. Byłyśmy nierozłączne. Uciekała z treningów, ja z lekcji śpiewu. Razem na potańcówki. Ten sam blok, ta sama ulica. Nawet przez chwilę obie trenowałyśmy gimnastykę, ale ona lepiej się nadawała. Ja nie chciałam być drugą parą w zaprzęgu.
Czemu się rozstałyście? ufnie zapytała Natalka.
Potem dorosłyśmy westchnęła Emma Twoja babcia zakochała się w młodym trenerze, Igorku. Pokłóciłyśmy się przez niego. On został ze mną. A ona straciła przez to miejsce w kadrze.
Nawet nie wiedziałam szepnęła Jadwiga. Mieliście wtedy to samo nazwisko?
Skąd! Byłam Kwiatkowska. Igorek Dąbrowski. Wzięłam jego nazwisko po krótkim małżeństwie. Zostało na zawsze.
Jadwiga zaczęła rozmyślać, jak zorganizować spotkanie dwóch dawnych przyjaciółek. Okazja nadarzyła się sama.
Emma znów poprosiła o nocleg Jadwigi z córką. Następnego dnia Natalka miała wycieczkę z przedszkola trzeba było poprosić Barbarę o odebranie wnuczki.
Barbara przyszła do mieszkania w swoim starym, wysłużonym płaszczu. Emma szykowała się do spania, ale zjechała do holu, gdzie Jadwiga zbierała kredki Natalki.
Kto wszedł? Nie spodziewałam się nikogo ostro spytała Emma.
Cześć, Emmo powiedziała chłodno Barbara Trudno powiedzieć, że się cieszę na to spotkanie.
Wzajemnie prychnęła Emma. Widzę, życie cię nie oszczędzało.
Nie bardziej niż innych Barbara odpowiedziała Mam przynajmniej córkę i wnuczkę. A tobie obcy ludzi muszą wynosić nocniki. Te wieczne małżeństwa nic ci nie pomogły?
Ciebie nawet to nie spotkało odcięła się Emma. Wiesz, że wiem, że nie zmieniłaś nazwiska?
Nagle Barbara poluźniła się i uśmiechnęła delikatnie.
Emko Nigdy nie nauczyłam się cię nienawidzić. Obserwowałam twoje sukcesy, nawet byłam dumna, że dziewczyna z naszej klatki została sławą Nigdy ci nie robiłam świństw. Pamiętasz ten telefon pięć lat temu?
Emma zbladła.
Gdy to ten cwaniak z naszego teatru krążąc wokół ciebie, przekonywał wszystkich, że zostaniesz jego żoną a potem przerobi cię na własność. Po prostu zadzwoniłam, z przetworzonym głosem. Ostrzegłam. To wszystko.
To ty mnie wtedy uratowałaś? Emma nie mogła uwierzyć.
Tak. Ani razu ci nie dokuczałam. Ale wtedy nie mogłam znieść, że ktoś cię niszczy.
Emma spuściła wzrok.
Uratowałaś mi życie powiedziała cicho. Byłam w niego zapatrzona jak w obraz. Po twoim telefonie zatrudniłam detektywa.
Mądrze zrobiłaś. A teraz idziemy, Natalka ledwie żywa Barbara ruszyła w stronę drzwi.
Basia, zaczekaj! Jak teraz żyjecie? Emma próbowała ją zatrzymać.
W klitce, po rozdzieleniu mieszkań komunalnych odpowiedziała Barbara To nie twój pałac, ale sobie radzimy.
Dobrze, koniec z tym oświadczyła Emma. Od jutra przeprowadzacie się do mnie. Za dużo tu pokoi. Dla Natalki chcę zrobić prawdziwy pokój dziecięcy. I nie oponuj. Mamy dużo do przegadania. Kto wie, ile nam zostało
Barbara omal nie usiadła z wrażenia.
Osiem miesięcy.
O czym ty mówisz? Emma pobladła.
Serce. Operacja nie wchodzi w grę, nie mamy na to pieniędzy, a zdrowia nie da się kupić.
To ustalone Emma nie znosiła sprzeciwu. Przeprowadzka jutro, potem zobaczymy. Jesteś mi coś winna, a może nawet ja tobie. Szkoda, że wtedy podprowadziłam ci Igora.
To było dawno a Władek ze szkoły? roześmiała się Barbara. Pojutrze pogadamy.
Mój szofer was odwiedzie, a rano zabierze rzeczy z Jadwigą powiedziała Emma.
Tego wieczoru Emma nie mogła zasnąć. Wypytywała Jadwigę o chorobę matki, wspominała młodość, żałowała, że zmarnowała część życia. Gest przyjaciółki poruszył serce dawnej diwy.
Po tygodniu dom nie przypominał dawnego zamówienia tapet, mebli, nowych lamp. Emma prowadziła przeprowadzkę z rozmachem.
Wieczorami z Barbarą siedziały przy stole w salonie, piły herbatę i opowiadały sobie życiowe historie. Po zakończonym remoncie przy kolacji Emma ogłosiła:
Basiu, pokazałam twoje wyniki lekarzowi. Będziesz miała operację za dwa tygodnie. Młody, utalentowany kardiochirurg, syn profesora. Tylko się nie zakochaj w nim, proszę!
Załatwiłaś skierowanie? Barbara nie mogła uwierzyć. Po co?
Żadne skierowanie, zapomniała byś się doczekać uśmiechnęła się Emma. Zapłaciłam za wszystko. Nie odmawiaj. Trzeba wyleczyć. Natalce potrzebna jest sprawna babcia.
Znowu wydajesz na mnie majątek Barbara się rozczuliła.
Na co mi teraz pieniądze? W trumnie ich nie zabiorę! Emma była stanowcza. Leżysz w szpitalu, Jadwiga czuwa, a ja z Natalką się bawię. Po twoich masażach naprawdę czuję się lepiej!
Dwa tygodnie później Barbara leży w dwuosobowej sali najlepszej krakowskiej kliniki. Operuje ją dr Wojciech Szczepański młody kardiolog, syn warszawskiego profesora, ale wybrał prowincję. Jest otwarty, sympatyczny. Widząc troskę Jadwigi, zauważył:
Rzadko widuję takie relacje w rodzinie. Ma pani szczęście. I dzieci i mąż również by mieli.
Mam tylko córkę, ale to skarb Jadwiga się zawstydziła.
Nie wątpię. U mnie miłość nie wypaliła mówi cicho Wojciech. Moja żona myślała, że związała się z synem profesora, a ja wyjechałem do Krakowa do mieszkania na wynajem Szybko się zniechęciła.
Na pewno spotka pan tę właściwą osobę szepnęła Jadwiga.
Może już spotkałem odpowiedział i spojrzał przez okno.
Jadwiga łapała się na myśli, że Wojciech coraz bardziej jej się podoba. Bez powierzchownych ozdób, ale z siłą i dobrem w spojrzeniu.
Rehabilitacja Barbary trwała tydzień. W tym czasie Emma radziła sobie sama, opiekowała się Natalką. Dziewczynka już zaczęła ją nazywać babcią.
Emma pokazywała sprawność, ale wieczorem, gdy Jadwiga robiła jej masaż, dostrzegała jak mięśnie są napięte poruszanie się robiło się coraz trudniejsze.
Jednego wieczoru Emma oznajmiła:
Czas, byś przestała pracować u mnie jako opiekunka.
Chce pani inną? przeraziła się Jadwiga.
Głuptasie. Po co mi opiekunka, skoro dom pełen ludzi? zaśmiała się Emma. Chcę, żebyś uczyła się masażu DOKŁADNIE, profesjonalnie. Chcesz?
Oczywiście! Ale to drogie
Jestem twoją matką chrzestną! stwierdziła Emma. Opłacę ci kursy na masażystkę rehabilitantkę, dodatkowe zajęcia. Nie zawiedziesz mnie?
Jadwiga zgadza się. Emma praktycznie bierze rodzinę Jadwigi na utrzymanie, ale Jadwiga nie zamierza żerować. Wierzy, że wszystko się zwróci.
Kurs prowadzi pan Szymon Aleksandrowicz, doświadczony mistrz. Docenia talent Jadwigi. Po dyplomie nieoczekiwanie pyta:
Znasz spa Vanilla?
Ba, marzę, by tam pracować. Podobno najlepszy salon w Krakowie.
Jestem właścicielem. Otworzyłem własną firmę. Chcesz pracować ze mną? Specjalizuję się w rehabilitacji po operacjach i urazach. Jest ciężko, ale w ciebie wierzę.
Jadwiga niemal się rozpłakała z radości.
Od tego momentu rozwija się jak burza. Dodatkowe szkolenia opłaca sam pan Szymon, nazywając to stypendium. Szybko już przyjmuje klientów w Vanilli. Grafik ma elastyczny: rano praca, a potem czas dla mamy, Natalki i Emmy.
Po pół roku do salonu specjalnie zapisują się do Jadwigi, nie tylko do szefa.
Jednocześnie zacieśnia się kontakt z Wojciechem. Najpierw spotykają się całą trójką, potem coraz częściej razem w teatrze, w parku, na wystawie. Wojciech od dawna już mieszka w Krakowie, chciał pracować jako główny kardiochirurg i mieć coś poza szpitalem w życiu. Weekendy spędza już rodzinnie.
Barbara wróciła do pracy, Emma zaś coraz częściej leży w łóżku. Ból rośnie, leczenie daje krótkotrwałą ulgę. Masaże Jadwigi czasem pomagają.
Wojciech kieruje swoich pacjentów na rehabilitację do Jadwigi. Ma z nią coraz więcej wspólnego tematy nie kończą się. Coraz częściej bywa w domu Emmy który dla Jadwigi i Natalki stał się domem. Otrzymał nawet „błogosławieństwo” Emmy:
Nawet nie próbuj zrobić krzywdy moim dziewczynom oświadczyła.



