Druga teściowa

Druga teściowa

Kobieta w fartuchu sprzątaczki ostrożnie zajrzała do gabinetu właściciela kliniki chirurgii estetycznej Aurora. Miała na imię Danuta i teraz starała się mówić jak najciszej, by nie drażnić szefa.

Słyszałam, że jest u nas wolne miejsce dla młodszego masażysty.

Tomasz Granicki podniósł wzrok i spojrzał na nią surowo. Był rozdrażniony jak nigdy właśnie dowiedział się, że ważne negocjacje z inwestorami nie doszły do skutku, a głowa pękała mu z napięcia.

I co, z mopem się pani na masażystkę nadaje?

Nie, ale skończyłam kursy online. Mam też napisane CV odpowiedziała nieśmiało Danuta, podając mu mocno zgnieciony kawałek papieru wyjęty z kieszeni.

W tej samej chwili do gabinetu wszedł zastępca Granickiego Leon Siedlecki. Tomasz masował skronie i nie wytrzymał:

Leon, co tu się dzieje? Sprzątaczki łażą gdzie chcą i kiedy chcą? Wyrzuć ją z mojego gabinetu. Myśli, że zostanie wielką masażystką! Wyprowadź ją i powiedz, żeby nie pchała się więcej z podobnymi głupotami!

Nie czekając na odpowiedź, wyrwał jej CV, podarł na kawałki i rzucił pod nogi.

Danuta, z trudem opanowując płacz, zaczęła zbierać porwane kartki. Leon bez żenady wyprowadził ją na korytarz, przeciągnął przed oczami petentów i personelu, po czym wsadził ją do kantorka ze sprzętem.

Usiadła bez sił na skrzyni z piaskiem przeciwpożarowym i rozpłakała się.

W Aurorze pracowała od niedawna. Nigdy nie marzyła o myciu podłóg, po prostu tutaj płacili znacznie więcej niż gdzie indziej. A sam Tomasz Granicki, potomek sierocińca, był postacią szanowaną. Mówiono o nim, że sam wszystko osiągnął, a klinikę zbudował dosłownie własnymi rękami.

To była prawda. Granicki wychowywał się w domu dziecka. Rodziców nie znał, śladów nie znalazł. Ale został najpierw chirurgiem, potem mistrzem medycyny estetycznej. Do jego przybytku, za niemałe pieniądze, zjeżdżały nawet gwiazdy i aktorki z Warszawy. Co roku podnosił ceny bez żadnych wyrzutów sumienia.

Dlatego właśnie Danuta odważyła się złożyć podanie marzyła, by zostać masażystką. Uczyła się z podręczników, przeszła kursy medyczne na tyle, na ile mogła. Brak dyplomu uniemożliwiał jej normalną pracę. Powoli odkładała na porządną naukę, ale mąż uciekł z całymi oszczędnościami, zostawiając ją bez grosza z kilkuletnią córką.

Potem okazało się, że Janusz siedział za drobne przestępstwa i był zwykłym hochsztaplerem. Rozwód ciągnął się w nieskończoność mąż nie stawiał się na rozprawy. Dla córeczki Asi Danuta znosiła wszystko.

Z dzieckiem pracy nigdzie nie chcieli jej przyjąć. Ich cała trójka Danuta, Asia i mama Janina Kwiatkowska gnieździły się w mikroskopijnym mieszkanku. Były skromne, czasem musiały żyć tylko z emerytury mamy. Janina Kwiatkowska była niepoprawną optymistką: była gimnastyczka, uparta i silna. Opiekowała się wnuczką, dzięki czemu Danuta mogła gdzieś dorobić.

Potem Danuta uzbierała i skończyła tanie kursy masażu. Certyfikat właśnie z tych kursów widniał na podartych kartkach.

Otarła łzy i wróciła do mycia podłóg. Ludzie patrzyli dziwnie, rozmawiali szeptem. Ale w domu mama miała pozytywną wiadomość Asia wygrała konkurs plastyczny w przedszkolu. Dziewczynka miała talent i Danuta starała się jej kupić jak najlepsze przybory. Asia chodziła do klasy wstępnej szkoły plastycznej dla Danuty to był cud.

Wiadro stawało się coraz cięższe. Kiedy Danuta próbowała je podnieść, pomógł jej dozorca pan Wojciech, jedyny w klinice, który nie był przemądrzały. Mężczyzna był starszy, do Granickiego podchodził z pobłażaniem, nawet trochę się śmiał z tego, jak zapomniał, skąd sam wyszedł.

Pan Wojciech nigdy jej nie obrażał. Częstował własnoręcznie pieczonymi drożdżówkami, podtrzymywał na duchu. To właśnie on przekonał Danutę, by złożyła podanie na masażystkę.

Na jego widok Danuta ponownie się rozpłakała.

Nie płacz, dziecko. Jeszcze się wszystko odmieni powiedział łagodnie.

Lepiej było nie próbować. Tylko gorzej narobiłam zaszlochała.

Granicki dziś nie w sosie. Spróbuj innym razem zaproponował.

Powiedzieli, żebym już się do niego nie zbliżała mruknęła Danuta. Marzyłam tylko, że uda mi się wydostać. Myślałam, że Granicki to człowiek… a on tylko pyszni się swoim dyplomem.

Dozorca tylko wzruszył ramionami. Danuta odstawiła sprzątaczki do kantorka i wracała zamyślona do domu, martwiąc się o pieniądze. Asia prosiła o drogą zabawkę, a nie było skąd wziąć pieniędzy.

W domu było inaczej niż zwykle. Janina siedziała i wycierała ukradkiem łzy. Danucie ścisnęło się serce. Jej mama, silna kobieta, nie płakała z byle powodu, więc wiedziała, że stało się coś strasznego.

Mama, co się stało? zapytała z niepokojem.

Wszystko dobrze próbowała zbyć Janina.

Powiedz mi, co się dzieje nie ustępowała Danuta.

Mama rozpłakała się jeszcze mocniej.

Byłam u lekarza. Na okresowych badaniach przez teatr dziecięcy. Zmusili całą ekipę techniczną. Znaleźli… coś niepokojącego. Potrzeba operacji w Warszawie. Kolejka ogromna, a prywatnie nas nie stać. Droga, badania… To chyba mój czas westchnęła mama.

Nie mów tak! Danuta zerwała się na równe nogi. Coś wymyślimy!

Za twoje sprzątanie i moją emeryturę? gorzko się uśmiechnęła Janina. Ale próbować trzeba, mimo wszystko.

Danuta nie zmrużyła oka całą noc, analizując wyjścia. Nad ranem zdecydowała: spróbuje jeszcze raz pogadać z Granickim, nawet ryzykując.

Ale nie wpuszczono jej już nawet do kliniki. Powiedziano, że z powodu redukcji etatów jest zwolniona. Dostała tylko trzy pensje minimalne i musiała opuścić miejsce pracy.

Na odchodne pan Wojciech kazał jej zapisać swój numer telefonu. Danuta wpisała go bezmyślnie w telefon, zastanawiając się, co teraz. Miesiąc z tych pieniędzy przetrwa, ale potem?

Poddać się nie zamierzała. Mamie o zwolnieniu wspomniała mimochodem, jakby sama zamierzała odejść. Potem zaczęła przeglądać ogłoszenia z pracą. Bez kwalifikacji wszędzie płacili grosze. Aż natknęła się na ogłoszenie: potrzebna opiekunka do starszej osoby. Wykształcenie medyczne nie było wymagane, ale trzeba było gotować, dbać o porządek i pomagać w domu.

Danuta pomyślała, że to nie gorsze niż sprzątanie. Wysłała zgłoszenie i oddzwonili po godzinie. Okazało się, że rekrutuje ją agencja pracy, a zatrudniająca bogata, samotna kobieta.

Poprosili o przyjazd z książeczką zdrowia i CV. Szybko już siedziała naprzeciw Tamary, szefowej działu kadr.

Powiem bez ogródek powiedziała zimno Tamara. Klientka jest bardzo wymagająca. Będzie pani dziesiątą opiekunką. Dotąd żadna nie wytrzymała.

Danuta napięła się, ale nie odpisała.

Nazwisko na pewno pani słyszała. Elwira Morawska. Pseudonim oczywiście. Zmieniona tożsamość. Była gwiazda miejscowej operetki. Kobieta z charakterem, za to z dużymi pieniędzmi. Krążą plotki, że bogaci adoratorzy zostawili jej wiele.

Jak dla mnie, to nie ma znaczenia odpowiedziała ciszej Danuta. Nie mam co wybrzydzać.

Jeśli ma pani dziecko, proszę wiedzieć: Morawska dzieci nie znosi. Zwierząt też nie toleruje. Po domu porusza się z chodzikiem, ale przy opiekunce woli elektryczny wózek. Ostrzegam. Okres próbny trzy miesiące. Jak pani wytrzyma, dostanie roczny kontrakt i dwukrotność wynagrodzenia.

Danuta kiwnęła głową. Nawet podstawowa stawka była dwukrotnie lepsza niż wszystko, co dotychczas zarabiała. Innej szansy nie było musiała z niej skorzystać.

Miała zacząć od następnego ranka o siódmej.

Wieczorem Danuta postanowiła poszukać w internecie wiadomości o Morawskiej. Znalazła kilka starych zdjęć okazała kobieta z kruczoczarnymi włosami i surowym spojrzeniem. Ale na żywo wyglądała inaczej.

Drzwi otworzył ochroniarz. Okazało się, że Morawska mieszka w przepięknej kamienicy w samym centrum Krakowa. Danuta była pod wrażeniem bogatych wnętrz.

Czego się tak gapisz? Szukasz, co by ukraść? zapiszczał chropowaty głos.

Na środek holu wjechał drogi elektryczny wózek. Siedziała na nim drobna, całkiem siwa kobieta o niepozornym wyglądzie, przypominająca pisklę wyrzucone z gniazda. Była mała, sucha, z przenikliwym spojrzeniem.

Dzień dobry, pani Elwiro wydukała Danuta.

Mów wyraźniej, nie mamrocz. Ręce trzymaj na wierzchu. I buty zmień. Parquet to nie dla takich jak ty w buciorach. Tam są ochraniacze pokazując na wiadro. Załóż i chodź. Czas na śniadanie.

Danuta szybko wsunęła na buty niebieskie ochraniacze z włókniny, przypominające czepki chirurgiczne, i podążyła za gospodynią.

Uczesz mi włosy. Delikatnie krzyknęła Morawska. Nie te głupia, zdejmij siateczkę. Potem weź perukę, ostrożnie rozczesz.

Przepraszam, nie do końca zrozumiałam zawstydziła się Danuta.

Eh Znów przysłali niezgrabę. Gdzie was produkują takie niezdary? Dawaj herbatę, tylko gorącą, szybko!

Danuta poszła do kuchni.

Nie tłucz się tak! wrzasnęła za nią Morawska. Podłoga pod tobą się trzęsie! Ciszej chodź, ciśniesz mi po nerwach!

Gospodyni długo przyglądała się herbacie przez światło, jakby szukała trucizny. Potem z grymasem wylała gorącą herbatę prosto na Danutę.

Sama winna, pchnęłaś mnie pod łokieć.

Danuta wzięła głęboki oddech.

Gdzie mogę się umyć?

Łazienka dla służby na dole fuknęła Morawska. Ręczniki tam, weź piżamę z pokoju gościnnego, swoje ubranie wrzuć do prania.

Wykonała polecenia, wróciła. Cały dzień Morawska bawiła się, upokarzając ją i wymyślając coraz to nowe złośliwości. Danuta zrozumiała szybko, że to test więc wytrzymała w milczeniu.

Wieczorem Morawska rzeczywiście odpuściła. Przed snem Danuta zrobiła jej delikatny masaż, poczekała aż usnęła, przełożyła perukę na stojak i wyszła, żegnając się z ochroniarzem.

Rano na zmianie był inny ochroniarz. Z uśmiechem spytał:

Co ty zrobiłaś naszej Elwirze? Śpi całą noc spokojnie. Żenia, pokojówka, mówiła.

Nic specjalnego wzruszyła ramionami Danuta. Może się zmęczyła.

Tego dnia Morawska była już w formie i orzekła, że Danuta ubiera się bez gustu i faceta nigdy nie znajdzie, bo się nie maluje. Danuta grzecznie kiwała głową, szykując wszystko do porannej toalety. Z peruką już radziła sobie sprawniej.

Potem Morawska kazała umówić wizytę manicurzystki, przebrać się w piękny japoński szlafrok i przewieźć do swojego buduaru.

Szybko okazało się, po co te wszystkie zabiegi.

Po południu, po manicure, w domu pojawił się elegancki siwy pan o postawie dawnego tancerza. Morawska przedstawiła go jako starego przyjaciela Oskara i kazała podać kawę.

Danuta z duszą na ramieniu przygotowała kawę w ekspresie na szczęście wyszła dobrze. Przy gościu Morawska trzymała fason.

Wieczorem jednak zapytała nagle:

Co mi wczoraj wieczorem zrobiłaś?

Masaż odpowiedziała cicho Danuta.

Jesteś specjalistką? podejrzliwie dopytała Morawska.

Uczyłam się sama przyznała Danuta.

Rób dalej rzuciła łaskawie gospodyni.

Tak przez resztę dnia. Wieczorem Danuta wykonała masaż, a Morawska zasnęła jak dziecko.

Trzy miesiące prób minęły niepostrzeżenie. Danuta miała tylko jeden wolny dzień w tygodniu i prawie nie widywała córki, za to teraz mogła pozwolić Janinie na odpoczynek mama była już bardzo zmęczona pracą, a w teatrze dźwigała ciężkie stroje.

Relacje z gospodynią powoli się polepszały. Morawska wyraźnie obserwowała Danutę, badała jej cierpliwość i charakter, a pewnego dnia niespodziewanie spytała:

A twoi bliscy znoszą taki tryb pracy?

Mam tylko mamę i córkę odpowiedziała Danuta. Nie mam wyboru.

Ile lat ma dziecko? Czym się interesuje?

Prawie sześć. Świetnie rysuje odpowiedziała krótko Danuta, pamiętając ostrzeżenie Tamary.

Przyprowadź. Poznamy się skinęła Morawska z godnością.

Od tego czasu Asia zaczęła przychodzić do mamy. Siedziała gdzieś w kącie z kredkami i pastelami. Kiedyś narysowała portret Morawskiej tak podobny, że gospodyni kazała go oprawić i powiesić w salonie.

Zbliżyły się wszystkie trzy. Danuta przestała drżeć o pracę.

Morawska cierpiała na ciężką chorobę stawów, na którą operacje nie pomagały. W gorsze dni Danuta długo wykonywała masaż, co przynosiło ulgę. Któregoś razu gospodyni poprosiła, by Danuta została z córką na noc i przydzieliła im gościnny pokój.

Zasypiając przy oddechu Asi, Danuta pomyślała przez moment, że mieszka tutaj naprawdę. Polubiła ten stary dom, gdzie nawet powietrze wydawało się inne, przesiąknięte dawnymi latami.

Następnego dnia Morawskiej poprawiło się. Jadła ze wszystkimi śniadanie, a Danutę wysłała do sprzątania gabinetu zadanie rzekomo zbyt odpowiedzialne, by dać go służbie.

Drapiąc kurz i porządkując bibeloty, Danuta znalazła stary pożółkły album. Po skończonej pracy przyniosła go do salonu.

Pani Elwiro, mogę zobaczyć?

To były czasy i sława była uśmiechnęła się Morawska. Obejrzyjmy razem. Dawno nie otwierałam.

Usiadły we trzy przy stole. Najpierw były zdjęcia z dzieciństwa Elwiry. Potem nagle Asia wykrzyknęła z radością:

To babcia! My mamy takie samo zdjęcie!

Danuta spojrzała i nie wierzyła własnym oczom. Na stronie była młoda Janina Kwiatkowska.

Skąd to zdjęcie? wydusiła Danuta.

Morawska mrużyła oczy, badając Danutę.

Ty jesteś córką Janki? w końcu powiedziała. Ależ ja byłam ślepa! Cały czas myślałam, na kogoś mi przypominasz. Teraz jasne.

Skąd pani zna moją mamę? drążyła Danuta.

Jasne, że znam! parsknęła Morawska. Z przyjaciółką z młodości byłyśmy nierozłączne. Ona uciekała z treningów, ja z konserwatorium. Chodziłyśmy razem na prywatki didżejów. Mieszkałyśmy w jednej kamienicy. Ja nie chciałam być drugą gimnastyczką obok niej.

Dlaczego już się nie spotykacie? zapytała Asia.

Potem dorosłyśmy westchnęła Morawska. Twoja babcia miała wtedy młodego trenera, pięknego Ignacego. Pokłóciłyśmy się przez niego. Ignacy rzecz jasna wybrał mnie. A Janka przez to straciła miejsce w kadrze.

Tego nie wiedziałam wyszeptała Danuta. Miała pani wtedy to nazwisko?

Nie, byłam Siedlecka. A Ignacy miał fantastyczne nazwisko Morawski. Był moim pierwszym mężem. Rozwiedliśmy się po trzech miesiącach, ale nazwisko zachowałam na zawsze.

Od tej pory Danuta myślała tylko, jak zorganizować spotkanie dawnych przyjaciółek. Okazja nadarzyła się sama.

Morawska znów potrzebowała opieki nocnej, a Asia miała rano wycieczkę przedszkolną, więc Danuta poprosiła mamę, żeby odebrała wnuczkę.

Janina przyszła do domu Morawskiej w swoim starym prochowcu. Gospodyni już przygotowywała się do snu, ale specjalnie wyjechała do hallu, gdy Danuta zbierała rzeczy córki.

Kto przyszedł? Nikogo nie zapraszałam rzuciła ostro Morawska.

Dzień dobry, Elwira odpowiedziała chłodno Janina. Nie powiem, żebym się cieszyła na spotkanie.

Wzajemnie fuknęła Morawska. Widzę, życie cię nie oszczędziło.

Nie bardziej niż innych odparła Janina. Mam przynajmniej córkę i wnuczkę. A tobie obcy ludzie podają nocnik. Wieloletnie małżeństwa nic ci nie dały?

A u ciebie nawet tego brakło śmiała się Morawska. Wiem, że zostałaś przy panieńskim nazwisku.

Janina łagodnie się uśmiechnęła.

Ach Elwira Nigdy nie umiałam cię nienawidzić. Nawet byłam dumna, że dziewczyna z naszej kamienicy została gwiazdą. Pięć lat temu pamiętasz ten telefon?

Morawska zbladła.

Kiedy kręcił się przy tobie pewien artysta, naciągacz, z naszego teatru dziecięcego kontynuowała Janina. Już miałaś przepisać na niego mieszkanie. A ja usłyszałam za kulisami, jak chełpi się, że staruszkę da się do domu opieki, a sam tu zamieszka z młodziutką aktorką. Zadzwoniłam wtedy, zmieniając głos. Ot co.

To Ty mnie wtedy ostrzegłaś? zapytała Morawska, wyraźnie wzruszona.

Nie potrafiłam cię znienawidzić westchnęła Janina. Wiedziałam, że artystę nie mierzy się miarą przeciętnej kobiety. Ale tamtego nie potrafiłam odpuścić.

Morawska spuściła oczy.

Uratowałaś mnie powiedziała cicho. On zupełnie zamącił mi w głowie. Po twoim telefonie wynajęłam detektywa.

I dobrze skinęła Janina. Ale już musimy iść, Asia ziewa.

Czekaj, Janka. Jak teraz żyjesz? zatrzymała ją Morawska.

Po przesiedleniu komunalnego mieszkania w kawalerce. Nie takie pałace, ale nam wystarcza.

Dobra, koniec z tym powiedziała nagle ostro Morawska. Jutro się przeprowadzacie tutaj. Pokoi za dużo. Asię chcę mieć bliżej, dam jej prawdziwy pokój dziecięcy. Nie dyskutuj. Zostało nam mało czasu, swoje już wiem.

Janina opadła bez sił na ławkę.

Około ośmiu miesięcy…

Co? Choroba? pobladła Morawska.

Serce. Ale na operację nie mamy powiedziała Janina. Tyle zdrowia, co oszczędności.

Z przeprowadzką skończone, a potem się zobaczy ucięła Morawska. Jesteś mi dłużna. Szkoda mi tylko, że odbiłam ci Ignacego.

Mogłabyś jeszcze wspomnieć Piotrka z podstawówki zaśmiała się Janina. Wracajmy dziś, jutro zdecydujemy.

Kierowca was odwiezie zarządziła Morawska. Rano przyjedzie też po wasze rzeczy.

Tej nocy Morawska długo nie mogła zasnąć. Wypytywała Danutę o mamę, o chorobę, wspominała młodość i żałowała zmarnowanego, według niej, życia. Dobre serce przyjaciółki przełamało lód dumy.

Po tygodniu dom zmienił się nie do poznania. Kurierzy przywozili próbki tapet, katalogi mebli, tkanin i oświetlenia. Morawska podeszła do przeprowadzki z rozmachem.

Wieczorami z Janiną siadywały przy owalnym stole, pijąc herbatę i opowiadając sobie historie z młodości. Gdy przeprowadzka i drobny remont dobiegły końca, Morawska podczas kolacji ogłosiła:

Janka, pokazałam twoje dokumenty lekarzowi. Za dwa tygodnie operacja. Chirurg jest młody, przystojny, syn profesora. Staraj się nie flirtować.

Jak to? Janina była kompletnie zaskoczona. Ale za co?

Jaka refundacja państwowa, czekałabyś wieczność zaśmiała się Morawska. Ja wszystko zapłaciłam. Już za późno na sprzeciwy. Musisz wyzdrowieć Asia potrzebuje babci, skoro druga już się rozpada.

Elwira, wydajesz tyle pieniędzy

A na co mi teraz pieniądze? Do grobu ich nie zabiorę. Ty idziesz do szpitala, Danuta się tobą zaopiekuje, a ja zostanę z Asią. Zresztą, po masażu serio czuję się lepiej.

Dwa tygodnie później Janina była w najlepszej klinice w Krakowie. Chirurgiem okazał się Paweł Szymański młody, dobrze zapowiadający się kardiochirurg, syn znanego profesora, ale wybrał własną ścieżkę. Był prosty i serdeczny. Patrząc, jak Danuta troszczy się o matkę, kiedyś powiedział:

Rzadko widuję tak ciepłe relacje w rodzinach. Mamie się poszczęściło. Pewnie i mężowi by się poszczęściło. I dzieciom.

Mam tylko córkę zawstydziła się Danuta. Najlepszą na świecie.

Wierzę uśmiechnął się Paweł. U mnie nie wyszło. W młodości się ożeniłem, rodzice odradzali. Myślała, że jest ze mną dla pieniędzy… Zwykła kawalerka, trudny czas. Tam się wszystko rozpadło.

Może jeszcze spotka pan swoją kobietę powiedziała cicho Danuta.

Może już spotkałem odpowiedział prawie szeptem Paweł, patrząc w okno.

Danuta łapała się na tym, że patrzy na doktora inaczej. Nie był piękny jak Janusz, ale miał w twarzy coś z siły, szlachetności, umiejętności współczucia.

Rehabilitacja Janiny trwała tydzień. Przez ten czas Morawska radziła sobie sama i opiekowała się jeszcze Asią, którą dziewczynka już nazywała babcią.

Morawska udawała, że jest w najlepszej kondycji, ale wieczorami podczas masażu Danuta rozpoznawała napięcie w starych, zmęczonych mięśniach. Nawet w wózku inwalidzkim było jej coraz ciężej.

Pewnego wieczoru powiedziała:

Czas kończyć twoją pracę u mnie.

Znaczy, chce pani kogoś nowego? zaniepokoiła się Danuta.

Dziecko, po co mi opiekunka, kiedy dom pełen ludzi? Morawska się zaśmiała. Chcę, żebyś nauczyła się masażu naprawdę, na świetnym kursie. Z dyplomem. Dasz radę?

Oczywiście! Danuta przytaknęła radośnie. Tylko to bardzo drogie…

Jestem twoją wróżką chrzestną zażartowała Morawska. Poza tym, mieć własnego masażystę w domu to same korzyści. Opłacę kurs rehabilitanta i wszystkie dodatkowe kursy. Tylko mnie nie zawiedź.

Danuta zgodziła się. Morawska praktycznie utrzymywała całą jej rodzinę, ale Danuta nie zamierzała spocząć na laurach wierzyła, że to inwestycja, która się zwróci.

Kursy prowadził Szymon Aleksandrowski elegancki, doświadczony specjalista. Od razu zauważył talent Danuty. Podczas wręczania dyplomów niespodziewanie zapytał:

Znasz spa Wanilia?

Pewnie! Każdy chce tam pracować uśmiechnęła się Danuta. Najlepsze miejsce w Krakowie.

Jestem właścicielem przyznał Szymon. Otwarłem własny biznes, stawiam na rehabilitację po urazach. Praca jest trudna, wymaga siły i precyzji. Wierzę w ciebie.

Danuta kiwnęła, powstrzymując łzy szczęścia.

Od tego czasu uczyła się jeszcze pilniej. Część kolejnych kursów Szymon sfinansował sam jako stypendium. Szybko Danuta zaczęła pracować w Wanilii. Miała wygodne poranne zmiany, więc popołudniami mogła być z mamą, Morawską, zawozić Asię do szkoły plastycznej.

Po pół roku do salonu klienci zapisywali się już specjalnie do Danuty, nie tylko do właściciela.

W tym samym czasie rosły relacje z Pawłem. Najpierw przyjaźń, potem coraz bardziej czułe. Paweł był w Krakowie od przeszło roku. Najpierw walczył o miejsce kardiochirurga, teraz marzył o czymś więcej, niż same szpitale. W weekendy chodzili we troje do parku, do cyrku, do teatrzyku.

Janina wróciła do pracy, ale Morawska coraz częściej leżała. Bóle narastały, leczenie nie przynosiło skutków. Masaż przynosił tylko ulgę na chwilę.

Paweł zaczął polecać swoim pacjentom rehabilitację u Danuty szczególnie tym z osłabionymi mięśniami po chorobach.

Coraz więcej rozmawiał z Danutą o rehabilitacji serca, pomaganiu ludziom. Spędzali coraz więcej czasu razem.

Paweł często bywał teraz w domu Morawskiej, który Danuta i Asia uważały już za swój. Dostał nawet specyficzne błogosławieństwo:

Nawet nie próbuj skrzywdzić moich dziewczyn powiedziała Morawska do Pawła pewnego wieczoru.

Danuta poczuła wtedy, że naprawdę znalazła swoje miejsce na ziemi.

Oceń artykuł
TwojaCena
Druga teściowa