Dotknąć wzrokiem i poczuć szczęście

Słuchaj, od dziewiętnastu lat mieszkam w naszej małej wiosce pod Krakowem razem z mamą i babcią Zosią, i wciąż czekam na Grzegorza, którego kocham od dziecka. Z uśmiechem wspominam tego sąsiadującego chłopaka, który jest starszy ode mnie o pięć lat, i myślę sobie:

Ale byłoby super, gdyby Grzegorz nagle przyjechał tu na wieś. Niestety jego babcia zmarła trzy lata temu, choć sama się nią opiekowałam

Po skończeniu klasy ósmej dostałam się do powiatowego technikum medycznego, już go ukończyłam i pracuję jako pielęgniarkaratownik w miejscowym przychodni. Często zadaję sobie pytanie:

Czym jest kobiece szczęście? Czy w ogóle istnieje? Żyjemy we troje w czysto żeńskim domu i nie wiem, co naprawdę cieszy mamę. Wydaje mi się, że i ona nie ma pojęcia o szczęściu. Przypomina jej historia, że mój ojciec, którego nigdy nie widziałam, odjechał, gdy dowiedział się o jej ciąży. A babcia Zofia, dobra i miła, wychowała dwie córki samotnie, bo wcześnie owdowiała.

Choć jestem jeszcze młoda, leczę naszych sąsiadów podaję zastrzyki, mierzę ciśnienie, zawsze staram się być uprzejma i troskliwa. Ludzie mnie szanują, bo jestem jedną z nas, z wioski. Od dziecka marzyłam o medycynie, leczyłam w domu koty, psy, przyjaciółkom smarowałam kolana zielonym balsamem, a sama radziłam sobie z drobnymi skaleczeniami i zadrapaniami.

Dzisiaj wracałam z przychodni zamyślona, znów pomyślałam o Grzegorzu.

Dlaczego ciągle o nim myślę? zadrwiłam do siebie. Może już jest żonaty, ma mnóstwo dzieci i nigdy nie dowie się, że kocham go od trzynastego roku życia.

Ostatni raz przyjechał na pogrzeb swojej babci, ale prawie nie rozmawialiśmy. Był z mamą, która wyglądała na zmęczoną, opierając się na ręce syna.

Zima już w pełni, święta minęły, luty zbliża się do końca. Mama pracuje jako listonoszka, a babcia Zofia zawsze w domu, piecze pyszne pierogi, lepka kluski i varenyki.

Zakręcając się w stronę domu, rzuciłam okiem na dom sąsiadów klucz od niego dostałam od babci Zofii, kiedy jeszcze się nią opiekowałam. Czasem po silnych zamieciach samodzielnie odśnieżałam ścieżkę, licząc, że przyjedzie Grzegorz, ale…

Cześć, babciu, a gdzie mama? Powinna już być w domu zapytała wnuczka.

Przyszła, ale poszła odwiedzić Marię, swoją przyjaciółkę, coś jej dolega. Zaraz wróci, dała jej lekarstwa. A ty chodź, usiądź przy stole, nakarmię cię. Pewnie już się rozgrzała przy nas odpowiedziała babcia Zofia ciepłym tonem.

No tak, jestem głodna, a na dworze mróz, wiosna już niebawem, a zima nie chce odpuścić zaśmiała się Agata. Nic, wiosna przyjdzie i przepędzi zimę, ona spakuje walizki i odleci w ciepłe kraje, ja kocham wiosnę.

Poszłam do swojej małej przytulnej pokoiczki, położyłam się na łóżku i znów myślałam o Grzegorzu. Kiedyś pomagał swojemu dziadkowi Szymonowi naprawiać dach, miał wtedy siedemnaście lat i przyjechał na wakacje. Nieudanie się przewrócił i prawie spadł z dachu, dziadek chwycił go za rękę, ale nóżka przeszyła wystający gwóźdź. Zobaczyłam to z własnego podwórka, szybko chwyciłam bandaż i zielony płyn. Pobiegłam do sąsiada, gdzie Grzegorz siedział z przygniecioną nogą, a babcia, tupiąc rękami w biodra, jęczała.

Boli, Grzegorzu? Zaraz cię obrobię i przewiążę, pokaż mi żądała dziewczyna, a on patrzył na nią zdziwiony.

No i lekarz się znalazł odpowiedział, marszcząc brwi.

Nie rób tak, rzekła jego babcia. Od dziecka leczy wszystkich, wiąże jak prawdziwy medyk.

Agata przyjrzała się ranie, odrzekła:

Nic poważnego, to drobna ranek, zaraz cię opatrzę i pytając, czy nie boli, patrzyła w jego oczy. Jej niebieskie spojrzenie pełne było współczucia, aż sama chciała płakać ze smutku, a on, widząc te oczy, uśmiechnął się.

Nie przejmuj się, wcale nie boli zapewnił, cierpliwie czekając, aż przewiąże mu nogę. Od tej chwili zapamiętał jej piękne niebieskie oczy; wtedy miał dopiero dwanaście lat.

Kiedy Grzegorz wrócił z wojska i zobaczył matkę, przestraszył się. Była blada, usta wyschnięte. Nie mógł powstrzymać łez, siedząc obok niej. Mama płakała ze szczęścia, że znów ma syna, i już nic jej nie przerażało.

Dzięki Bogu, synku, jesteś z powrotem, mogę spokojnie umrzeć szepnęła.

Mamo, nie mów takich rzeczy, obiecuję ci pomagać we wszystkim odpowiedział Grzegorz.

Był naprawdę dobrym synem. Pomagał mamie, podawał zastrzyki, masował nogi, bo serce matki było słabe. Znalazł pracę i miał marzenie postawić mamę na nogi, i mu to szło. Z czasem mama stała się wesoła, zajmowała się domem i coraz częściej wspominała rodzinny dom na wsi.

Ach, synku, jakbyśmy mogli znów mieszkać na wsi, nie schodzić z czwartego piętra, po prostu postawić krzesło na werandzie i oddychać świeżym powietrzem, założyć kury

Grzegorz postanowił pojechać w sobotę. Wiedział, że zimą trudno dotrzeć do starego, opuszczonego domu, ale obiecał mamie, że w weekend pojeździe i sprawdzi sytuację. Mama z radością zobaczyła błysk w jego oczach. Postanowił, że nie ma co zwlekać choć myślał, że marzenie matki to tylko iluzja, musiał przyjechać.

Wysiadł z autobusu i ogarnął szeroko odśnieżoną drogę, wybrukowaną przez traktor, prowadzącą prosto pod dom babci Zofii. To był ten dom, do którego co roku wracał i którego nie chciało mu się opuszczać.

Pewnie trzeba będzie brodzić w śniegu po kolana pomyślał, ale zaraz się zaskoczyło.

Ścieżka była wyczyszczona aż do bramy, dalej do werandy z trzema schodami, a na niej stał stary wianek.

Ciekawe, kto tu czyści drogę, może już ktoś wprowadził się do domu.

Okna były zasłonięte lekkimi firankami, które babcia sama uszyła na starej maszynce. Lubiła patrzeć przez nie i nigdy ich nie zasłaniała. Grzegorz wspiął się na werandę, wyciągnął klucz z kieszeni i otworzył zamek. Nagle usłyszał za sobą wesoły, dziewczęcy głos:

Cześć, dawno cię nie było, czekałam na ciebie, wiedziałam, że kiedyś wrócisz.

Grzegorz zamarł ze zdumienia, odwrócił się i prawie spadł z werandy. Przed nim stała piękna, smukła dziewczyna w kurtce z futra i białej czapce, a jej niebieskie oczy lśniły. Na policzkach miał się rumieniec, uśmiechała się szeroko.

Nie pamiętasz mnie? Jestem wnuczką babci Zofii no, przypomnij sobie.

Przypomniał sobie tę dziewczynę, która leczyła mu ranę na nodze i nie pozwalała nikomu podchodzić. Oczy piękne, a imienia nie mógł przywołać.

Ja ja Agata! Czy naprawdę mnie nie pamiętasz?

Agata! Oczywiście, Agata odparł Grzegorz, po chwili się uśmiechnął. Pamiętam, leczyłaś mi nogę wtedy byłaś mniejsza, miałaś dwa kucyki do ramion, jasne i kręcone.

No i pamiętasz? zaśmiała się Agata, a w jej oczach błysnęło szczęście.

A ja wtedy sprzątałam śnieg, czekałam na ciebie mówiła, ciągle gadając, bo chciała mu opowiedzieć wiele. Chodźmy do nas, napoję cię herbatą, moje mama i babcia będą zachwycone. Potem razem przyjdziemy do tego domu, zdążysz jeszcze.

Grzegorz usiadł przy stole, pił herbatę z domowym konfiturą wiśniową i słuchał jej opowieści. Babcia i mama poszły do pokoju po radosnym spotkaniu.

Twoja babcia ostatnio bardzo choruje, nie chciałam was martwić mówiła Agata. Ja przychodziłam do niej, opiekowałam się, karmiłam. Od dziecka chciałam być medyczką, a teraz pracuję tu jako pielęgniarkaratownik.

Pamiętam, jak leczyłaś mi nogę zaśmiał się Grzegorz. Zrobiłaś to tak poważnie, że blizny nie zostały.

Ojej, przestań po prostu bardzo się o ciebie martwiłam, od małego byłam w tobie zakochana zakłoniła się ręką, rumieniąc się, nie spodziewając się takiego wyznania.

Grzegorz był zaskoczony, ale uśmiechnął się.

Tak, wtedy byłaś wysoką dziewczyną, ale szanowałem cię, gdy zobaczyłem, jak poważnie mnie leczyłaś przyznał, choć ona już przyznała mu serca.

Agata podała mu klucz od domu babci.

Babcia dała mi go, gdy już była chora, i powiedziała, że przyjedziesz, może nawet zostaniesz szepnęła, patrząc w ziemię.

Niech zostanie u ciebie odpowiedział Grzegorz. A teraz idźmy do domu.

Weszli do domu, a Grzegorz był zdumiony czystością i porządkiem, jakby babcia właśnie wyszła. Czuł wdzięczność wobec Agaty za to.

Muszę wrócić do domu, obiecuję, że wrócę. Przyjedziemy razem z mamą, potrzebuje tego czystego powietrza. Posprzątam dom, a ty na mnie czekaj. Na pewno wrócę. Twoje promienne oczy nie pozwolą mi odejść powiedział, a serce Agaty podskoczyło z radości.

Grzegorz zrozumiał, że chce tu wrócić, dotknąć wiosny spojrzeniem i poczuć szczęście. Myślał, że świetnie, że Agata nie wyszła za mąż i że przyjechał właśnie tu.

Kiedy odjeżdżał autobusem, mruknął:

Babcia miała rację, że wrócę i nie oddam cię nikomu.

Agata wracała do domu z uśmiechem, w końcu wiedziała, czym jest kobiece szczęście.

Oceń artykuł
TwojaCena
Dotknąć wzrokiem i poczuć szczęście