Mój kuzyn zadzwonił i poprosił, bym przyjęła na kilka miesięcy jego syna pod nasz dach. Mielibyśmy oddać mu nasz pokój, a sami na jakiś czas przenieść się spać do kuchni. Mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu. Nas jest czworo: ja, mąż, córka i wnuczek. Trochę ciasno, ale nie narzekamy. Przecież są ludzie, którzy radzą sobie w jeszcze gorszych warunkach. My z mężem zajmujemy salon, a córka z dzieckiem mały pokoik. Miałam nadzieję, że może córka wyjdzie za mąż i będziemy mieli trochę więcej miejsca… W zeszłym tygodniu zadzwonił do mnie mój kuzyn. Kiedy byliśmy mali, wszyscy mieszkaliśmy razem. Babcia miała siedmioro dzieci i wszyscy mieszkaliśmy w małym domu.
To były piękne czasy. To jeden z tych moich kuzynów zadzwonił. Chociaż numer był nieznany, słysząc jego głos, ucieszyłam się:
– Cześć, kochany, jak mnie znalazłeś? Tyle lat Cię nie widziałam. Powiedz, jak się masz? Jak zdrowie? Jak dzieci? Pewnie dorosły, nie poznalibyśmy ich.
Powiedział, że wszystko jest w porządku. Dzieci dorosły. Syn studiuje na uniwersytecie. Ale zadzwonił z prośbą:
– Czy mój syn mógłby u Was pomieszkać przez kilka miesięcy? Nie stać nas jeszcze na czynsz, a on nie ma czasu, by pracować. Nie ma gdzie pójść, nie ma gdzie mieszkać. W mieście oprócz Ciebie nie ma nikogo. Pomóż, proszę, przez wzgląd na dawne czasy.
Zamarłam, słuchałam i nie mogłam powiedzieć „nie„, ale też nie mogłam powiedzieć „tak”. Jak miałam mu powiedzieć, że w moim mieszkaniu nie ma miejsca? Nie czekając na moją odpowiedź, powiedział:
– Przyjedzie za tydzień. Zna Twój adres. Dziękuję Ci – i odłożył słuchawkę.
Był pewny, że nie odmówię i przyjmę jego syna. Teraz nie wiem, co powinnam zrobić. Wspominam o babci, o tym małym domu, w którym mieszkała duża rodzina. Kiedy w domu byli goście, babcia spała całą noc na krześle, bo nie miała gdzie się położyć. Ale zawsze była zadowolona, pełna życia. Tak żyliśmy. A teraz nie wiem, co robić? Jak odmówić kuzynowi, wiem, że im się w życiu nie przelewa, a marzy o tym, by wykształcić syna.





