Wybuch Głośny trzask Ciemność Ciemność
Wreszcie ciemność zaczęła ustępować. Usłyszał głos:
Zofia Kowalska, tu ratownik, coś wybuchło u nich.
Przez ból poczuł na szyi dotyk czyjejś dłoni. Spróbował unieść powieki. Poszło to z oporem. W polu widzenia zawisł wisiorek w formie prostokąta z wygrawerowanymi symbolami zodiaku… Oczy kobiety w białym fartuchu
Na blok operacyjny! dobiegł głos z bliska.
Rodzice wrócili z roboty. Matka od razu pognała do kuchni, ale zerknęła do pokoju, gdzie syn odrabiał zadania. Piotr, wchodząc do pokoju, od razu spostrzegł, że Tomek ma kiepski humor.
Tomek, co jest? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic takiego, – mruknął syn, uczeń czwartej klasy.
No dalej, wyduś to z siebie!
Wkrótce Dzień Kobiet. Pani nauczycielka zatrzymała nas dziś po lekcjach i kazała przygotować prezenty dla dziewczynek.
I gdzie tu kłopot? uśmiechnął się ojciec z lekkim rozbawieniem.
Jest tylu chłopców co dziewczynek. I rozdzieliła, kto komu daje, – Tomek westchnął ciężko. Mnie przypadła ta nieładna, Zosia Kowalska.
Każda dziewczynka marzy o prezencie na Dzień Kobiet, nawet ta mniej urodziwa, – ojciec próbował brzmieć poważnie. A jak to rozdzieliła? Według nazwisk?
Nie, według znaków zodiaku.
Co takiego? Piotr nie zdołał powstrzymać kolejnego uśmiechu.
Według zgodności znaków. Zosia jest Panną, a dla Panny najlepszy jest Byk. A ja jestem Bykiem.
To świetnie, skoro się zgadzacie! Wyrośniesz i może jeszcze zakochasz się w niej.
Ojciec nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. W tym momencie do pokoju wbiegła matka:
Co tu się dzieje?
Ewa, wracaj do kuchni, – twarz Piotra zrobiła się surowa. Z synem prowadzimy poważną rozmowę.
Gdy matka odeszła, Tomek zapytał smutno:
Tato, to co ja mam teraz zrobić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, jaki prezent ty możesz zrobić? Pracujesz przecież na fabryce.
No właśnie! Ale w galwanizerni. Tam robią wszelkie pokrycia metalowe.
Tato, nie łapię.
Jutro zobaczysz sam!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie były wygrawerowane dwa znaki zodiaku Byk i Panna, a na drugiej stronie drobnym, ale eleganckim pismem napisano:
Mojej koleżance z klasy Zosi na Dzień Kobiet! Tomek.
Jakże pięknie ten wisiorek prezentował się na dłoni! A gdy mama wsadziła go do celofanowej torebki, wyglądał już naprawdę obłędnie.
***
Nadszedł siódmy marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw dzieci wręczyły jej prezent. Dziękowała długo i serdecznie. Potem ogłosiła, że chłopcy mogą wręczyć prezenty dziewczynkom.
Co się wtedy zaczęło! Wszyscy chłopcy pognali do swoich wybranek. Tomek podszedł do Zosi Kowalskiej i wyrecytował tak, jak kazał tata:
Zosiu, życzę ci wspaniałego Dnia Kobiet! Może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po tych słowach Tomek wrócił na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej, jego zdaniem, nieładnej dziewczynki.
Niedługo potem rodzice Zosi przeprowadzili się do innej dzielnicy, a ona od piątej klasy zaczęła chodzić do innej szkoły.
***
Tomek otworzył oczy. Biały sufit w szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Tylko lewa ręka mu posłuchała.
Gdzie ja jestem? zwrócił się w pustkę.
Usłyszał stukot kul i do łóżka podszedł pacjent oparty na kulach. Przyjrzał mu się uważnie i spytał:
Już się ocknąłeś? Jesteś na oddziale chirurgii nagłych wypadków.
Mam ręce i nogi całe? zapytał Tomek słabym głosem.
Chyba tak, wszystko na swoim miejscu, – ucieszył go tamten. Tylko owinięty jesteś od stóp do głów bandażami.
Dobrze, że przynajmniej to całe.
Podeszła pielęgniarka i z troską zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co mi jest! Tomek odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Nic nie zagraża twojemu życiu. Ręce i nogi będą działać. Zostanie tylko sporo blizn, – wręczyła mu włączony telefon. Twoja mama prosiła, żeby zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – głos matki przebrzmiewał łzami.
– Mamo, wszystko dobrze, – starał się mówić jak najweselej. Lekarze mówią, że zostaną tylko drobne blizny. Wkrótce mnie wypiszą.
– Nie pozwolili mi zostać z tobą na noc. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie przejmuj się tak!
Położył telefon obok siebie i spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dzięki!
– No, nie wypiszą cię tak szybko, – odparła z uśmiechem. Będziesz tu leżał trzy tygodnie. Gwarantuję!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Jestem ratownikiem. Na fabryce zaczęły wybuchać butle z tlenem, – zaczął przypominać Tomek. Wezwali naszą ekipę. Przyjechaliśmy przed strażakami. Hala była ogromna, w środku troje rannych. Wbiegliśmy, butle leżą wszędzie, tu i ówdzie ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Wyszedłem ostatni Gdy byłem już przy wyjściu, wybuchła kolejna butla Potem nic nie pamiętam.
– No, dostało ci się solidnie.
– Tomek Kowalski, – dobiegł głos pielęgniarki. Odwiedza cię kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak leci?
– Ręce i nogi mam całe! odparł optymistycznie. Na razie mogę przywitać się tylko lewą ręką!
– Nie dramatyzuj!
– Co dalej się działo?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Od razu rzuciliśmy się z powrotem i wyciągnęliśmy cię byłeś cały we krwi lekarze już czekali
– Dzięki!
– Tomek, o czym ty mówisz?! na twarzy kolegi pojawił się uśmiech. Chyba chcą nas zgłosić do jakichś medali.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, spadam. Za chwilę będzie obchód. Pielęgniarka mówiła, że krótko.
Zanim kolega zdążył wyjść, wszedł lekarz, facet koło czterdziestki:
– No jak tam, bohaterze? podszedł do łóżka.
– W porządku.
– Skoro gadamy, to znaczy, że przeżyjesz. Dawaj, obejrzę cię!
– Czy to pan mnie zszywał? zapytał Tomek.
– Nie, Zofia Kowalska. Przyjdzie pojutrze w dzień.
***
Minęły dwa dni. Tomek już próbował wstawać. Ból w nogach był jeszcze mocny, prawa ręka poraniona. A ran na ciele miał z dziesięć. Dwie na twarzy gdy wybuchło, walnął głową o framugę, ale zdążył wystawić prawą rękę do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz nadal spuchnięta.
Dziś obchód miał robić lekarz, który przedwczoraj pięć godzin zszywał go na sali operacyjnej. Tomek nawet trochę się zdenerwował.
I weszła. Młoda, szczupła, wprawdzie w okularach, ale one wcale jej nie szpeciły, a biały kitel leżał na niej jak ulał. Tomek w wieku dwudziestu siedmiu lat był już żonaty, ale po pół roku się rozeszli nie pasowali charakterami, jak napisali we wniosku, a tak naprawdę byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! przywitała się lekarka i podeszła do łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Proszę obejrzeć.
Pochyliła się nad nim Przed oczami zwisał wisiorek ze znakami zodiaku, kołyszący się na jej szyi:
– Zofia Kowalska!!! wykrzyknął.
Ona przyjrzała się jego spuchniętej twarzy.
– Przepraszam! powiedziała, nie poznając go.
– Jestem Bykiem, – wskazał na wisiorek.
– Tomek Kowalski? jej wargi zadrżały. Jeszcze mnie pamiętasz?
– No co ty, Zosiu? widząc łzy w jej oczach, położył dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! sięgnęła po chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie pomyślałabym, że spotkamy się w taki sposób.
Tego dnia Zofia już nie zajrzała do jego sali. Ale Tomek zorientował się, że ma taki sam grafik jak on: dzień, noc i dwa dni wolnego.
Nie chciał przed nią wyglądać na bezradnego. Przez cały następny dzień próbował chodzić po sali, opierając się o łóżka, a parę razy, trzymając się ściany, wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany wyszedł. Przyszła nowa ekipa czuło się to po gwarze na korytarzu. Zaraz obchód
Nagle krzyki i pośpieszne kroki. Zdarza się tak, gdy przywożą nowego pacjenta.
Jest już dziesiąta. Pielęgniarka weszła i zgasiła światło w sali. Ale sen nie przychodził. Po północy na korytarzu rozległy się kroki, ucichły, a w ciszy Tomek raczej wyczuł, niż usłyszał, że ktoś płacze. Wstał i cicho wyszedł na korytarz.
Za dyżurką siedziała jego dawna koleżanka z klasy, z głową wspartą na rękach, płacząc. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Zosiu, co się dzieje?
Wstała i wtuliła się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – zaczęła łkać. Zrobiłam co się dało Jest teraz na OIOM-ie, ale raczej nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż siedzi z nią przy łóżku
– Uspokój się, Zosiu!
– Pracuję jako chirurg już trzy lata i wciąż nie mogę przywyknąć do tego, że ludzie umierają.
– Uspokój się! Takie mamy zawody. W ciągu pięciu lat też widziałem sporo śmierci, ale uratowaliśmy z tobą sporo żyć, – Tomek westchnął. – Przez to żona odeszła. Mówiła, że przychodzę do domu nie w swoim humorze i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się wyżyć.
– U mnie podobnie, – spojrzała mu w oczy. Chłopaki patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, mamy dopiero po dwadzieścia siedem lat całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, mamy już po dwadzieścia siedem.
– Zofia Kowalska, jej puls słabnie! krzyknęła pielęgniarka, wybiegając.
– Przepraszam! Zofia pobiegła na OIOM.
Tomek tej nocy nie mógł zasnąć. Rano przyszła pielęgniarka i jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Ta kobieta, której w nocy operowali, żyje? zapytał, zaskakując nawet siebie.
– Żyje, ale stan jest krytyczny.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomka się zagoiły. Widywali się z Zofią podczas jej dyżurów, a on czuł, że coraz bardziej do niej ciągnie. Ale oddział chirurgii nagłych wypadków nie jest miejscem na osobiste rozmowy.
Podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dziś cię wypisujemy, – uśmiechnął się i dodał. Ze szpitala. Od razu idź do przychodni, tam zdecydują, jak długo jeszcze będziesz na zwolnieniu lekarskim.
– Można pakować!
– Tak, nie spiesz się. Zaraz przygotują dokumenty.
Gdy lekarz wyszedł, Tomek się ogolił. W lustrze zauważył z satysfakcją, że dwie blizny na twarzy wcale nie szpecą, a wręcz dodają charakteru. O innych bliznach lepiej nie myśleć.
Spakował się i wyszedł na korytarz. Naprzeciwko, trzymając się ściany, szła jakaś pacjentka.
W końcu wykaraskała się! przemknęło mu przez myśl radośnie.
Pielęgniarka wyszła i wręczyła mu wypis:
– Do widzenia, Tomek! Staraj się więcej tu nie lądować!
***
Miał swoje kawalerki, ale pojechał do rodziców. Mama tak się martwiła, że nawet wzięła urlop.
– Synku! rzuciła mu się w objęcia.
– Już dobrze, mamo! Jak widzisz, żyję i mam się dobrze.
– Chodź, coś ci ugotowałam. Strasznie schudłeś.
– Oj, jak za domowym jedzeniem tęskniłem!
– Dopóki nie wydobrzejesz i nie ożenisz się, mieszkasz w domu. Twój pokój wciąż na ciebie czeka, – i krzyknęła jak do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomek zdążył pójść do fryzjera. Wpadł do swojego mieszkania, zabrał trochę rzeczy. Matka od razu zabrała się do prasowania.
Wieczorem wrócił ojciec z pracy. Usiedli wszyscy razem, jak dawniej, i gadali do późna w nocy.
Poszedł spać do swojego pokoju z dzieciństwa, ale nie zasnął od razu.
Jutro do przychodni, potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o kolejnym wieczorze zasnął długo po północy.
***
Następnego dnia Tomek rano poszedł do przychodni. Do południa obiegał gabinety. Po południu zajrzał do pracy, akurat zaczynała się jego zmiana.
– Dokąd to? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz, jak dawno temu, w czwartej klasie, zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Dla tej nieładnej Zosi Kowalskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, mówiłeś: Wyrośniesz, może się w niej zakochasz.
– Pamiętam i to.
– Tato, Zofia jest teraz chirurgiem. To ona mnie operowała. I nadal nosi ten wisiorek na szyi.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się sprawdziły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak wiele, by zacząć życie z ukochaną osobą.Wybuch Głośny trzask Ciemność Ciemność
Wreszcie ciemność zaczęła ustępować. Usłyszał głos:
Zofia Kowalska, tu ratownik, coś wybuchło u nich.
Przez ból poczuł na szyi dotyk czyjejś dłoni. Spróbował unieść powieki. Poszło to z oporem. W polu widzenia zawisł wisiorek w formie prostokąta z wygrawerowanymi symbolami zodiaku… Oczy kobiety w białym fartuchu
Na blok operacyjny! dobiegł głos z bliska.
Rodzice wrócili z roboty. Matka od razu pognała do kuchni, ale zerknęła do pokoju, gdzie syn odrabiał zadania. Piotr, wchodząc do pokoju, od razu spostrzegł, że Tomek ma kiepski humor.
Tomek, co jest? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic takiego, – mruknął syn, uczeń czwartej klasy.
No dalej, wyduś to z siebie!
Wkrótce Dzień Kobiet. Pani nauczycielka zatrzymała nas dziś po lekcjach i kazała przygotować prezenty dla dziewczynek.
I gdzie tu kłopot? uśmiechnął się ojciec z lekkim rozbawieniem.
Jest tylu chłopców co dziewczynek. I rozdzieliła, kto komu daje, – Tomek westchnął ciężko. Mnie przypadła ta nieładna, Zosia Kowalska.
Każda dziewczynka marzy o prezencie na Dzień Kobiet, nawet ta mniej urodziwa, – ojciec próbował brzmieć poważnie. A jak to rozdzieliła? Według nazwisk?
Nie, według znaków zodiaku.
Co takiego? Piotr nie zdołał powstrzymać kolejnego uśmiechu.
Według zgodności znaków. Zosia jest Panną, a dla Panny najlepszy jest Byk. A ja jestem Bykiem.
To świetnie, skoro się zgadzacie! Wyrośniesz i może jeszcze zakochasz się w niej.
Ojciec nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. W tym momencie do pokoju wbiegła matka:
Co tu się dzieje?
Ewa, wracaj do kuchni, – twarz Piotra zrobiła się surowa. Z synem prowadzimy poważną rozmowę.
Gdy matka odeszła, Tomek zapytał smutno:
Tato, to co ja mam teraz zrobić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, jaki prezent ty możesz zrobić? Pracujesz przecież na fabryce.
No właśnie! Ale w galwanizerni. Tam robią wszelkie pokrycia metalowe.
Tato, nie łapię.
Jutro zobaczysz sam!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie były wygrawerowane dwa znaki zodiaku Byk i Panna, a na drugiej stronie drobnym, ale eleganckim pismem napisano:
Mojej koleżance z klasy Zosi na Dzień Kobiet! Tomek.
Jakże pięknie ten wisiorek prezentował się na dłoni! A gdy mama wsadziła go do celofanowej torebki, wyglądał już naprawdę obłędnie.
***
Nadszedł siódmy marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw dzieci wręczyły jej prezent. Dziękowała długo i serdecznie. Potem ogłosiła, że chłopcy mogą wręczyć prezenty dziewczynkom.
Co się wtedy zaczęło! Wszyscy chłopcy pognali do swoich wybranek. Tomek podszedł do Zosi Kowalskiej i wyrecytował tak, jak kazał tata:
Zosiu, życzę ci wspaniałego Dnia Kobiet! Może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po tych słowach Tomek wrócił na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej, jego zdaniem, nieładnej dziewczynki.
Niedługo potem rodzice Zosi przeprowadzili się do innej dzielnicy, a ona od piątej klasy zaczęła chodzić do innej szkoły.
***
Tomek otworzył oczy. Biały sufit w szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Tylko lewa ręka mu posłuchała.
Gdzie ja jestem? zwrócił się w pustkę.
Usłyszał stukot kul i do łóżka podszedł pacjent oparty na kulach. Przyjrzał mu się uważnie i spytał:
Już się ocknąłeś? Jesteś na oddziale chirurgii nagłych wypadków.
Mam ręce i nogi całe? zapytał Tomek słabym głosem.
Chyba tak, wszystko na swoim miejscu, – ucieszył go tamten. Tylko owinięty jesteś od stóp do głów bandażami.
Dobrze, że przynajmniej to całe.
Podeszła pielęgniarka i z troską zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co mi jest! Tomek odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Nic nie zagraża twojemu życiu. Ręce i nogi będą działać. Zostanie tylko sporo blizn, – wręczyła mu włączony telefon. Twoja mama prosiła, żeby zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – głos matki przebrzmiewał łzami.
– Mamo, wszystko dobrze, – starał się mówić jak najweselej. Lekarze mówią, że zostaną tylko drobne blizny. Wkrótce mnie wypiszą.
– Nie pozwolili mi zostać z tobą na noc. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie przejmuj się tak!
Położył telefon obok siebie i spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dzięki!
– No, nie wypiszą cię tak szybko, – odparła z uśmiechem. Będziesz tu leżał trzy tygodnie. Gwarantuję!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Jestem ratownikiem. Na fabryce zaczęły wybuchać butle z tlenem, – zaczął przypominać Tomek. Wezwali naszą ekipę. Przyjechaliśmy przed strażakami. Hala była ogromna, w środku troje rannych. Wbiegliśmy, butle leżą wszędzie, tu i ówdzie ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Wyszedłem ostatni Gdy byłem już przy wyjściu, wybuchła kolejna butla Potem nic nie pamiętam.
– No, dostało ci się solidnie.
– Tomek Kowalski, – dobiegł głos pielęgniarki. Odwiedza cię kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak leci?
– Ręce i nogi mam całe! odparł optymistycznie. Na razie mogę przywitać się tylko lewą ręką!
– Nie dramatyzuj!
– Co dalej się działo?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Od razu rzuciliśmy się z powrotem i wyciągnęliśmy cię byłeś cały we krwi lekarze już czekali
– Dzięki!
– Tomek, o czym ty mówisz?! na twarzy kolegi pojawił się uśmiech. Chyba chcą nas zgłosić do jakichś medali.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, spadam. Za chwilę będzie obchód. Pielęgniarka mówiła, że krótko.
Zanim kolega zdążył wyjść, wszedł lekarz, facet koło czterdziestki:
– No jak tam, bohaterze? podszedł do łóżka.
– W porządku.
– Skoro gadamy, to znaczy, że przeżyjesz. Dawaj, obejrzę cię!
– Czy to pan mnie zszywał? zapytał Tomek.
– Nie, Zofia Kowalska. Przyjdzie pojutrze w dzień.
***
Minęły dwa dni. Tomek już próbował wstawać. Ból w nogach był jeszcze mocny, prawa ręka poraniona. A ran na ciele miał z dziesięć. Dwie na twarzy gdy wybuchło, walnął głową o framugę, ale zdążył wystawić prawą rękę do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz nadal spuchnięta.
Dziś obchód miał robić lekarz, który przedwczoraj pięć godzin zszywał go na sali operacyjnej. Tomek nawet trochę się zdenerwował.
I weszła. Młoda, szczupła, wprawdzie w okularach, ale one wcale jej nie szpeciły, a biały kitel leżał na niej jak ulał. Tomek w wieku dwudziestu siedmiu lat był już żonaty, ale po pół roku się rozeszli nie pasowali charakterami, jak napisali we wniosku, a tak naprawdę byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! przywitała się lekarka i podeszła do łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Proszę obejrzeć.
Pochyliła się nad nim Przed oczami zwisał wisiorek ze znakami zodiaku, kołyszący się na jej szyi:
– Zofia Kowalska!!! wykrzyknął.
Ona przyjrzała się jego spuchniętej twarzy.
– Przepraszam! powiedziała, nie poznając go.
– Jestem Bykiem, – wskazał na wisiorek.
– Tomek Kowalski? jej wargi zadrżały. Jeszcze mnie pamiętasz?
– No co ty, Zosiu? widząc łzy w jej oczach, położył dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! sięgnęła po chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie pomyślałabym, że spotkamy się w taki sposób.
Tego dnia Zofia już nie zajrzała do jego sali. Ale Tomek zorientował się, że ma taki sam grafik jak on: dzień, noc i dwa dni wolnego.
Nie chciał przed nią wyglądać na bezradnego. Przez cały następny dzień próbował chodzić po sali, opierając się o łóżka, a parę razy, trzymając się ściany, wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany wyszedł. Przyszła nowa ekipa czuło się to po gwarze na korytarzu. Zaraz obchód
Nagle krzyki i pośpieszne kroki. Zdarza się tak, gdy przywożą nowego pacjenta.
Jest już dziesiąta. Pielęgniarka weszła i zgasiła światło w sali. Ale sen nie przychodził. Po północy na korytarzu rozległy się kroki, ucichły, a w ciszy Tomek raczej wyczuł, niż usłyszał, że ktoś płacze. Wstał i cicho wyszedł na korytarz.
Za dyżurką siedziała jego dawna koleżanka z klasy, z głową wspartą na rękach, płacząc. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Zosiu, co się dzieje?
Wstała i wtuliła się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – zaczęła łkać. Zrobiłam co się dało Jest teraz na OIOM-ie, ale raczej nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż siedzi z nią przy łóżku
– Uspokój się, Zosiu!
– Pracuję jako chirurg już trzy lata i wciąż nie mogę przywyknąć do tego, że ludzie umierają.
– Uspokój się! Takie mamy zawody. W ciągu pięciu lat też widziałem sporo śmierci, ale uratowaliśmy z tobą sporo żyć, – Tomek westchnął. – Przez to żona odeszła. Mówiła, że przychodzę do domu nie w swoim humorze i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się wyżyć.
– U mnie podobnie, – spojrzała mu w oczy. Chłopaki patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, mamy dopiero po dwadzieścia siedem lat całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, mamy już po dwadzieścia siedem.
– Zofia Kowalska, jej puls słabnie! krzyknęła pielęgniarka, wybiegając.
– Przepraszam! Zofia pobiegła na OIOM.
Tomek tej nocy nie mógł zasnąć. Rano przyszła pielęgniarka i jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Ta kobieta, której w nocy operowali, żyje? zapytał, zaskakując nawet siebie.
– Żyje, ale stan jest krytyczny.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomka się zagoiły. Widywali się z Zofią podczas jej dyżurów, a on czuł, że coraz bardziej do niej ciągnie. Ale oddział chirurgii nagłych wypadków nie jest miejscem na osobiste rozmowy.
Podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dziś cię wypisujemy, – uśmiechnął się i dodał. Ze szpitala. Od razu idź do przychodni, tam zdecydują, jak długo jeszcze będziesz na zwolnieniu lekarskim.
– Można pakować!
– Tak, nie spiesz się. Zaraz przygotują dokumenty.
Gdy lekarz wyszedł, Tomek się ogolił. W lustrze zauważył z satysfakcją, że dwie blizny na twarzy wcale nie szpecą, a wręcz dodają charakteru. O innych bliznach lepiej nie myśleć.
Spakował się i wyszedł na korytarz. Naprzeciwko, trzymając się ściany, szła jakaś pacjentka.
W końcu wykaraskała się! przemknęło mu przez myśl radośnie.
Pielęgniarka wyszła i wręczyła mu wypis:
– Do widzenia, Tomek! Staraj się więcej tu nie lądować!
***
Miał swoje kawalerki, ale pojechał do rodziców. Mama tak się martwiła, że nawet wzięła urlop.
– Synku! rzuciła mu się w objęcia.
– Już dobrze, mamo! Jak widzisz, żyję i mam się dobrze.
– Chodź, coś ci ugotowałam. Strasznie schudłeś.
– Oj, jak za domowym jedzeniem tęskniłem!
– Dopóki nie wydobrzejesz i nie ożenisz się, mieszkasz w domu. Twój pokój wciąż na ciebie czeka, – i krzyknęła jak do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomek zdążył pójść do fryzjera. Wpadł do swojego mieszkania, zabrał trochę rzeczy. Matka od razu zabrała się do prasowania.
Wieczorem wrócił ojciec z pracy. Usiedli wszyscy razem, jak dawniej, i gadali do późna w nocy.
Poszedł spać do swojego pokoju z dzieciństwa, ale nie zasnął od razu.
Jutro do przychodni, potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o kolejnym wieczorze zasnął długo po północy.
***
Następnego dnia Tomek rano poszedł do przychodni. Do południa obiegał gabinety. Po południu zajrzał do pracy, akurat zaczynała się jego zmiana.
– Dokąd to? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz, jak dawno temu, w czwartej klasie, zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Dla tej nieładnej Zosi Kowalskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, mówiłeś: Wyrośniesz, może się w niej zakochasz.
– Pamiętam i to.
– Tato, Zofia jest teraz chirurgiem. To ona mnie operowała. I nadal nosi ten wisiorek na szyi.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się sprawdziły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak wiele, by zacząć życie z ukochaną osobą.




