Mam na imię Adam, od ponad roku pracuję, niedawno skończyłem studia na politechnice. Nie posiadam własnego domu, a nawet pokoju. Wspólnie z moją matką i babcią mieszkamy w jednym domu. Ta sytuacja wyprowadza mnie z równowagi. Rzadko mam okazję doświadczyć samotności, zawsze ktoś jest obok mnie. Nawet słuchawki nie dają mi pełnego spokoju.
Nieustannie mama czy babcia próbują nawiązać ze mną rozmowę, gdy jestem zajęty. To mnie ogromnie denerwuje… Moja mama, która nadal pracuje jako pielęgniarka, samotnie wychowywała mnie przez całe życie. Mimo jej niskich zarobków, zawsze robiła wszystko, by nasza sytuacja materialna była dobra – nigdy nie byłem głody, miałem czyste ubrania, a mama była dużym wsparciem, kochałem ją.
Ale teraz… Prawie nienawidzę mojej matki za to, że musimy razem mieszkać. Prawdopodobnie nigdy nie znajdę sobie żony: widzę bowiem moją matkę we wszystkich kobietach. Jestem pewien, że wychowanie wyłącznie przez kobietę ma negatywny wpływ na chłopców.
Chłopcy wychowani tylko przez matki często stają się mężczyznami, którzy nie cenią kobiet. Znam wielu takich mężczyzn. Częściowo winni są sami sobie, ale część winy ponoszą również ich matki, które nie pozwalają swoim synom na niezależność, nie dają im wolności.
A mężczyźni są winni temu, że nie zdecydowali się na samodzielne życie. Nie istnieje mężczyzna, który mieszka z matką i jest w pełni zadowolony. A wszystko dlatego, że większość takich kobiet całe swoje życie poświęca dla syna. Każda jej decyzja, każdy wybór, absolutnie wszystko jest robione pod dziecko. Taka matka może psychicznie zniszczyć swojego dorosłego syna.
Moim zdaniem, jeśli chłopiec był wychowywany tylko przez matkę, powinien rozpocząć samodzielne życie tak szybko, jak to możliwe. W przeciwnym razie może czuć się bardzo nieszczęśliwy, rozczarowany, a nawet zacząć nienawidzić swojej matki – tak jak ja.
Mam kolegę, który jest w ciągłym konflikcie z mamą i często dochodzi u nich do kłótni. U mnie jest odwrotnie: na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być w porządku, jest spokojnie i bezkonfliktowo. Ale to tylko powierzchowne, bo w głębi serca mam już wszystkiego dość.
Być może zastanawiacie się, dlaczego nie wyprowadziłem się, skoro pracuję i zarabiam. Próbowałem.
Podczas studiów wynająłem pokój z kolegą, myśląc, że moja matka skoncentruje się wtedy na swoim życiu. Wiecie, chcę dla niej dobrze. Liczyłem, że pozna jakiegoś mężczyznę, ułoży sobie życie na nowo albo znajdzie nowe pasje. Ale nie. Codziennie odwiedzała mnie, przynosiła obiady, chciała sprzątać. Nie mogłem jej znieść.
Gdy nie wpuszczałem jej do mieszkania, zaczęła pojawiać się na mojej uczelni. Wszyscy się śmiali, a ona nie dostrzegała w swoim zachowaniu niczego złego. Raz jej powiedziałem, co o tym sądzę. Podniosłem głos i mówiłem wszystko, co leżało mi na sercu. Skończyło się tak, że trafiła do szpitala z problemami sercowymi. Pamiętam do dziś jak leżała w szpitalnym łóżku i płakała, że nie jest nikomu potrzebna i chciałaby umrzeć, bo nie ma już po co żyć.
Nie mogę się wyprowadzić, bo obawiam się, że znów się załamie. Rozmowy nie przynoszą efektów. Twierdzi, że żyje tylko dla mnie, że jestem dla niej wszystkim. Jak mogę zbudować swoje życie w takich warunkach? Która kobieta zgodziłaby się na takie relacje?




