
Marek i ja pobraliśmy się jako świadomi ludzie, uważam, że w wieku trzydziestu lat masz już pewne pojęcie o tym, czego chcesz od życia i dlaczego chcesz założyć rodzinę. Jak widać, myślałam o tym tylko ja. Miałam żal do teściowej, że wychowała tak niezdolnego do życia mężczyznę, a kiedy na dodatek zamieszkaliśmy u niej… Jak to możliwe, że nie poznałam jej z tej strony wcześniej?!
Mąż nie miał dobrze płatnej pracy, a ja też nie zarabiałam milionów w biurze. Wynajęliśmy mieszkanie, choć marzyliśmy o własnym domu. Rozumiałam, że trzeba na czymś oszczędzać, więc uznałam, że trzeba gotować w domu, a nie wydawać pieniądze na restauracje czy dowozy. Dlatego zawsze po pracy miałam plan: zakupy, mieszkanie, gotowanie, sprzątanie. Ja ciężko pracowałam, ale Marek traktował powrót do domu jako wypoczynek, nic więcej.
Kiedy się poznaliśmy oczywiście podzieliliśmy się swoimi marzeniami, kto czego chce. Marek mówił, że marzy o własnym biznesie i dużych zarobkach. W praktyce okazało się, że te słowa były tylko słowami, a jedyne jego sukcesy to marzenia. Żyliśmy tak przez dwa lata i zdałam sobie sprawę, że po prostu nie wytrzymam tego dłużej.
Byłam zmęczona wypełnianiem każdej wolnej chwili obowiązkami, kiedy mąż odkładał wszystko na jutro.
– Z kranu kapie!
– Zrobię to jutro.
– Wynieś śmieci.
– Jutro.
– Kiedy poszukasz lepszej pracy?
– Już niedługo.
A później, jakby tego wszystkiego było mało, Marek został zwolniony z pracy i wcale nie spieszył się ze znalezieniem nowej. Powiedział, że pensja mu nie odpowiada, potem było daleko od domu, potem było dużo pracy za taką pensję, potem nie przeszedł okresu próbnego…
I zdałam sobie sprawę, że po prostu nie mamy pieniędzy na mieszkanie, media, a także na gotowanie jedzenia. Moja pensja nie była wystarczająca, dramatycznie niewystarczająca.
Moi rodzice mieszkali daleko i mieli jeszcze moje siostry, którym pomagali. Zresztą, po co miałam prosić ich o pieniądze, skoro ja inwestuję w rodzinę, a Marek nie. Dlatego niech jego matka płaci – tak pomyślałam.
Przeczytaj także: Lekarz powiedział, że nie będę mogła sama mieszkać. Teraz żadne z dzieci nie chce mnie zabrać do siebie
Zadzwoniłam do niej.
– Dzień dobry, niezręcznie prosić mi o pomoc, ale mamy teraz problemy finansowe… Czy mogłabyś pomóc nam opłacić czynsz?
– Po co płacić? – mówi teściowa – Zamieszkajcie ze mną. Moje mieszkanie jest duże, wszyscy się zmieścimy.
Byłam zszokowana. To jakby wyjść z ognia i jeszcze raz wpaść w płomienie, ale nie było dokąd pójść, więc spakowaliśmy nasze rzeczy i zamieszkaliśmy z nią.
I tu się zaczęło!
Wracam do domu prawie w tym samym czasie co teściowa, a Marek leży na kanapie w domu.
– Synu, co jest do jedzenia? – zapytała surowo teściowa.
– Jestem mężczyzną.
– Jesteś bezrobotnym mężczyzną, dziecko – krzyknęła. – Jesteśmy zmęczone pracą i nie mamy zamiaru stać przy kuchence.
I zdarzył się cud – Marek wstał i poszedł do sklepu!
Po tygodniu gotowania znalazł pracę, ale to nie zrehabilitowało go w oczach matki:
– Pracujemy we trójkę, więc wszystko musimy robić we trójkę, tak będzie wszystkim szybciej i łatwiej.
Marek był nie do poznania – nie leżał na kanapie. A jeśli nie mył naczyń, to odkurzał czy wynosił śmieci. I to wszystko nie było „jutro”!
A teraz mąż chyba ma dość, bo zaczął mnie namawiać do powrotu do wynajętego mieszkania:
– Chodźmy. Tak dobrze nam się żyło!
A ja powiem szczerze, nie chcę nigdzie iść. Wreszcie mam czas na wszystko i pieniądze na wszystko.
Teściowa też się wtrąca na moją korzyść i mówi:
– Po co iść? Mieszkacie ze mną, zbierajcie na swoje cztery kąty. Kiedy będziecie mieć dziecko, pomogę również przy nim, jak przejdę na emeryturę.
Jak przekonać męża? Widzę, że ma dość i chciałby dawnego życia, gdzie nie musi niczego robić.


