Dom pełen niezaproszonych gości, czyli jak wygląda życie na polskiej wsi, gdy rodzina i znajomi prze…

Nieproszonych gości cały dom

A ci mili ludzie nie mogliby mieszkać gdzie indziej? zapytała żona. Przecież hoteli w okolicy nie brakuje!
Ależ oni przecież nie przyjechali tu nas dręczyć. Mają swoje kłopoty, przyjechali wszystko poukładać i zaraz wyjadą!
A na ich miejsce zaraz przyjadą kolejni! Wczoraj słyszałam, że jakiś Andrzej Nowak nie mam pojęcia, kto to mieszka tu już drugi rok!
Ile to jeszcze potrwa! wykrzyknęła Jadzia. To się w głowie nie mieści!

O co znowu chodzi? zapytał Paweł, przeciągając się leniwie w łóżku.

Co? Tam! Jadzia wskazała energicznie na okno. Za chwilę zaczynają zawody w siatkówce!

Fajnie! Paweł przeciągnął się jeszcze bardziej.

Ty chyba nie mówisz tego poważnie! oburzyła się Jadzia, zaciągając zasłony. Jeszcze powiedz, że też tam pójdziesz!

Nie, lepiej poleżę jeszcze chwilę uśmiechnął się. Tobie też radzę!

Jadzia przysiadła na brzegu łóżka:
Powiedz mi, kto normalny organizuje zawody w siatkówce na dworze na początku grudnia?

A czemu nie? wzruszył ramionami Paweł. Śniegu nie ma, mrozu też. Sucho i pogodnie. Czemu nie pokopać piłki?

Jeszcze wszystkie okna powybijają jęknęła Jadzia. Tam nie ma żadnych zawodowców, piłka będzie latać po całym podwórku!

Jak zbiją, to wstawią nowe przeciągnął się Paweł.

Jadzia spojrzała na niego sceptycznie. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale z dołu dobiegł głos:

Kochaniutcy, śniadanie już gotowe! Serniczki na gorąco! Potem będziecie się całować! Szybko, póki ciepłe!

Ciocia Marysia znowu w swoim żywiole uśmiechnął się Paweł.

Właściwie śniadanie to żona powinna mężowi szykować! prychnęła Jadzia.

Możesz za to zrobić kawę! roześmiał się Paweł.

Kochaniutcy, kawa też już stygnie! ponownie dobiegło z dołu.

No widzisz! Jadzia wskazała drzwi. Za chwilę ciocia Marysia nawet w łóżku mnie zastąpi?

Nie przesadzaj! zaśmiał się Paweł. Tu twoje miejsce zawsze będzie tylko twoje! Chodźmy na śniadanie, bo naprawdę stygnie!

Jadzia westchnęła i narzuciła na siebie szlafrok.

Po drodze i na samej kuchni nie spotkali absolutnie nikogo.

Niesamowite mruknęła Jadzia myślałam, że już nigdy nie uda mi się być z mężem sam na sam we własnym domu!

Czasem zdarzają się takie niespodzianki zaśmiał się Paweł. Ale przynajmniej jest tu zawsze wesoło! Po śniadaniu możemy popatrzeć na siatkówkę, a wieczorem pan Stanisław obiecał zrobić grilla!

Dym, smród i znowu coś się spali krzywiła się Jadzia, nakładając serniczki.

Mówisz o domku gościnnym? zaśmiał się Paweł. Przecież już postawili nowy! Lepszy niż wcześniej i trzy razy większy!

No jasne, żeby jeszcze więcej gości mogło przyjechać! Jadzia była wyraźnie niezadowolona. Nawet połowy imion nie pamiętam!

Można by im namalować plakietki! I jeszcze stopień pokrewieństwa, żeby wiedzieć, kto kim jest!

I tak się pogubimy, bo zaraz cała lista się zacznie Paweł zamyślił się. Najpierw żona brata twojego męża, a potem jak Bóg da!

Jadzia próbowała sobie wyobrazić.

Do końca nie doczytasz, a już zgłupiejesz!

Na tym rozmowa umilkła, bo serniczki były naprawdę pyszne. W lepszym nastroju Jadzia zapytała potem:

Pawle, jak długo to jeszcze potrwa?

Co masz na myśli? Paweł dobrze rozumiał, ale wolał dopytać.

Ci wieczni goście powiedziała Jadzia. Rozumiem gościnność, ale wszystko ma swoje granice!

Wczoraj z czystej ciekawości postanowiłam policzyć ich wszystkich. Pawle, pogubiłam się po trzeciej dziesiątce!

A przecież to trzydzieści osób w gościach, którzy nawet nie myślą wyjeżdżać!

Nie tak wyobrażałam sobie nasze życie rodzinne!

Ale przecież to życie rodzinne! A ci ludzie można powiedzieć też są jakby naszą rodziną! odpowiedział Paweł.

Po łebkach! Przez trzy kolana od strony żony twojego brata! mruknęła Jadzia. Nawet twój brat, przez którego się tu zjawili, nie jest im rodziną!

Gdyby porządnie pogrzebać w terminologii, to na pewno mają jakieś oficjalne nazwy dla tych pokrewieństw, tylko my ich nie znamy! Paweł wzruszył ramionami. A poza tym są mili!

A ci mili ludzie nie mogliby mieszkać gdzie indziej? drążyła Jadzia. Jakby hoteli u nas brakowało!

Przecież nie przyjechali tu nas uciemiężać! Mają swoje zmartwienia. Załatwią je i wyjadą!

Tylko, że na ich miejsce zaraz przyjeżdżają inni! Wczoraj słyszałam, że Andrzej Nowak, nie mam pojęcia kto to, mieszka tu już drugi rok!

Nawet zatrudnił się w sklepie spożywczym jako księgowy! A ciocia Marysia, u której jadamy serniczki, sprząta trzy sąsiednie domy jak prawdziwa gosposia!

No widzisz, radzą sobie! uśmiechnął się Paweł.

Jak tak dalej pójdzie, wracam do miasta! Moje mieszkanie w Krakowie wciąż jest wolne! Lepiej mieszkać we dwójkę niż tu w tym zgiełku!

***

Gdy Jadzia zaczynała z Pawłem, to był ryzykowny krok. Był starszy od niej o dziesięć lat, a ona sama też dawno przestała być młódką. Gdy poznała Pawła, miała dwadzieścia pięć lat.

Od razu pojawiły się pytania:
A czemu Paweł nie żonaty w takim wieku? Co z nim nie tak?

Ale przecież i ją można było o to samo spytać:
Czemu nie wyszłaś za mąż do dwudziestki piątki? Co z tobą nie tak?

Odpowiedź Jadzia znała. Skończyła studia jako architekt, ale z samego dyplomu się nie wyżyje. Chciała nie tylko zyskać doświadczenie, ale i wyrobić sobie nazwisko.

Najbardziej zależało jej jednak na tym, by móc samodzielnie się utrzymywać i mieć prawo wybierać partnera, a nie brać, co się trafi!

Najpierw pracowała w państwowej instytucji, potem przeszła do prywatnej firmy realizującej inwestycje.

Było ciekawiej, lepiej płatne, tylko trzeba było radzić sobie z klientami, a ci czasem byli dość trudni. Ale praca to praca!

Z taką pracą trudno o poważniejsze związki.

O Pawle ustaliła po małym śledztwie, że i on nie miał lekko. Jego brat, Michał, prowadził firmę, którą założył zaraz po studiach. I niemal natychmiast się ożenił.

By móc sobie pozwolić na niekończące się nadgodziny, ściągnął Pawła do pomocy. A raczej zrucił na niego wszystkie obowiązki, jakie tylko zdołał. Paweł ledwie wrócił wtedy z wojska.

Paweł musiał więc jednocześnie zdobywać wykształcenie i zarządzać firmą.

Trzeba mu oddać, że radził sobie doskonale, ale na własne życie nie miał czasu. Gdy Michałowi urodził się syn, Paweł nie zawsze wracał nawet do domu.

Bracie, może byś w końcu zaczął pracować? spytał któregoś dnia Paweł.

Pawle, wszystko mnie już rozczarowało powiedział Michał z rezygnacją. Nie chcę być biznesmenem!

To kim chcesz zostać? spytał Paweł.

Pracować rękami! Skończyć zmianę i wracać do żony i syna! mówił z marzeniami w oczach Michał.

A z takiej pracy wystarczy ci na życie? dopytywał Paweł.

Z Natalką planujemy przeprowadzić się w Bieszczady wyciągnął dokumenty. Firmę i wszystko przepisuję na ciebie! Świetnie sobie radzisz! Pracuj!

Zostaw mi jakiś numer konta, żebym ci coś z zysków odsyłał rzekł Paweł, otrząsając się z szoku.

Po tym wszystkim Paweł miał już zupełnie z górki.

Mając trzydzieści pięć lat, Paweł uznał, że nadszedł czas na własną rodzinę.

Jadzia i Paweł zakochali się od razu. Gdy już poznali siebie i porozmawiali o swoich obawach, miłość przyszła sama. Po pół roku, nie czekając dłużej, wzięli ślub.

Mieszkali w mieszkaniu Jadwigi.

Kocham cię, ale tu jest mi wygodniej rumieniła się Jadzia. Mam pięć minut pieszo do pracy! A nie lubię wcześnie wstawać!

Nie ma problemu Paweł wzruszył ramionami. Nie miałem jeszcze własnego mieszkania, zawsze wynajmowałem. Kupić mogłem, ale nie wiedziałem gdzie. Chcę, byś ty zdecydowała jesteś moją żoną! Gdzie powiesz, tam kupię!

Marzyło mi się życie poza miastem wyznała Jadzia. Ale nie wiem, czy pozwolą mi zdalnie pracować!

W naszej firmie to nie jest przyjęte. Nawet jak wszyscy byli na home office, każą siedzieć w biurze!

Postaw sprawę jasno: albowiem umożliwią ci taką pracę, albo odchodzisz do konkurencji! uśmiechnął się Paweł. Albo zakładamy własną firmę i konkurujemy!

Najpierw spróbuję porozmawiać uśmiechnęła się Jadzia.

A dom pod Krakowem mam rzucił Paweł. No, ale…

Jedyne, o co prosił Michał przed wyjazdem:

Pawle, u Natalki spora rodzina! Jakby kiedyś przyjechali coś załatwić czy zostali na noc, nie odmawiaj! Przyjmij ich! Są dobrzy ludzie, ale nie pozwól sobie wejść na kark!

A gdzie ich pomieścić? W hotelach wynajmować pokój? zdziwił się Paweł.

Aha! Rok temu kupiłem dom, ale w końcu tam nie zamieszkaliśmy! Przepisałem go na ciebie! pomachał papiery Michał i odjechał w Bieszczady.

A, jeszcze jedno: mam tam trochę gości z rodziny Natalki. Dom jest ogromny, jest też domek gościnny, więc myślę, że się nie pokłócicie!

Gdy Jadzia przeprowadzała się do domu Pawła za miastem, nie miała pojęcia, jak wielu tam jest gości. Przywitano ją z takim rozmachem, że poczuła się wręcz nie na miejscu.

Wszyscy byli uśmiechnięci, pomocni i we wszystkim chcieli się angażować.

W miesiąc poznała tysiące życiowych tragedii, które ściągnęły do tego domu kolejnych ludzi.

Ktoś się rozwodził i dzielił majątek, ktoś uciekł od męża tyrana, innych dzieci wyrzuciły na bruk, jeden odszedł sam z rodzinnego domu, a kogoś wyrzucono za zdradę.

Ktoś miał remont w swoim mieszkaniu w Katowicach, inny został oszukany przez cwaniaków i stracił dach nad głową. Ktoś tu przyjechał na studia, ktoś zwyczajnie nie miał gdzie wracać.

Goście byli we wszystkich grupach wiekowych, o różnych zawodach i temperamentach. Był nawet profesor, którego młoda żona wyrzuciła po latach; czekał, aż sprzeda wspólne mieszkanie.

Atmosfera była przyjazna.

Jadzia musiała jednak też pracować. Trafił jej się jeden uciążliwy klient, który sam nie wiedział, czego chce. Pewnego dnia pan Henryk, emerytowany architekt, przechodząc obok, wsłuchał się w rozmowę, odsunął Jadzię od laptopa i powiedział:

Proszę pana, proszę nacieszyć się opinią dziewczyny, bo sam pan nie widzi, że nie zna się na rzeczy!

Dziewczyna dobrze zrobiła, będzie pan tam mieszkać i się cieszyć!

Jak będzie pan się upierać, a dom się rozpadnie jak domek z kart nie miej pretensji!

Klient przyjął poprawki Jadzi, a ona po rozmowie zapytała pana Henryka skąd to wie.

Kochana, przepracowałem jako architekt trzydzieści sześć lat uśmiechnął się. Jakby co, pytaj śmiało!

Pomoc Henryka była nieoceniona, ale ogólne zamieszanie i ciągły gwar nieco ją drażniły. Nie tak wyobrażała sobie życie na wsi z mężem.

Tu ciągle ktoś się kręcił!

***

Jadziu, jeśli naprawdę będziesz chciała wrócić do miasta wrócimy powiedział Paweł. Ale chyba jeszcze nie wszystko rozumiesz, jeśli chodzi o naszych gości.

A co powinnam zrozumieć? popatrzyła na męża.

Żaliłaś się, że spalił się domek gościnny. Ale czy wiesz, że już stoi nowy? uśmiechnął się Paweł. Domyślasz się, ile to kosztowało?

Pewnie fortunę zgadywała Jadzia niepewnie.

Nic! Paweł zrobił palcami kółko. Wszyscy razem się złożyli i sami wybudowali!

Jadzia otworzyła szeroko oczy.

Tak samo płacą za media i utrzymanie! Wszystko, co zużywamy my i oni opłacają razem! Sami też kupują jedzenie i gotują!

Sami dbają o porządek, naprawiają, co trzeba. W rzeczywistości to my żyjemy w tym domu na ich koszt!

Ktoś pracuje, ktoś dorabia. Ich pomoc czy rady bezcenne!

A są tu przedstawiciele chyba wszystkich zawodów: księgowi, inżynierowie, prawnicy, ekonomiści, hydraulicy i elektrycy, nawet profesor biologii!

I architekt dodała Jadzia, wspominając pomoc Henryka.

On podzielił się sekretami zawodowymi, które bardzo się jej przydały.

Wiesz, ostatnio podwoiłem zysk firmy, bo skorzystałem z rady naszych gości! dodał Paweł. Można by ich zatrudnić na etat!

Ale wiesz, co najdziwniejsze? Paweł ciągnął dalej. Oni niczego nie wymagają! Po prostu mieszkamy tu razem jak dziwna wielka rodzina!

Nagle w kuchenne okno wpadła piłka i rozsypała szkło po podłodze. Po chwili do kuchni wbiegł Staszek:

Wacek już pojechał do miasta po nowe szkło! Nie martwcie się, za dwie godziny wszystko będzie jak nowe! I przepraszam! chwycił piłkę i wybiegł.

No, tak to wygląda z uśmiechem powiedział Paweł.

Chyba kiedyś się przyzwyczaję powiedziała zamyślona Jadzia.

Ale już po miesiącu nie czuła ciężaru tych wszystkich ludzi. I nawet nie postrzegała ich jako gości byli po prostu jedną wielką rodziną.

Oceń artykuł
TwojaCena
Dom pełen niezaproszonych gości, czyli jak wygląda życie na polskiej wsi, gdy rodzina i znajomi prze…