Nie rozumiem, o co chodzi mojej córce? Coraz bardziej zaczyna przypominać swojego bezmyślnego brata. Boje się jej i tego, co jeszcze wymyśli.
Jestem już na emeryturze, ale dorabiam sobie, gotując po domach. Praca jest ciężka, bo czasem stoję nawet po 6 godzin, a mam chore kolana. Robię to wszystko dlatego, że mam córkę i syna, a w zasadzie córkę i synową. Staram się pomagać dzieciom. Córce uskładałam trochę pieniędzy na wkład własny do kredytu na mieszkanie, a syn poprosił mnie o samochód.
Powiem Wam tak, o córkę jestem w pełni spokojna. Jej mąż to bardzo dobry człowiek i zaradny, nie spotka ich krzywda. Mają dwójkę dzieci, chłopacy chodzą już do szkoły podstawowej. Może nie żyją bogato, ale też nie głodują.
Za to mój Staszek… On to nie potrafi się w żaden sposób ustatkować. Co prawda, ożenił się z dziewczyną z naszego miasta i mają syna. I tak żyliby szczęśliwie, ale on znalazł sobie inną i zostawił żonę oraz dziecko na pastwę losu.
Przeczytaj także: Gdy ja haruję na gospodarstwie, mąż z teściową planują jak pozbyć się mojego majątku. To jest obrzydliwe!
Nie pochwalam jego działań, ale co mogę zrobić, jest już na tyle dorosły, że może podejmować własne decyzje. Sąsiadki czasem, jak się spotkamy, zarzucają mi, że nie próbuję mu nawet poukładać w głowie. A przecież on sam powinien mieć głowę na karku. Co stara matka może w takiej sytuacji?
Mój syn poszedł do drugiej i powiedział mi, że wszystkiemu winna jest jego żona. Nie wtrącam się w ich sprawy, ale nadal utrzymuję kontakt z moją synową.
20 sierpnia były moje urodziny, więc ją zaprosiłam. Syn się obraził, zaszantażował mnie, że nie przyjdzie, a ja mu powiedziałam, że to jego sprawa.
Parę dni wcześniej byłam z córką i jej dziećmi na zakupach, kupowaliśmy dzieciom do szkoły wszystko i sama się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, jakie to wszystko jest drogie. Na dwójkę dzieci wydaliśmy prawie tysiąc złotych. Za wszystko zapłaciłam ja, chciałam ją odciążyć choć trochę.
A w moje urodziny, kiedy odwiedziła mnie synowa, zapytałam, czy wnuczek jest już gotowy do szkoły. Odpowiedziała, że musi wziąć pożyczkę, bo nie wystarczy jej na zeszyty dla niego.
Było mi tak przykro, że mój syn nie potrafi wziąć odpowiedzialności i na tym cierpi dziecko, że wyjęłam z torby 200 złotych i dałam synowej.
Moja córka to zobaczyła i poczuła się urażona, bo uważa, że synowa jest nam obca. – Wyjdzie za innego mężczyznę i tyle ją widzieliśmy! – skomentowała.
Powiedzcie mi, czy nie zrobiłam tak, jak należy? Nie planuję niczego z góry, jak mam okazję pomóc, to pomagam.




