Człowiek o ciężkim charakterze

Boże, Jurek! Jakim ty jesteś trudnym człowiekiem! Jak z tobą ciężko! No dlaczego nie możesz po prostu zrobić tego, o co proszę, co?

Czasem łapię się na tych słowach. Patrzę na Jurka, siedzącego na kanapie w apartamencie hotelowym w Sopocie i próbuję zrozumieć, co takiego się z nami dzieje. Z jednej strony przecież wszystko mamy: piękne życie, podróże po świecie, dom pod Warszawą, i nasza córka Kasia. Z drugiej nieustannie ścieramy się o drobiazgi. Może on po prostu taki już jest Trudny.

Często myślę, jak bardzo się od siebie różnimy. Ja podobno piękna, wysoka, o ciemnoniebieskich oczach, zgrabna (tak mówią), zauważana na każdym kroku. On niski, przy kości, z rękami dłuższymi niż nogi, i z tą łysiejącą głową. Tylko oczy ma wyjątkowe przenikliwe, mądre, czułe. Kiedyś żartowałam, że wyglądamy jak Hefajstos i Afrodyta, tylko zamiast młota, Jurek zwykle nosił Kasię na rękach.

Kasia… Moja córeczka. Wzięła ode mnie kolor oczu i tę burzę rudych loków, z którymi nie dawałam sobie rady. Całą resztę ma po Jurku i charakter, i posturę. Od dziecka była raczej tatusiową dziewczynką. W hotelu śmigała jak ognistowłosy duszek po korytarzach, a Jurek usiłował za nią nadążyć.

Krystyno, jeśli naprawdę chcesz pojechać na tę wycieczkę, to po prostu jedź. Ale moim zdaniem Kasia jest jeszcze za mała na takie atrakcje. Daleko, gorąco, zaraz zacznie płakać, nudzić się i zepsuje ci cały dzień tłumaczył mi łagodnie Jurek.

A ty? Po co w ogóle przyjechałam tu z mężem? W hotelu muszę się wszystkim odpierać, tak bardzo mnie podziwiają, a ciebie to w ogóle nie interesuje, prawda? Wszystko ci jedno!

I wtedy Kasia tuliła się mocniej do ojca, chowając głowę w jego szyję.

Ależ kochanie! Strasznie cię kocham, naprawdę Jurek się uśmiechał i głaskał córkę po głowie. Może wymyślimy coś innego? Popłyńmy jachtem albo spróbujmy nurkowania? Co byś wolała?

Ja chcę zobaczyć piramidy! odcięłam się, po czym odwróciłam plecami. Nie chcesz? To nie! Pojadę sama!

Ten nasz mały skandal był do przewidzenia. Jurek machnął tylko ręką, kiedy wyszłam nad basen, zostawiając ich oboje chyba już się przyzwyczaił. Tak wyglądało nasze życie. On wiecznie zajęty finansista, porządny i uczciwy, ja młoda, lubiąca być podziwiana. Tak samo żyli wszyscy w naszym warszawskim towarzystwie.

Jak to się w ogóle stało, że wylądowaliśmy razem? Pewnie dlatego, że Jurek sam nigdy nie potrafił znaleźć kobiety. Z koleżankami z pracy rozmawiał świetnie, miał genialne poczucie humoru, był miły, ale wystarczyło, że zaczynał czuć coś więcej, i kompletnie się gubił. Jego świat to były spotkania służbowe, mama w domu pod Piasecznem i czasem jakaś przypadkowa znajomość, bardziej dla zdrowia niż dla serca, jak zwykła mawiać jego matka, Inessa Pawłowna.

Pewnego dnia wypaliła:
Jureczku! Długo już zachwycałam się tobą. Sam się nie ożenisz. Musimy znaleźć ci swatkę!
Kogo? parsknął Jurek, popijając herbatę z moim malinowym dżemem na werandzie.
Trzeba działać profesjonalnie stwierdziła mama. Ty się nie znasz na kobietach; ja też nie. Wypisz, kogo szukasz, jak ma wyglądać, jakie ma mieć cechy

Nie miał wyboru dał się wciągnąć w tę grę. Podszepty mamy, kawa z ciasteczkami, niekończące się pytania. Oczy, włosy, charakter, upodobania Na koniec mama zgarnęła listę.
Takiej nie znajdziesz mruknął tylko.
Poczekamy, zobaczymy!

I tak pojawiłam się ja. Wierzchnia warstwa się zgrała wszystko, co sobie wymarzył, ale wnętrze okazało się niespodzianką. Nasze małżeństwo szybko przyjęło formę kontraktu. Z osobną sypialnią (bo jak można spać przy tym jego chrapaniu!), ze wspólnymi wyjazdami, z podziałem obowiązków. Dla Jurka mogłam być wszystkim, byle tylko pojawiło się dziecko.

Ale dziecka nie chciałam. Odpowiedzialność, zmiana figury, wycieczki odwołane na kilka lat Przypilnowałam jednak, by ustalić warunki, i w końcu, kiedy już wypadało, zgodziłam się na Kasię.

Macierzyństwo okazało się nie dla mnie. Nie karmiłam piersią bo potem trzeba się poddać operacji plastycznej? Szukałam opiekunki, Jurek i moja mama próbowali mnie przekonać, ale się nie dałam. Na szczęście jego mama, Zofia, zgodziła się pomagać. I wtedy doszło do pierwszej poważnej kłótni.

Po co mi mama nad głową?! Będzie mnie pouczać? Ty wcale nie chcesz mi pomóc! płakałam, zła, bezradna.
Krystyno, kocham cię, ale naszą córkę też. Przynajmniej będzie miała kogoś, kto ją kocha oprócz mnie odpowiedział Jurek stanowczo.

Tak Zosia wprowadziła się do nas i stała się Kasi niemal drugą mamą. Prawdziwej matki dziewczynka prawie nie znała. Nasza córka rosła otoczona opieką dwóch babć i ojca, bo ja nawet jeśli byłam obecna, i tak myślami byłam już gdzieś indziej.

Tak płynęły lata. Balet, prywatne przedszkole, podróże po połowie Europy. Kasia zachorowała podczas zwykłego wyjazdu do Zakopanego. Niby zwykłe przeziębienie, ale Jurek od razu czuł, że coś jest nie tak.

No proszę, cały urlop stracony! krążyłam po pokoju, czekając na lekarza. A Jurek spokojny, skupiony na córce.
Okazało się, że przesadzam. Ale gdy tylko Kasia znowu poczuła się gorzej, natychmiast wróciliśmy do Warszawy i zaczęło się: badania, szpitale, niepewność

Jurek natychmiast odsunął się od biznesu, był ciągle z Kasią. Ja też byłam przy niej, ale to on znał odpowiedzi na wszystkie pytania lekarzy. Oni szybko zorientowali się, że ta elegancka panna obok dziewczynki, to tylko dekoracja. Wszyscy pytali już tylko Jurka.

Leczenie pochłaniało wszystkie nasze oszczędności. Jurek sprzedał dom, potem część firmy, by opłacić operacje i leczenie za granicą. Koniec luksusu. Mnie zostawił mieszkanie w Warszawie, samochód, trochę oszczędności. Chcę tylko, żebyś odwiedzała Kasię raz na tydzień i pojechała z nami, kiedy będzie trzeba ją operować, reszta cię nie obchodzi oznajmił.

Wiedziałam, do czego to prowadzi. Otrzymałam wolność, na którą niby czekałam. A on mój trudny człowiek został z córką i matkami. Bohater? Przede wszystkim prawdziwy ojciec.

Rok po operacji wracali do domu już bez mojej obecności. Kasia powoli dochodziła do siebie, otoczona babciami i Jurkiem. Ja błąkałam się po zachodnich miastach, próbując odnaleźć siebie. Nauczyłam się żyć sama, ale pustka ciągnęła się za mną jak cień. Dwa lata rehabilitacji i nadzieja, która tylko czasem płonęła jaśniej i znów przygasała.

Kiedy Kasia kończyła piętnaście lat, wróciłam. Z napięciem weszłam do jej salonu podczas przyjęcia urodzinowego, jakbyśmy były sobie obce.
Córciu szepnęłam, ściskając jej dłoń. Spojrzała na mnie tymi zimnymi niebieskimi oczami, tak twardo, jak potrafił tylko Jurek.
Mamusiu odpowiedziała cicho, nie zwracając się do mnie jak do matki, ale jak do dalekiej znajomej.
Chciałam ją objąć, wytłumaczyć, dlaczego tak było, że musiałam wyjechać, żyć po swojemu, przeżyć swój czas. Ale zatrzymała mnie jednym gestem.
Nie teraz, spokojnie. Kiedy indziej porozmawiamy.

Na chwilę zniknęła z gośćmi, potem przyprowadziła mnie do gabinetu ojca. Usiadła na parapecie, odsunęła zasłony i patrzyła na mnie spod rzęs.
Wiesz, do czego mnie nauczył ten twój trudny człowiek? Wyrozumiałości. Przebaczenia. A mimo to nie wiem, czy potrafię ci to dać, bo mam wszystko, co powinna mieć dziewczyna: tatę, babcie, dom, życie. Tylko ciebie w nim nie było. I nie jestem pewna, czy jesteś mi jeszcze potrzebna.

Nie umiałam odpowiedzieć. Czułam tylko, jak osuwa się we mnie resztka dobrze znanych emocji gniewu, żalu, próżności.

Ale dam ci szansę. Zobaczymy, co będzie. Dla taty podsumowała, z tą swoją nieugiętą miną. I już miała wyjść, kiedy zatrzymała się w drzwiach:
Powiedz, mamo trudna jestem?

Patrzyłam na nią, na tę dojrzałą, piękną dziewczynę, która już nie była moim małym dzieckiem. Poczułam ulgę.
Tak. I dobrze. Bo jesteś jak on. I to jest najwspanialsze, co mogłam ci przekazać.

Czerwone włosy Kasi przemknęły za drzwiami i zniknęły. Stałam przez chwilę przy oknie, opierając dłoń o miejsce, gdzie chwilę wcześniej była jej ręka. Myślę, że była w tym jakaś nadzieja. A potem po prostu poszłam do ludzi, nauczyć się być matką tak naprawdę, na nowo, po polsku, choć pewnie już nigdy nie tak, jak wyobrażałam sobie dawniej.

Oceń artykuł
TwojaCena
Człowiek o ciężkim charakterze