Czasem role mogą się odwrócić. Nigdy nie wiadomo, co Cię w życiu spotka

Jestem po tygodniowej podróży służbowej po kilku miastach. Miałam porównać wskaźniki urodzeń i umieralności niemowląt między rejestrami i szpitalami położniczymi.

Kiedy moja podróż dobiegła końca, wieczorem do swojego domu, zaprosiła nas dyrektor szpitala, w którym znajdował się również oddział położniczy.

Miała na imię Małgorzata. Dla mojej przyjaciółki po prostu Małgosia, dziewczyny znały się dobrze.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jest lekarzem na tak wysokim stanowisku, dopóki towarzysząca mi koleżanka Agata, kierownik  wydziału zdrowia, nie powiedziała mi o tym. Myślałam, że to pielęgniarka, młoda, szczupła, niska, bez żadnej arogancji tak charakterystycznej dla lekarzy tej rangi.

– Ona ma bardzo ciekawą historię – powiedziała moja towarzyszka.

Usiadłyśmy przy stole na wygodnych krzesłach, zjadłyśmy obiad, a kiedy pani domu wyszła, Agata zaczęła mi o niej opowiadać:

– Małgosia ma 35 lat. Trzynaście lat temu, ukończyła z wyróżnieniem studia medyczne w Krakowie. Jej ojciec, Ryszard był ordynatorem chirurgii, teraz jest na emeryturze. Mimo, że jego córka studiowała, wyszła za mąż i urodziła trójkę dzieci.

– W czasie urzędowania ojca, przejęła od niego umiejętności. Wykonywała skomplikowane operacje, cesarskie cięcia, uratowała kilkanaście osób. Szybko zyskała duże uznanie, większe nawet niż jej ojciec, który na swój autorytet pracował przez dziesiątki lat.

– Gdy po raz trzeci zaszła w ciążę, jej poród zbiegł się z emeryturą ojca. On,70-letni chirurg z 45-letnim stażem, został wysłany na zasłużony wypoczynek. Na jego miejsce wskoczyła córka, oczywiście po wygranym konkursie, ale nie miała równych sobie. Dzieckiem opiekowała się jej teściowa.

– Ludzie z prawie z całej Polski starali się do niej dostać. Wzywali ją do szpitala w nocy, w weekendy i święta. Działała bez wytchnienia.

– Podczas jej pracy, nie było ani jednego zapalenia otrzewnej, ani jednego zgonu, ani jednej śmierci matki. Jest z czego być duma.

– Kiedyś, podczas jednej operacji, Małgosia poczuła się źle i zemdlała. Na początku nie wiedzieli jaka była przyczyna. Zabieg dokończył jej asystent. Lekarze szybko wezwali jej ojca, dziewczyna zapadła w śpiączkę. Wezwano najlepszych lekarzy z województwa. Z jakiegoś powodu, jej tato poprosił o klucze do jej gabinetu i natychmiast tam popędził. Na stole, oprócz owoców i dzbanka z herbatą, nie było nic.

– Doszła do siebie dopiero po dwóch tygodniach. W tym czasie jej ojciec i brat, również lekarz, pełnili przy niej dyżury. Nie dopuszczali do niej żadnych obcych osób. Kończyny dziewczyny były bezwładne. Nie riuszała ani ręką, ani nogą. W takim stanie rodzina zabrała ją do domu. Po trzech miesiącach w pełni wyzdrowiała.

– Co było przyczyną jej nagłej i niezrozumiałej ciężkiej choroby? W czajniku, który jej ojciec zabrał z gabinetu, odkrył rtęć. Taki zwykły rodzaj, z rozbitego termometru.

– Kobieta została otruta. Kto mógł to zrobić? Sekretarka robiła herbatę. Prawdopodobnie to ona wlała rtęć do czajnika, ale nigdy jej tego nie udowodniono. Ojciec Małgorzaty zgłosił sprawę na policję, lecz brakowało dowodów. Mimo, że sekretarka robiła herbatę, to przez gabinet przewinęło sie jeszcze kilka osób, które zazdrościły jej stanowiska.

W tym czasie gospodyni przerwała rozmowę swoim gościom i podeszła z pokrojonym arbuzem. Zauważyłam, że w ogóle się nie uśmiechała, niewiele mówiła i ogólnie nie wyglądała na lekarza, tylko jakąś drobną nastolatkę o małych dłoniach. Jej wygląd nie pasował do ciężkiej pracy chirurga.

Kiedy znów wyszła, moja rozmówczyni kontynuowała swoją opowieść:

– Pół roku później, po tym jak Małgorzata poszła do pracy, syn dyrektora szpitala, został potrącony przez sąsiada. 12-latek trafił do szpitala w ciężkim stanie. Było to w dniu jej urodzin, które spędzała z rodziną i liczną grupą przyjaciół.

Ojciec chłopca błagał ją o operację dziecka. Porzucając swoich gości, kobieta przybyła do kliniki z ojcem i bratem. Operacja trwała sześć godzin. Chłopiec stracił bardzo dużo krwi. Chirurdzy dosłownie zbierali jego wnętrzności w kawałki, a on przeżył. W szpitalu przebywał ponad miesiąc, po czym został wypisany do domu.

Dzień po wypisie małego pacjenta, Dyrektor poprosił o zwolnienie go ze stanowiska i przeniesienie na stanowisko zwykłego chirurga. W tym samym podaniu polecił na swoje miejsce Małgorzatę.

Wieczorem, już po dobrym koniaku, udał się do domu Małgosi i powiedział: „Wybacz mi wszystko, co było złe. Mam wobec Ciebie wieczny dług. Dziękuję nie tylko za uratowanie życia mojego syna, dziękuję za to, że jesteś człowiekiem. Patrzysz na mnie, bo nie jestem trzeźwy? Owszem, wypiłem trochę dla odwagi, ale jutro będę wszystko pamiętał. Nie odważyłbym się przyjść do Ciebie na trzeźwo”.

– A gdzie on teraz jest, ten lekarz?

– Widziałaś go w szpitalu, pokazywał Ci swoje statystyki. Nie wiedziałaś o tym wszystkim, więc nie zwróciłaś na niego uwagi. On nadal tam pracuje, jest zastępcą ordynatora. Sam tak wybrał. Jest teraz prawą ręką Małgosi. Jak to mówią: ” Kto nam wchodzi w drogę, ten nam pomaga”.

W tym momencie Małgorzata znów się pojawiła. Tak bardzo chciałam uściskać tę kruchą, ale silną i szlachetną dziewczynę, lecz powstrzymałam się i powiedziałam jej:

– Moje wyrazy uznania dla Ciebie, jesteś wspaniałym chirurgiem.

Właśnie wtedy ona uśmiechnęła się:

– Powiedziałaś już o mnie wszystko? Och ta Agata! Gdyby nie ona, nikt by o tym nie wiedział, Ty też Agnieszko.

To prawda, że czasem role w życiu mogą się odwrócić. Małgorzata musiała przejść przez takie męki, aby jej najgorszy wróg, stał się jej najlepszym pomocnikiem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Czasem role mogą się odwrócić. Nigdy nie wiadomo, co Cię w życiu spotka