Po 10 latach wspólnego życia mój mąż mnie opuścił. Zostałam sama z 6-letnim synem. Na początku było bardzo trudno: z jednej strony ból emocjonalny, z drugiej strony brak pieniędzy. Zdecydowałam się wyjechać za granicę do pracy. Zostawiłam syna u mojej matki i wyjechałam. Moja mama mieszkała na wsi. Opiekowała się moim synem, dbała o niego i go kochała. Kilka lat później dowiedziałam się, że moja mama zmarła, więc musiałam wrócić do domu. Mój syn był już dorosły, ukończył szkołę i poszedł na studia. Kupiłam mu mieszkanie w mieście, w którym studiował. Do dziś tam mieszka.
Ale on mną gardzi, myśli, że go zdradziłam, zostawiając go samego. Zaczęłam mu tłumaczyć, że musiałam wyjechać, ponieważ nie mieliśmy pieniędzy, że wtedy były bardzo trudne czasy, ale bezskutecznie. Przypomniałam, że zawsze przesyłałam im pieniądze, żeby niczego mu nie brakowało. Podkreśliłam, że jego mieszkanie kupiłam właśnie za te zarobione pieniądze. Opowiedziałam mu, że mi też było bardzo trudno, że musiałam opiekować się starszymi osobami, że oszczędzałam na wszystkim, żeby móc zapewnić mu godne życie.
Lecz on nie chce mnie słuchać. Mówi, że go opuściłam, i że nie jestem dla niego matką. Dwa dni temu zadzwoniłam do niego, poprosiłam go, żeby przyszedł. Powiedziałam, że zamierzam kupić mu samochód, a on na to odrzekł: „Nie kupisz mnie za pieniądze”.
Można by pomyśleć, że jestem najgorszą matką na świecie i gorszej już nie ma. Moje serce boli, ponieważ zrobiłam to wszystko dla niego, a on się ode mnie odwrócił, mówiąc, że nie chce już ode mnie nic.
Teraz postanowiłam zadbać o swoje życie osobiste. Mój sąsiad się mną opiekuje, jest o pięć lat starszy ode mnie. Dobrze się dogadujemy i nie jest mi obojętny. Jeśli on poprosi mnie o rękę, zgodzę się. Ja też chcę w końcu żyć.




