Chłopiec obudził się w nocy, słysząc jęk chorej mamy – wzruszająca opowieść o Matwieju, jego wierze …

Chłopiec obudził się od jęku matki.

Chłopiec otworzył oczy i zobaczył, jak matka leży na łóżku, ciężko oddychając.

Mamusia, boli cię coś?

Marcinku, przynieś trochę wody…

Zaraz! rzucił się do kuchni.

Po chwili wrócił, niosąc szklankę.

Proszę, wypij!

Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Synku, otwórz! To pewnie babcia Halina przyszła.

Weszła sąsiadka, w ręce trzymała duży kubek.

Jak się czujesz, Marysiu? dotknęła jej czoła. Dziewczyno, masz wysoką gorączkę. Przyniosłam ci gorące mleko z masłem.

Wypiłam już lekarstwo.

Powinnaś leżeć w szpitalu. Tam cię dobrze wyleczą. I musisz porządnie jeść, a w lodówce u ciebie pusto!

Ciociu Halinko, wszystkie pieniądze wydałam już na lekarstwa… łzy napłynęły chorej do oczu. Nic mi nie pomaga.

Trzeba ci do szpitala.

A z kim zostanie Marcin?

A z kim zostanie, jak umrzesz? Masz dopiero dwadzieścia osiem lat, nie masz ani męża, ani grosza przy duszy pogłaskała ją po głowie No już, nie płacz!

Ciociu Halinko, co robić?

Zaraz zadzwonię po lekarza! Sąsiadka wyciągnęła komórkę.

Dodzwoniła się, wszystko wyjaśniła.

Powiedzieli, że ktoś przyjedzie w ciągu dnia. Idę do siebie. Jak przyjedzie, przyprowadź Marcina.

Sąsiadka wyszła do przedpokoju, chłopiec poszedł za nią.

Babciu Halinko, czy mama nie umrze?

Nie wiem, Marcinku. Trzeba prosić Pana Boga, żeby pomógł, ale twoja mama w niego nie wierzy.

Pan Bóg, taki jak dziadek? w oczach chłopca błyszczała nadzieja.

Trzeba pójść do kościoła, postawić świeczkę i poprosić, wtedy pomoże. No, idę już.

***

Chłopiec wrócił do matki zamyślony.

Marcinku, pewno głodny jesteś, a my nic nie mamy. Przynieś dwie szklanki.

Przyniósł, matka rozlała mleko do szklanek.

Pij!

Wypił, ale był jeszcze bardziej głodny. Maria od razu to zauważyła. Z trudem wstała, sięgnęła po portmonetkę.

Masz dwadzieścia złotych. Kup dwa drożdżówki i zjedz po drodze, a ja coś tu ugotuję. Idź już!

Odwiozła syna do drzwi, trzymając się ściany, ruszyła do kuchni. W lodówce tylko tania konserwa rybna, trochę margaryny, na parapecie dwie ziemniaki i cebula.

Trzeba ugotować zupę…

Zakręciło jej się w głowie, opadła bez siły na stołek.

Co się ze mną dzieje? Nie mam już siły. Połowa urlopu przeszła, pieniędzy brak. Jak nie pójdę do pracy, to z czego Marcina do szkoły przygotuję? On przecież za miesiąc idzie do pierwszej klasy. Nikogo nie mam, nikogo nie poproszę o pomoc. A do tego ta choroba. Trzeba było od razu iść do przychodni. A teraz, jak mnie położą do szpitala, co z Marcinkiem?

Powoli wstała i zaczęła obierać ziemniaki.

***

Głód ściskał go w żołądku, ale myśli Marcina podążały gdzie indziej:

Mama wczoraj cały dzień nie wychodziła z łóżka. Może serio umrze? Ciocia Halinka mówiła, że trzeba poprosić Pana Boga zatrzymał się i ruszył w stronę kościoła.

***

Już pół roku, jak wróciłem z frontu. Przeżyłem cudem. Chociaż chodzę o lasce, jakoś daję radę. Na rany już nie zwracam uwagi. A blizny na twarzy? Już mi wszystko jedno, nikt i tak za mnie nie wyjdzie z takimi myślami Nikodem szedł w stronę kościoła. Trzeba postawić świeczkę za chłopaków. Dziś rok mija, jak zginęli, a ja cudem się uchowałem.

Dwadzieścia lat temu poszedł do wojska i właśnie wrócił. Teraz był cywilem, ale czuł się nikomu niepotrzebny. Emerytura wojskowa pozwalała żyć spokojnie, a pieniądze z kontraktu leżały w banku. Lecz po co to wszystko, skoro nie miał ich z kim dzielić?

Pod kościołem stali żebracy. Nikodem wyjął kilka stuzłotowych banknotów, rozdał i poprosił:

Pomódlcie się za moich kolegów: Romka i Stasia!

Wszedł do środka, kupił świeczki, zapalił i zaczął odmawiać modlitwę, której nauczył go proboszcz:

Wspomnij, Panie Boże nasz…

Robiąc znak krzyża, wypowiadał słowa, a przed jego oczami stawali przyjaciele żywi jak dawniej.

Kiedy skończył, stał i wspominał swoje ciężkie życie.

Do niego podszedł wychudzony chłopiec ze świeczką w ręku, zdezorientowany.

Podeszła starsza pani:

Przytrzymam ci, pomogę!

Zapaliła chłopcu świeczkę.

Tak się przeżegnaj pokazała. I powiedz Panu Jezusowi, po co przyszedłeś.

Marcin długo patrzył na obraz, po czym wyszeptał:

Pomóż, Panie Boże! Mama jest chora. Nie mam nikogo prócz niej. Spraw, żeby wyzdrowiała. Nie mamy pieniędzy na lekarstwo, ja idę do szkoły, a nawet tornistra nie mam…

Nikodem nieruchomo patrzył na chłopca. Jego własne problemy, które przed chwilą wydawały się takie wielkie, nagle straciły na znaczeniu. Chciałby zawołać na cały świat:

Czy naprawdę nikt nie mógł pomóc temu dziecku, kupić lekarstwa matce, a jemu tornister?

A chłopiec wciąż patrzył na obraz i czekał na cud.

Chłopaku, chodź ze mną! powiedział stanowczo Nikodem.

Gdzie? zerkał przestraszony na wysokiego mężczyznę z laską.

Dowiemy się, jakie twoja mama potrzebuje leki i pójdziemy do apteki.

Mówi pan prawdę?

Pan Bóg przekazał mi twoją prośbę.

Serio? zapytał z nadzieją.

Chodź! Nikodem uśmiechnął się. Jak masz na imię?

Marcin.

Wołaj mnie wujek Nikodem.

***

Z mieszkania słychać było głosy matki i sąsiadki:

Halina, ona tyle przepisała i mówi, że lekarstwo drogie. Skąd ja wezmę tyle pieniędzy? Zostało mi tylko pięćset złotych.

Chłopiec odważnie otworzył drzwi, głosy ucichły. Sąsiadka wyjrzała i szepnęła przerażona, widząc nieznajomego:

Marysiu, patrz!

Maria spojrzała i znieruchomiała.

Mamo, jakie leki ci trzeba? Wujek Nikodem pójdzie ze mną do apteki i kupimy.

A pan to kto? zapytała zdumiona Maria.

Wszystko będzie dobrze uśmiechnął się Nikodem. Pokażcie recepty!

Ja mam tylko pięćset złotych…

Znajdziemy pieniądze Nikodem położył dłoń na ramieniu Marcina.

Mamo, dawaj recepty!

Maria oddała recepty. Jakoś poczuła, że ten człowiek z poranioną twarzą ma dobre serce.

Mario, co ty robisz? przyszła do siebie sąsiadka, gdy ci wyszli. Ty przecież go wcale nie znasz!

Ciociu Halinko, mam wrażenie, że to dobry człowiek!

No dobrze, Marysiu, idę do siebie!

***

Maria siedziała i czekała na powrót synka, który poszedł z nieznajomym. Nawet zapomniała o chorobie.

Nagle otworzyły się drzwi. Pierwszy wbiegł syn, twarz mu promieniała:

Mamo, mamy lekarstwa i słodkości do herbaty!

W drzwiach stał mężczyzna, który także uśmiechał się szeroko, a twarz wydała się już mniej straszna.

Dziękuję bardzo! kobieta lekko się skłoniła. Proszę do kuchni.

Nikodem z trudem zdejmował buty, zawstydzony, trzymając laskę.

Wejdź, usiądź powiedziała Maria. Przepraszam, nie mam jak poczęstować.

Mamo, wszystko z wujkiem Nikodem kupiliśmy! Marcin wyładowywał zakupy na stół.

Ojej, po co tyle? jęknęła Maria, widząc, że połowa to słodycze. Zauważyła też paczkę drogiej herbaty. Zaraz zaparzę herbatę.

Popędziła zaparzyć. Poczuła, że choroba ustępuje, a może nie chciała wyjść na chorą przed obcym. Jakby czytając jej myśli, Nikodem zapytał:

Mario, nie jest ci za ciężko?

Nie, zaraz będzie dobrze… Zaraz przyjmę dawkę. Dziękuję!

***

Pili aromatyczną herbatę i zajadali słodycze, patrząc z czułością na Marcina. Ich spojrzenia od czasu do czasu się spotykały. Czuło się, że wszystkim trzem dobrze razem, lecz wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.

Dziękuję wam Nikodem wstał i chwycił laskę. Muszę iść. Ty się lecz, Marysiu.

Bardzo dziękuję Maria także wstała. Nawet nie wiem, jak się odwdzięczyć.

Nikodem ruszył do przedpokoju, matka z synem za nim.

Wujku Nikodem, przyjdziesz jeszcze?

Pewnie! Jak mama wyzdrowieje, pójdziemy razem kupić tornister!

***

Mężczyzna wyszedł. Maria posprzątała, umyła naczynia.

Synku, włącz telewizor, ja się chwilę położę.

Położyła się i od razu zasnęła kamiennym snem.

***

Minęły dwa tygodnie. Choroby dawno nie było, widać, że drogie leki pomogły. W ostatnich dniach Maria nawet pracowała w końcówce miesiąca wzywają wszystkich z urlopu. Cieszyła się, że zapłacą za nadgodziny. Wreszcie zaczynał się sierpień, pora szykować syna do szkoły.

W sobotę wstali jak zwykle, zjedli śniadanie.

Marcin, szykuj się! Idziemy do sklepu, trzeba zobaczyć, co ci do szkoły brakuje.

Dostałaś już wypłatę?

Jeszcze nie, dostanę za tydzień. Po drodze coś kupimy do jedzenia, pożyczyłam tysiąc złotych.

Szykowali się, aż tu nagle zadzwonił domofon.

Kto tam? zapytała Maria.

Mario, to ja Nikodem…

Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale kobieta już wcisnęła przycisk.

Mamo, kto tam? z pokoju wybiegł syn.

Wujek Nikodem! radość wyrywała się z jej głosu.

Hura!

Wszedł, wspierając się na lasce, ale… wyglądał zupełnie inaczej. Eleganckie spodnie i koszula, modna fryzura.

Wujku Nikodem, czekałem na pana! Marcin rzucił się do objęć.

Obiecałem, prawda? błysnęły mu oczy. Dzień dobry, Mario!

Dzień dobry, Nikodemie!

To bezwiedne przejście na ty zadziwiło ich oboje, ale sprawiło przyjemność.

Jesteście gotowi? Chodźmy!

Gdzie? Maria wciąż nie mogła się otrząsnąć.

Marcina trzeba przygotować do szkoły!

Ale ja…

Obiecałem Marcinowi i dotrzymuję obietnic.

***

Maria w każdym sklepie szukała najtańszych rzeczy nie miała wyboru. Bez rodziny, bez męża, nawet tamten chłopak z technikum dawno przepadł bez śladu.

A teraz przy niej mężczyzna, który z zachwytem patrzy na jej syna. Kupuje mu wszystko do szkoły, nie patrząc na ceny, jedynie pyta, co ona myśli.

Objuczeni wrócili taksówką do domu.

Gospodyni poleciała do kuchni.

Mario zatrzymał ją Nikodem Chodźmy się przejść razem! Zjemy gdzieś obiad.

Mamo, chodźmy! poderwał się Marcin.

***

Tej nocy Maria długo nie mogła zasnąć. W głowie krążyły obrazy minionego dnia. Widziała jego oczy, pełne czułości. Rozum i serce toczyły dziwny dialog:

Jest brzydki i utyka szorstko oceniał rozum.

A co z tego, jest dobry i patrzy na mnie z miłością odpowiadało serce.

Jest o piętnaście lat starszy od ciebie.

I co wtedy? Przecież dla Marcina jest jak ojciec.

Mogłabyś znaleźć kogoś w swoim wieku, ładnego.

Nie chcę już ładnych! Chcę dobrego i pewnego.

Przecież kiedyś marzyłaś o innym.

Teraz już tylko o nim. Kocham go!

***

Ich ślub odbył się w tym samym kościółku, gdzie Nikodem i Marcin spotkali się po raz pierwszy trzy miesiące wcześniej.

Nikodem stał z Marią przed ołtarzem laseczka została w domu a Marcin uważnie patrzył na obraz świętego, do którego modlił się tamtego dnia. Z serca wyszeptał:

Dziękuję ci, Panie Boże!

Oceń artykuł
TwojaCena
Chłopiec obudził się w nocy, słysząc jęk chorej mamy – wzruszająca opowieść o Matwieju, jego wierze …