Dzisiaj wracam myślami do minionych lat. Byłem w związku z Zofią przez pięć lat. Mieszkaliśmy w innych miastach ja w Poznaniu, ona w Krakowie, każde z nas przez pracę. Codziennie rozmawialiśmy przez telefon, planowaliśmy przyszłość. Byłem naprawdę zakochany i przekonany, że to właśnie z Zofią chcę spędzić życie. Coraz poważniej myślałem o zaręczynach, o przeprowadzce chciałem, by wreszcie skończyła się ta ciągła tęsknota i dzielące nas kilometry. Nigdy nie miałem powodów, by wątpić w jej szczerość. Byłem pewien, że mogę jej zaufać bezgranicznie.
Aż tu pewnego popołudnia zadzwonił do mnie nieznany numer z Warszawy. Odebrałem, chociaż rzadko rozmawiam z obcymi. Po drugiej stronie był spokojny, uprzejmy mężczyzna, przedstawił się i powiedział wprost:
Nie mam złych zamiarów. Dzwonię, bo uważam, że powinieneś o czymś wiedzieć.
Wyjaśnił, że jest informatykiem i od niedawna spotykał się z pewną kobietą lekkie rozmowy, wyjścia na kawę, sms-y, trochę flirtu Ten etap, kiedy poznaje się człowieka i jeszcze nie wiadomo, czy coś z tego będzie. Nigdy nie wspomniała mu nawet słowem, że ma partnera. Wszystko wydawało się w porządku, ale zaczął mieć wątpliwości, coś mu się nie zgadzało.
Pewnego dnia powiedział o niej koledze z pracy. Kumpel poprosił, by pokazał zdjęcie dziewczyny. Gdy spojrzał, natychmiast poważniał i poradził bez wahania:
Odpuść sobie tę kobietę. Ma chłopaka od pięciu lat!
To nie były plotki kolega znał sytuację. Opisał nawet mnie. Powiedział, że jestem z innego miasta, a Zofia pracuje tu, więc pozwala sobie na więcej. I co najgorsze powiedział jeszcze, że Zofia spotyka się równocześnie z innym także informatykiem, który co prawda zna mnie tylko z widzenia, ale kolega znał go już dobrze. I ten facet, wiedząc o mnie, niczym się nie przejmował.
Wtedy już nie miał wątpliwości to nie była zwykła pomyłka, tylko świadome prowadzenie trzech relacji naraz: ze mną, z drugim informatykiem, który wiedział o moim istnieniu, oraz z nim, który nie miał pojęcia o całej sytuacji.
Opowiedział mi to wszystko i dodał, że skoro mówi się czasem o solidarności kobiet, to powinna też istnieć męska solidarność. Powiedział, że nie zamierza dalej brać udziału w tej farsie. Znalazł mnie przez Facebooka i postanowił zadzwonić, zamiast pisać. Zapytał mnie spokojnie:
Jeżeli chcesz dowodów, powiedz, a wszystko ci prześlę. Ja nie mam nic do ukrycia.
Powiedziałem tak. Rozłączyliśmy się. Niedługo potem dostałem od niego całą prawdę: screeny rozmów, nagrania głosowe, zdjęcia, potwierdzenia spotkań. Zdziwiło mnie, jak bardzo styl, w jakim Zofia się do niego zwraca, przypominał nasze rozmowy te same słowa, te same zdania, identyczne pochlebstwa, puste obietnice
Poczułem taki ucisk w klatce, jakby miało mi serce stanąć. Kochałem ją i właśnie z myślą o niej planowałem całe swoje życie. Już prawie byłem pewien przeprowadzki i zaręczyn A potem jedno połączenie i rozpadło się wszystko.
Zadzwoniłem do Zofii i przycisnąłem ją do muru. Nie zaprzeczyła. Najpierw próbowała wszystko zbagatelizować. Potem się zdenerwowała, bo ktoś się wtrąca w jej życie. Za chwilę płakała. Powiedziała, że się pogubiła, że nie wie, czego chce, że nie sądziła, iż dowiem się w taki sposób.
Rozłączyłem się. I wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie dobitnie coś, czego nie chciałem dostrzec nie tylko mężczyźni potrafią zdradzać. Są kobiety, które kłamią z zimną krwią, prowadzą podwójne, a nawet potrójne życie i doskonale wiedzą, co robią.
Tak, straciłem związek. Ale jestem wdzięczny temu obcemu człowiekowi, że wykazał się odwagą i zadzwonił, by mnie ostrzec. Gdyby nie on, byłbym dzisiaj zaręczony z osobą, dla której lojalność nie znaczy nic a prawda i szczerość to tylko puste słowa.




