Wyszłam za Sebastiana pięć lat temu. Jego sytuacja była wtedy ciężka, a wszystko przez byłą żonę, która zostawiła jego i dzieci i wyjechała z innym mężczyzną. Oboje pobrali się bez namysłu, ledwo się znali. Żona urodziła mu dwójkę bliźniaków: chłopca i dziewczynkę. Kiedy dzieci miały niecały roczek, Sebastian został zwolniony z pracy. To był trudny czas dla rodziny. Jego żona próbowała znaleźć pracę, by jakoś zarobić na utrzymanie dzieci, a on zaczął nieustannie pić z kolegami w garażu. Jedyne co robił, to narzekał na rząd i swoje życie. Jego żona miała już dość, a na nieszczęście wtedy pojawił się w jej życiu nowy znajomy.
Nie mogła się oprzeć, zostawiła męża i dzieci, wyjeżdżając z kochankiem. Sebastian próbował opiekować się dziećmi, pomagała jego mama, ale przez większość czasu i tak siedział z przyjaciółmi w garażu, przez co zaniedbywał wszystko wokół. Kiedy doszedł do siebie, było już za późno. Dzieci zostały zabrane do domu dziecka. Poznałam go w przychodni. Pracuję tam jako pielęgniarka. Od razu go polubiłam. Zaczęliśmy rozmawiać, a ja dokładałam wszelkich starań, by zmienić jego nastawienie do życia i pomóc mu wrócić na dobre tory.
Zaproponowałam mu, by zaczął walczyć o dzieci. Sama nie mogę być matką, więc martwię się o cudze dzieci, jak o swoje. Dni mijały, a my byliśmy z Sebastianem dla siebie coraz bliżsi. Wprowadziłam się do niego, a jemu udało się wywalczyć opiekę nad dziećmi z nadzorem pracowników socjalnych. Dzieci mnie pokochały, nie miały pojęcia, że nie jestem ich własną matką. I nagle w naszym życiu pojawiła się była żona Sebastiana. Powiedziała dzieciom, że jest ich biologiczną matką. Sebastian próbował stawać po mojej stronie, ale dzieci w ogóle go nie słuchały. Córeczka wciąż powtarzała, że ma nową mamusię. Nie mogę tego znieść, jestem przeciwna, przecież wyrządziła kiedyś im taką krzywdę. Rozumiem, że czuje się winna i chce to wynagrodzić swoim dzieciom, ale jak może zjawiać się znikąd i tak im mieszać w głowie?




