Bezczelność bez granic, czyli czy warto wynajmować letni dom nad Bałtykiem własnej rodzinie? Rozterk…

Bezgraniczna bezczelność

No powiedz mi szczerze, Grażynko zaczął marudzić Paweł jaka to, do jasnej Anielki, różnica, komu wynajmiemy nasz domek? Swoim czy obcym? Przecież pieniądz jest pieniądz.

Grażyna właśnie kończyła rozwieszać pranie na balkonie. Lepiej by pomógł, zamiast jęczeć.

Pawleńku odrzekła Mój drogi, różnica polega na tym, że od rodziny to tych pieniędzy później nie wyciągniesz, choćbyś się na głowie stanął.

Chodzi ci o Stasia? jęknął Paweł, aż mu się twarz skrzywiła Przecież Staś to mój brat! On zapłaci, gwarantuję ci na sto procent. Nawet nie chce żadnej zniżki. Zgodził się na pełną stawkę! Na całe lato. I nie będziemy musieli szukać najemców po omacku.

Pawle, to przecież domek nad Bałtykiem. Ja sobie w pięć minut najemców znajdę.

Ale wytłumacz mi, czemu tak ci zależy, żeby wynająć komuś obcemu?

Z obcymi wszystko jest proste: umowa, zaliczka, nie płacą żegnamy się, nie moja głowa, nie moje zmartwienie. A ze swoimi to się zaczyna: Grażynko, przecież wiesz, dzieci mamy, przelejemy później, no, telewizor się rozbił, ale przecież nie będziesz mnie tu karać?. Wierz mi, widziałam już takie historie i zawsze kończyło się tak samo. Ty nie wiesz, jak to się potrafi skończyć.

Domek odziedziczyła Grażyna po rodzicach ci też wynajmowali. Mieszkali w Gdyni, a domek w Rowach latami był ich dodatkowym zarobkiem. Grażyna kontynuowała tradycję, tylko od razu uznała: żadnych przyjaciół i żadnej rodziny. Miała pod dostatkiem przykładów, jak to dobrzy znajomi zostawiali rodziców z ręką w nocniku.

I jak to się kończyło? zapytał mąż.

Tym, że rodzina ani nie płaciła, ani nie przepraszała! A na koniec jeszcze foch: Wpuścić rodzinę na kilka dni to taki problem?. O nie, dom to nie darmowy ośrodek wczasowy dla twojej familii to biznes, Pawle!

Staś ostatnio doszedł do wniosku, że trzy miesiące nad morzem to idealna kuracja dla żony i trójki dzieciaków. Latem w pracy martwy sezon, więc mógłby odpocząć. A Grażyna no, nawet przez sekundę nie sądziła, że Staś zamierza rzeczywiście płacić.

Ale przecież Staś nie chce, żebyś puściła ich na dzięki perorował Paweł On naprawdę obiecał zapłacić.

Wszyscy zawsze obiecują.

I po co nam ten stres? Do domku zawsze ustawiają się kolejki chętnych, którzy zapłacą jak trzeba. Umowa, zaliczka, śpij spokojnie. Nie, żadnych szwagrów, kuzynów i kolegów. Co nasze, to nasze, a pieniądze sprawa osobna.

Z Grażyną trudno się było kłócić; Paweł miał jednak swoją strategię.

Dobrze. Nie ufasz Stasiowi. Ale mnie ufasz?

Grażyna aż uniosła brwi.

Ufam. I co z tego?

Jeśli Staś nie zapłaci, ja sam ci oddam za wynajem wypalił Paweł, szachując na bohatera.

Argument taki sobie.

Świetny pomysł. Oddasz mi z naszego wspólnego budżetu uśmiechnęła się słodko.

No… w zasadzie… Paweł już czuł, że trochę się zagalopował Znajdę jakąś fuchę. Wieczorami, może w weekendy. To będą moje dodatkowe pieniądze, tylko dla ciebie. Okej?

Grażyna była zaskoczona, jak bardzo Pawłowi zależy. Może jeśli on tak ufa bratu, powinna zwyczajnie dać szansę…

Ty byś nawet lodziarkę przekonał do grilla. Odpowiedzialność na tobie. Zgoda.

Do lata było jeszcze daleko, więc Grażyna odetchnęła, uspokoiła się, może nawet zaczęła ufać Pawłowi.

Nadszedł czerwiec. I od razu problemy. Paweł dzwonił do Stasia co drugi dzień z niewinnym: Kiedy ten przelew za pierwszy miesiąc?, a w zamian dostawał radosne:

Tak, tak, Pawle, wszystko gra! Kasa? Czekam na takie większe zlecenie, klient przelać ma pod koniec miesiąca. Tylko się wszystko przesunęło, rozumiesz, ale nie przejmuj się!

Koniec czerwca.

Kasy nie było.

Grażyna dzielnie miesiąc czekała. Nie pytała, nie burczała, nie robiła wyrzutów. Paweł obiecał wszystko ogarnąć więc zaufała. Ale po kolejnej telefonicznej szopce z bratem, zapytała wprost:

No i? Zapłacił?

Staś jeszcze nie dostał przelewu za ostatnią robotę. Jak tylko dostanie, to od razu nam przeleje! zapewniał Paweł.

No przecież. Tekst sprzed miesiąca wciąż modny.

Grażynie już się na usta cisnęło A nie mówiłam?.

I po co to było? Rodzina zawsze ma najważniejsze powody, by nie płacić na czas.

Grażynka, to zwykły przypadek! tłumaczył Paweł On przecież nie robi tego specjalnie! Rozumiesz, tak wyszło. Wiesz, wystarczy poczekać.

Pewnie, poczekamy do września. Aż się spakują i powiedzą: Dzięki za świetny wypoczynek, to się kiedyś odezwiemy.

Ale przecież ty nic nie tracisz. Ja znajdę dodatkową robotę…

Ty? Naprawdę od razu?

Paweł wyraźnie spokorniał.

Może daj mu jeszcze z tydzień-dwa. Jak nie, to ja ci sam zapłacę. Jeśli tak ci zależy…

Przypominam: nie kazałam ci podejmować zobowiązań. Sam chciałeś błysnąć, udowodnić, że Staś jest słowny. No to czas się wykazać!

Od tego momentu powiało w domu chłodem, a Paweł coraz częściej udawał, że interesuje go pogoda, a nie żona.

Lipiec. Upał niemiłosierny. Grażyna wieczorami widziała Pawła śledzącego ogłoszenia typu Praca od zaraz, ale pod żaden numer zadzwonić się nie kwapił.

Widzisz, który dziś? Trzydziesty. Dwie trzecie lata poszło, a u nas zero wpływu z wynajmu domeczku przypomniała mu.

Staś jeszcze nie przelał… Ale…

Jak tylko, tak od razu.

Odda! Obiecał, że jak tylko będzie miał, to spłaci wszystko, a może nawet dorzuci bonus za fatygę.

Ja już w bajki nie wierzę. Za niego ręczyłeś? To płać. Gdzie twoja podrobota?

Oczywistym było, że entuzjazm do dodatkowej pracy Pawłowi przeszedł szybciej niż upały. Łatwiej obiecać niż nosić paczki. Przekonywać, że się załatwi, a potem unikać tematu.

Poszukam. Ale oferty takie, że szkoda gadać. Przecież nie będę worków z cementem dźwigał z tym kręgosłupem!

Lepiej się przyłóż, by twojego brata do worków zaciągnąć. Ty mi obiecałeś. Albo natychmiast wychodzisz szukać roboty, albo sama zadzwonię do Stasia i powiem, że jeśli do piątku nie mam połowy kwoty, to zgodnie z prawem eksmituję rodzinkę, a resztę ściągnę przez sąd.

Paweł pobladł jak ściana.

Nie dzwoń do Stasia! Jaki sąd? Jak się rodzina na mnie zapatrzy? Co matka powie? Sądzić się ze swoim bratem? Grażyna, tego nikt nie zrozumie…

Staś płacić nie chce, Paweł nie chce za swoje obietnice odpowiadać, ale i z bratem wojny nie zacznie Czaicie, nagle winę znajduje w Grażynie.

No pięknie, Grażynko! Tak to się troszczysz o męża! Nie żal ci, że będę tyrał na dwie zmiany tylko po to, by oddać kasę własnej żonie.

Za język cię nie ciągnęłam, Pawle! Sam się uparłeś.

Nie wiedziałem, że Staś nas wystawi.

Ale ja wiedziałam westchnęła Grażyna. Bo widziałam to już z dziesięć razy. Nie posłuchałeś mnie.

Teraz już rozumiem! Paweł ruszył w dramatyczny ton Ale ty, Grażyna, super! Wysyłając mnie harować za brata, pokazujesz, że wcale mnie nie kochasz. Ważniejsze dla ciebie te przeklęte pieniądze niż moje zdrowie! A jeśli przez to dostanę zawału, co? I tak wyślesz mnie do drugiej pracy…

Niczego od ciebie nie wymagam! Chcę tylko, byś dotrzymał warunków, które sam zaproponowałeś.

Dobrze! eksplodował Paweł Znajdę pracę, zapłacę za Stasia. Jeśli ci pieniądz droższy od męża! Proszę bardzo!

Warunki umowy nie wypaliły, ale i tak Paweł musiał pójść do roboty. Smutno tylko, bo nagle Grażynie zrobiło się gorzko. A Paweł wieczorami jeździł rowerem jako kurier i rzucał żonie wilcze spojrzenia.

To wszystko przez ciebie… odburknął kiedyś.

Przeze mnie?

Tak!

Może tak się czegoś nauczysz… mruknęła Grażyna. Łatwo być dobrym na pokaz, cudzym kosztem. A jak sam zapłacisz, to i refleksja przyjdzie.

Szczerze mówiąc, Grażyna jeszcze liczyła, że Staś się opamięta i chociaż pod koniec zapłaci jak człowiek. I proszę jak tylko o tym pomyślała, Staś sam dzwoni. Do niej, nie do Pawła.

No nie, aż się zapowietrzyła. Może cud się wydarzył?

Grażyna, sprawa jest…

Staś, nie mam czasu na twoje sprawy. Już powinniście byli zapłacić za sierpień, a my nadal czekamy za lipiec. To już nie mój kłopot, tylko Pawła, bo to on ręczył.

Wiem, wiem! Paweł mi mówił! Biedny chłop. Ale rozumiesz, mam problem auto padło, wszystko na naprawę poszło. Muszę jakoś rodzinę zabrać, a za domek… kiedyś się rozliczymy…

Przewidywalne jak lato nad morzem.

Grażyna rozłączyła się bez słowa.

Paweł zrozumiał wszystko po minie żony.

Wiesz co przyznał przesadziłem z zaufaniem do brata. Ale ty… nie dajesz mi prawa do błędu! Zamiast wspierać, dobijasz…

A miałam się uśmiechać i mówić: Nic się nie stało, Pawle, niech korzystają za darmo, ja przetrwam?? Sam się uparłeś, że zapłacisz!

Fakt, uparłem się! obruszył się Ale nie myślałem, że z taką lekkością przyjmiesz pomysł, żebym własnym zdrowiem płacił! Pomyślałaś o mnie?

A twój brat o tobie pomyślał?

On nie jest zły… po prostu tak wyszło…

Fantastycznie. On nie jest zły, oszukując mnie i wystawiając ciebie, a ja, upominając się o swoje, jestem ta zła?

Paweł zamilkł.

Wygląda na to, że ich małżeństwo czeka teraz bardzo gorący okres.

Oceń artykuł
TwojaCena
Bezczelność bez granic, czyli czy warto wynajmować letni dom nad Bałtykiem własnej rodzinie? Rozterk…