Deszcz stukał w parapet małego wynajmowanego kawalerki w Warszawie. Antoni wpatrywał się w to, jak krople rysują po szybie dziwne wzory. W kuchni brzęczało naczynia Bogusława właśnie myła kubki po kolacji.
Herbata? zapytała, uśmiechając się.
Daj.
Słyszał każdy jej krok w mieszkaniu, znał wszystkie jej zwyczaje. Razem byli już prawie dziewięć lat, prawie połowę życia. Poznali się na drugim roku dziennikarstwa, w akademiku.
Wtedy było prosto: wykłady, nocne rozmowy, pierwsze szaleńcze zauroczenie bez zbędnych słów. Wspólnie wprowadzili się już na początku, zbyt wcześnie, jak później zauważył Antoni. Nie było zalotów, nie było oświadczyn po prostu pewnego dnia jego rzeczy przestały wracać do akademika.
Bogusława postawiła przed nim filiżankę z miętową herbatą i usiadła obok:
Mama zadzwoniła. Pytała, jak idzie projekt.
Co odpowiedziałaś?
Że znowu jesteś perfekcjonistą i wszystko idzie wolno.
Antoni uśmiechnął się. Jej mama, Irena, zawsze patrzyła na niego z ciepłem. Nigdy nie pytała o ślub, nie sugerowała wnuków. To naprawdę wspaniała kobieta. Nawet znajomi nie mogą powstrzymać się od pytania: Czemu nie bierzecie ślubu?. Dzisiaj spotkała jednego ze swoich kolegów z roku i on miał podobne zdanie
Wiesz, nagle powiedział Antoni, dzisiaj przypomniałem sobie Stanisława Lema.
Bogusława roześmiała się.
Znowu? Twój wzorzec.
Nie. Po prostu to świetny przykład, że można spędzić razem 47 lat bez żadnych schematów, albo zrobić huczny ślub i po roku się rozwieść.
Oczywiście, schemat nic nie gwarantuje. Statystyki po twojej stronie.
Dokładnie.
Bogusława wypiła herbatę, patrząc w okno.
Lena z działu ma rozwód, powiedziała cicho. Trzeci raz. Mówi, że zawsze wierzyła, że tym razem zostanie na zawsze.
A my nawet nie zaczęliśmy, uśmiechnął się Antoni. A i tak razem.
Tak, razem.
Wiedział, że Bogusława czasem myśli o dzieciach. Nie mówiła tego wprost, ale zauważał, jak zatrzymuje się przy witrynach z ubrankami dziecięcymi, jak uśmiecha się, patrząc na maluchy w parku. I on też czasem marzył nie teraz, nie w tej małej kawalerce, nie przy niestabilnych zleceniach freelanceradesignera. Ale kiedyś. Może kiedyś.
Boję się powtórzyć naszych rodziców, nagle wyznał. Wiesz, że oni całe życie udawali rodzinę. Dla sąsiadów, dla krewnych, dla nas. A w rzeczywistości nie potrafili ze sobą porozmawiać.
Bogusława położyła rękę na jego dłoni:
Nie jesteś twym ojcem. A ja nie jestem moją matką, choć ona, przy okazji, jest świetna. My to my.
Ale jeśli się pobierzemy zamilkł.
Jeśli się pobierzemy, nic się nie zmieni, Antoni. Może tylko nazwisko w dowodzie zmieni się na twoje. Poza tym dalej będziemy się kłócić o nienotowaną sztućców, śmiać się z kiepskich seriali, ty zasypiać przy laptopie, a ja okrywać cię kocem.
Spojrzał na jej zmarszczki przy oczach, które pojawiły się przez te dziewięć lat, na znajome pieprzyki na szyi, na ręce, które znał lepiej niż własne.
A dzieci? zapytał cicho.
Bogusława westchnęła.
Dzieci nie wiem, czy chcę je teraz. Nie. Boję się, że nie zdążę? Czasem. Ale jeśli będę chciała, to tylko z tobą. I tylko jeśli ty też będziesz chciał. Bez ultimatum, Antoni.
Wstała, podniosła kubki.
Wiesz, co dziś powiedziała Lena w pracy? Że mi zazdrości, bo my jesteśmy prawdziwi. Bez masek, bez gier. Nawet bez pieczątki.
Milczeli, słuchając deszczu.
Tydzień później Bogusława spotkała się z młodszą siostrą Agnieszką w kawiarni. Agnieszka wyszła za mąż dwa lata temu i jest w szóstym miesiącu ciąży.
Jak tam? zapytała, gryząc kawałek sernika. Ojej, przepraszam, jem jak szalona. Ten maluch całkowicie mnie kontroluje.
Wszystko jak zwykle, uśmiechnęła się Bogusława. Praca, dom, Antoni.
Agnieszka położyła łyżkę, spojrzała uważnie.
Bogusiu nie wtrącam się, ale ciekawi mnie. Czy już zdecydujecie się na coś? Praktycznie dziesięć lat. Ja z Sławkiem po półtora roku wzięliśmy ślub i cały czas słyszeliśmy, że ciągle się odwlekamy.
U nas jest inaczej, Aniu. Nie odwlekamy. Po prostu żyjemy.
Ale chcesz rodzinę? Dzieci? dodała, kładąc rękę na brzuchu. Kiedyś myślałam, że nie jestem gotowa. A gdy zobaczyłam te dwa paski taki przypływ miłości, szczęścia Nie bój się. Instynkt macierzyński włącza się, jak tylko dziecko stanie się rzeczywistością.
Nie boję się dzieci, powiedziała łagodnie Bogusława. I nie boję się małżeństwa. Boję się jedynie, że zrobimy to bo trzeba. Albo dlatego, że wszyscy tak robią. My z Antonim mamy własną historię. Może nie taką, jak twoja, ale jest nasza. I jest prawdziwa.
A jeśli on nigdy nie będzie gotowy? spytała cicho. Przepraszam, po prostu martwię się o ciebie.
Bogusława podała rękę przez stół.
Wiesz, co jest najgorsze? To nie to, że on nie jest gotowy. Najgorsze byłoby, gdyby zrobił to tylko dla piętna. To wyczułabym. A tak jestem z nim szczęśliwa każdego dnia, nawet kiedy się kłócimy. Czy to nie wystarczy?
Agnieszka zamrugała, łza zabłysnęła na jej rzęsie.
Przepraszam. To chyba hormony. Po prostu chcę, żebyś miała wszystko, co najlepsze.
Mam już wszystko uśmiechnęła się Bogusława. Sernik, siostra i Antoni, który czeka w domu.
Kilka dni później podobna rozmowa odbyła się między Antonim a jego ojcem, Władysławem. Władysław przyjechał niespodziewanie. Rzadko się widzieli, kontakt ograniczał się do krótkich telefonów przy świętach. Ojciec wszedł, rozejrzał skromne mieszkanie i usiadł na zaproponowanym krześle.
Jak leci, synu? Mama przesyła pozdrowienia.
W porządku, pracuję.
A Bogusława gdzie?
W pracy. Do siódmej skończy.
Zapanęło niezręczne milczenie. Władysław kręcił w ręku klucze do starej Fiata.
Słuchaj, Anton może nie w mojej sprawie, ale mama się martwi. I ja Widziałem w sieci, że twoja siostra jest w ciąży. Ładne zdjęcia.
Antoni poczuł, jak serce ściska się w piersi.
Tato, jeśli chodzi o ślub i dzieci
Nie, nie o to ojciec machnął ręką, choć widać było, że właśnie o to chodzi. Po prostu patrzę na was. Dziewięć lat. To poważne. Powinno być poważne. I ja zaciął się, szukając słów. Chcę powiedzieć, że jesteś świetny. Że nie powtarzasz naszych błędów.
Antoni podniósł brew.
My z twoją mamą wzięliśmy ślub, bo już wtedy nadchodziła odpowiednia pora. Potem ciągle przypominaliśmy sobie, że to nasz wybór. Z powodu ciebie nie pojechałem na studia, Z powodu ciebie kariera nie ruszyła. Głupota, oczywiście. Wina po naszej stronie. Ale pieczątka w dowodzie nie naprawia tego, co pękło. Czasem wręcz utrudnia rozstanie w dobrej atmosferze, zanim naprawdę się nienawidzi.
Władysław spojrzał na syna. W jego oczach pojawiła się niecodzienna, zmęczona szczerość:
Nie mówię, że małżeństwo jest złe. Mówię, że czujesz ogromną odpowiedzialność. I to jest słuszne. Lepiej być uczciwym, niż udawać idealny obrazek. Rozmawiasz o tym z Bogusławą?
Ciągle, westchnął Antoni.
Dobrze. Najważniejsze, żebyście byli na tej samej fali. Reszta przyjdzie, albo nie. Ale to będzie wasza decyzja, a nie dlatego, że rodzice się spóźnili.
Rozmawiali jeszcze o sprawach zawodowych, ojciec odmówił zostania na kolację, tłumacząc się obowiązkami. Żegnając się, Antoni zapytał:
Tato, czy żałujesz?
Władysław przyciągnął płaszcz i zamyślił się.
Żałować, że wziąłem żonę? Nie. Żałować, że tak po prostu wszystko zepsuliśmy tak, każdego dnia. Dbaj o to, co masz, synu. Pieczątka nie jest zbroją.
Wieczorem Antoni opowiedział Bogusławie o wizycie ojca. Ona słuchała, tuląc poduszki, po czym powiedziała:
Wiesz, Ania też przyszła z pytaniami.
I co?
Powiedziałam, że jestem szczęśliwa. Taka, jaka jestem.
Objął ją mocno, przyciągnął do siebie. Za oknem znów padał deszcz.
Brakuje mi jeszcze czegoś, szepnęła mu w pierś.
Czego? zapytał, a serce mu na chwilę przyspieszyło.
Żeby przestałeś czasem w nocy narzekać, kiedy przegrywasz w szachy online.
Antoni roześmiał się, Bogusława podniosła głowę i pocałowała go. Wtedy zrozumiał, że ich pociąg nie stoi w miejscu. Powoli, ale pewnie jedzie po własnym szlaku, który wytyczają razem. Dzień po dniu. Rozmowa za rozmową. A przystanek o nazwie Na zawsze może nie być punktem na mapie, a samą drogą. Ich drogą.
Przez te dziewięć lat przeszli przez jego depresję po nieudanych projektach, jej nocne dyżury, trzy przeprowadzki, chorobę matki. Przeszli, nie łamiąc się.
Bogusławo powiedział.
Mm?
Dziękuję, że jesteś.
Ona obróciła się, uśmiechnęła się tym uśmiechem, którego kochał najbardziej lekko zmęczonym, ale ciepłym:
Ja też cię kocham.
Antoni podszedł do okna, spojrzał na rzadkie światła miasta. Nie wiedział, co przyniesie rok, pięć, dziesięć lat. Nie wiedział, czy kiedyś dotrą do tej stacji, której inni od nich oczekują. Wiedział tylko, że jutro rano obudzi się obok Bogusławy.




