Bardzo trudna operacja. Nie mogę dać Pani nadziei, to dziecko umrze

Długo zastanawiałam się, czy opisać dla Was tę historię czy nie. Jednak zdecydowałam – nawet jeśli komuś się nie spodoba i wypowie się negatywnie, ma do tego prawo.

Byli ludzie, którzy nie zawahali się nam powiedzieć: „Po co Wam jest to dziecko? Byłoby lepiej, gdyby umarło”.

Ale to tylko dało nam siłę. Dziecko urodziło się miesiąc wcześniej. Nikt nie spodziewał się komplikacji – czekałam na dziewczynkę i oto ona. Długo oczekiwana. Przed nią urodziłam dwóch chłopców. Córka przyszła na świat ze spuchniętym brzuchem, nie miała siły nawet płakać. Straszna diagnoza: skręt jelit z martwicą tkanek. 

Co było później? Szpital Wojewódzki. Operacja. Reanimacja. Rano nie pozwolono nam jej odwiedzić. Była taką małą myszką, wszędzie były podpięte rurki.

Lekarz powiedział krótko i wyraźnie: „Skręcenie jelit, martwica tkanek, zapalenie otrzewnej. Usunięto prawie całe jelito. Pozostało 30 cm jelita cienkiego i 40 cm jelita grubego. Poważny stan, ale oddycha sama. Jeśli dożyje jutra, proszę przynieść pieluchy i mokre chusteczki. I co więcej… Warto ochrzcić dziecko jak najszybciej. Pozwalamy księdzu odwiedzać takie dzieci”.

A potem: „Proszę porozmawiać jeszcze z lekarzem ordynatorem, powie Pani więcej”.

Galopowałam dwa piętra w dół. Szef oddziału chirurgicznego zasmucił się, gdy usłyszał nazwisko: „Bardzo trudna operacja. Nie mogę dać Pani nadziei. To dziecko umrze”.

Milczałam.

– Jak to? Nie mam nawet siły o tym myśleć. Mówiono wcześniej, że jest nadzieja.

– Jeszcze raz, jak nazywało się dziecko? A! Daria! Tak, przeżyje. Z tym imieniem na pewno przeżyje! Ale wszystko będzie trudne. Bez żywienia pozajelitowego nie poradzi sobie.

Boże! Co to za jedzenie? Nigdy nie słyszałam takiego słowa.

– Dożylne – wyjaśnia lekarz, widząc moją zdezorientowaną twarz. – Będzie trzeba karmić ją specjalnymi lekami przez kroplówkę, bo jelita są za krótkie. Bardzo krótkie, to kłopot…

Dni były pełne strachu. Codziennie rano telefon na pogotowie. Westchnienie ulgi. Córka była żywa. Towarzyszyły nam ciągłe zmagania, a dwa tygodnie później telefon alarmowy ze szpitala: „Proszę podpisać zgodę na drugą operację. Spróbujemy usunąć stomię i połączyć jelito cienkie i grube. Reszta…”.

Zgodziliśmy się na wszystko, a później modliliśmy się. Odmawialiśmy modlitwę do każdego świętego z osobna, licząc, że któryś zainteresuje się naszą córeczką.

Przeżyła. Wszystko będzie dobrze. Przeżyła. Święty Łukaszu! Wiem, że tam byłeś. Mogliśmy z mężem odwiedzić ją na intensywnej terapii. Chcieliśmy po prostu pogłaskać naszą córkę, powiedzieć, jak dobrze jest ją mieć. Łzy nadeszły później.

Dwa miesiące na oddziale intensywnej terapii, a później informacja: „Wasze dziecko jest przenoszone do oddziału dziecięcego. Matka może z nim zostać”. Rodzina traktowała moje telefony jak raporty z frontu. Najtrudniejszą częścią było karmienie. Czternaście godzin na kroplówce!

Pewnego razu w nocy zepsuto cewnik. Pielęgniarka krzyknęła, że trudno założyć go trzykilogramowemu dziecku. Postanowiła spróbować karmić mieszanką. Boże! Dziękuję za zepsuty cewnik, za nerwową pielęgniarkę, za mądrego lekarza! Daria zaczęła jeść! Co godzinę trzydzieści mililitrów mieszanki! Rokowania były dobre. Przenieśli ją ze szpitala wojewódzkiego do naszego szpitala rejonowego, a wypisano ją po pięciu dniach. Na naszym oddziale panowała panika. Co zrobić z takim dzieckiem? Jak je traktować? Co można, a co nie?

A my byliśmy szczęśliwi. Stopniowo zwiększaliśmy dawkę mieszanki. Strzykawką podawaliśmy codziennie o dwa mililitry więcej, aby nie zakłócać pracy jelit. Teraz Daria rośnie, przybiera na wadze i robi pierwsze kroki. Próbuje też nowego jedzenia – raz się śmieje, a raz płacze. Pokazuje charakter. Na pierwszy rzut oka wygląda jak normalne dziecko.

Dziękuję wszystkim. Całuję serca Lekarzy Szpitala Wojewódzkiego i naszego małego Szpitala Rejonowego.

Naprawdę dziękuję wszystkim – lekarzom z naszej przychodni i innym, którzy przychodzili jedynie na konsultacje. Dzięki krewnym, którzy okazali się prawdziwymi przyjaciółmi, to ich zasługa, że przetrwałam ten ciężki czas. Dziękuję bliskim. Dziękuję Wam przyjaciele za potężne wsparcie emocjonalne. Dziękuję państwu za bezpłatne leczenie. Podziękowania też dla urzędników, którzy w ciągu kilku godzin wydali naszemu dziecku wszystkie niezbędne dokumenty.

Oceń artykuł
TwojaCena
Bardzo trudna operacja. Nie mogę dać Pani nadziei, to dziecko umrze