Zaraz po ukończeniu szkoły średniej, moja przyjaciółka Julka, spakowała manatki i wyjechała do Krakowa na studia. Z powodzeniem zaliczyła na pierwszym roku wszystkie egzaminy i wróciła do domu na wakacje. Przywiozła ze sobą małą Marysię, która pojawiła się na świecie, podczas drugiego semestru.
Kto był ojcem dziecka, Julka nigdy mi nie powiedziała. Od nikogo tak naprawdę nie była zależna. Miała dwadzieścia jeden lat, łączyła studia z pracą, mogła sama utrzymać siebie i córeczkę. Wszyscy krewni i przyjaciele cieszyli się, że widzą malutką wnuczkę i siostrzenicę. Tylko babcia Julki, prababcia Marysi, nie mogła wybaczyć wnuczce nieślubnego dziecka.
– Oj Julka, nie jest dobrze rodzić w grzechu.
– Babciu, nie mów tak! Ile razy mam Ci powtarzać! Sama chciałam tego dziecka i kochałam tego człowieka!
– Tylko zwierzęta rodzą dzieci bez ślubu. W moich czasach mówiono, że takie dziecko będzie przynosiło pecha.
– Wystarczy! Dość, babciu! Nie mam ochoty słuchać Twoich przesądów! Cieszę się, że w Twoim życiu wszystko ułożyło się idealnie, a moje jest inne – Julia walnęła ręką w stół.
Mijały kolejne lata. Marysia wyrosła na wspaniałe dziecko, spokojne i bardzo pogodne. Mieszkała z matką w Krakowie, a w święta odwiedzały krewnych. Przyjeżdżały, przywoziły prezenty, a stara babcia przychodziła, siadała i patrzyła na dziewczynkę dziwnym wzrokiem. Dziecko wszystko rozumiało, bała się, w nocy miała koszmary po ich spotkaniach, a Julka była wyczerpana, nie wiedziała, co robić.
Pewnego dnia, Julia z córką przyjechały do swoich krewnych, w sam raz na szóste urodziny Marysi. Był to deszczowy sierpień, od rana do wieczora lało jak z cebra, ulicą płynęła rzeka z deszczu.
Babcia Julii postanowiła odwiedzić swoją wnuczkę, przeszła przez podwórko, na którym mieszkała i przewróciła się. Próbowała wstać, ale nie mogła. Ostry ból przeszedł przez całe jej ciało i skupił się w sercu. Trudno było oddychać i nie mogła się podnieść. W pobliżu nie było żywej duszy i nie było czego się chwycić, żeby wstać.
Nagle przybiegła Marysia w przeciwdeszczowej kurtce i gumowych butach. Dziewczynka widziała co się stało i biegła pomóc prababci. Podskoczyła, pomogła jej wstać i jakoś doprowadzić do ławki, a potem pobiegła do domu po pomoc.
Historia zakończyła się dobrze dla starszej kobiety. Na czas przyjechała karetka, która uratowała jej życie. Babcia Julki z dnia na dzień zmieniła swój stosunek do dziewczynki, która teraz była jej wybawczynią. Zakochała się w swojej prawnuczce i od tamtej pory nie powiedziała na nią ani jednego złego słowa. Już nie postrzegała jej jako owoc grzechu, ale jako wspaniałe dziecko.
Nie jest ważne, jak człowiek się urodził, kim są jego rodzice, ale kim jest teraz, jakie są jego myśli i czyny.




