Anna miała z mężem dwójkę dzieci i nie mieli pieniędzy, ale jej matkę to nie obchodziło. Mogła pomóc, jednak tego nie zrobiła

Ania niedawno urodziła drugie dziecko, było jej ciężko, nie radziła sobie z odpowiedzialnością, która na nią spadła. Miała też starszego syna, który miał już 4 lata.

Kiedyś zadzwoniła do niej matka, żeby zobaczyć, jak sobie radzi.

– Siedzę cały czas w domu, nawet nie wychodzę – odpowiedziała dziewczyna.

– Dlaczego? Dziecko potrzebuje świeżego powietrza.

– Jak mogę wyjść, skoro nie mam pieluch i pieniędzy, żeby je kupić? Stefan nie może znaleźć dobrze płatnej pracy – ubolewała córka.

– Myślisz, że ja zawsze miałam na pieluchy? Chodziliśmy z Tobą na spacery bez nich, więc dasz sobie radę.

Mąż Ani, szukał pracy już od czterech miesięcy. Chciał od razu objąć stanowisko kierownicze, bo miał odpowiednie wykształcenie, ale nigdzie nie potrzebowali kogoś takiego. Nie chciał niczego innego, więc wykonywał dorywcze prace. Ledwo wystarczało im pieniędzy na życie.

Matka Anny, często spotykała się ze swoja przyjaciółką i opowiadała jej o problemach finansowych córki.

– To kup jej te pieluchy, stać Cię na to, aby pomóc dziecku.

Koleżanka wiedziała, że Beata nie miała problemów finansowych. Mieszkała sama, wynajmowała inne mieszkanie i miała pieniądze na koncie bankowym, które rosły z każdym miesiącem.

– Nie chodzi o to, czy mnie stać, czy nie. Tylko zastanawiam się, dlaczego mam to robić. Oni są dorośli, są niezależni. Wiedzieli co robią, zakładając rodzinę. Oddałam Anię zięciowi, więc teraz on jest za nią odpowiedzialny. Najlepsze jest to, że nie mam dużęj emerytury. To moja córka powinna mi pomagać, a nie ja jej. Zapytałam ją kiedyś, dlaczego jej mąż, nie podejmie jakiejkolwiek, normalnej pracy? Odpowiedziała mi, że nie chce zepsuć sobie takim wpisem CV, jako kurier lub ochroniarz. Wtedy jego przyszli szefowie, nie wzięli by go nawet pod uwagę, jako menadżera. Dlatego pracuje dorywczo, nieoficjalnie jako taksówkarz. Ledwo starcza im na mieszkanie i jedzenie. W porządku, niech czeka. Dopóki nie zostanie jeszcze bardziej przyciśnięty.

– Jesteś okrutną kobietą. Widzisz, że dziecko cierpi, możesz pomóc, ale nie chcesz!

– Daj spokój Teresa. Mam własne zdanie na ten temat. Ania sama jest sobie winna, nie wie, jak zarządzać pieniędzmi, które ma. Jak tylko je dostaje, biegnie kupić niepotrzebne rzeczy i płaci za zajęcia judo starszego. Mówię jej, jakie judo, ma pustą lodówkę, jej mąż nie stara się pojść na pełny etat, więc niech sami sobie radzą. Wszyscy uważają, że jestem coś winna mojej córce. Jednak ja się z tym nie zgadzam.

Czy popierasz stanowisko tej kobiety?

Oceń artykuł
TwojaCena
Anna miała z mężem dwójkę dzieci i nie mieli pieniędzy, ale jej matkę to nie obchodziło. Mogła pomóc, jednak tego nie zrobiła