Justyna jest młoda, jeszcze urodzi kolejne dziecko! przysięgała. W końcu nikt nie potrzebował tego dziecka.
Justyna i Robert wychowali się w małym miasteczku na Mazurach i chodzili razem do klasy. Po liceum poszli na studia, a potem wyjechali do Warszawy szukać pracy. Wynajęli skromną kawalerkę, znaleźli etat, żyli na kocią łapę. Kiedy Justyna zaszła w ciążę, Robert odszedł. Nie miał żadnych planów wobec dziecka.
Dziewczyna była załamana. Postanowiła wrócić do rodzinnego domu, żeby wychować dziecko. Matka Roberta, pani Grzelak, była ważną osobistością w okolicy rozpuściła plotki, że Justyna spodziewa się dziecka z kimś innym, a jej wnuczka to żadna część rodziny. Sytuację pogarszało to, że obie rodziny mieszkały na tym samym osiedlu. Rodzinne gierki.
Wielu sąsiadów znało całą historię. Justyna urodziła śliczną córeczkę Zosię. Nie miała żadnych roszczeń wobec rodziny Roberta. Młoda mama chciała spokojnie wychować dziecko, ale pani Grzelak dalej rozpowiadała wszystkim, że ta dziewczynka nie jest wnuczką.
Spójrzcie na to dziecko! mówiła. Wszystkie mamy czarne włosy, a ta mała jest blondynką! No i ten nos zupełnie nie nasz! My jesteśmy piękni, a ona? Chce wkupić się do naszej rodziny! To nie są porządni ludzie!
Justyna miała już tego dość, więc zaproponowała test na ojcostwo, żeby uciszyć matkę Roberta. Po co jej to wszystko? Wynik był natychmiastowy pani Grzelak od razu zaprosiła Justynę do siebie, żeby poznać wnuczkę. Dziewczyna dostała dla Zosi mnóstwo pięknych i drogich rzeczy. Przy skromnej rencie matki Justyny, była wdzięczna za pomoc.
Po pewnym czasie nowa babcia zaproponowała, że zabierze Zosię do siebie na kilka dni. Justyna odmówiła dziewczynka miała dopiero rok, za wcześnie na rozłąkę z mamą. Babcia się zdenerwowała.
Ostrzegła Justynę, że wytoczy proces sądowy o kontakty z wnuczką. Przekonywała też, że dziewczynce będzie lepiej u niej, bo ma idealne warunki do wychowania dziecka. W sądzie przedstawi, że ojciec ma mieszkanie, płaci alimenty (pokazując zaświadczenie), a matka jest bezrobotna, sama i mieszkają na wsi. Wg niej, Justyna jeszcze młoda, jeszcze urodzi, a Zosia powinna trafić do ludzi na poziomie. Radziła, żeby dobrowolnie oddała córkę, bo wszystkich sędziów w mieście zna. Justyna postanowiła zawalczyć o swoje dziecko. Latami procesowały się po sądach.
Dziecko, którego wpływowa rodzina nie chciała znać, stało się nagle najważniejsze. Znajomi zeznawali jako świadkowie, ktoś robił zdjęcia, ktoś śledził Justyna musiała wyjeżdżać i ukrywać się. Działo się tak wiele. W końcu burza ucichła. Robert się ożenił, urodził mu się syn. Babcia skupiła się na noworodku. Zosia poszła do szkoły, Justyna, już dojrzała kobieta, przeprowadziła się do Warszawy. Musiała jednak często wracać do matki i dziecka. Potem poznała mężczyznę. Matka poradziła, by ułożyła sobie życie. Obiecała, że zaopiekuje się Zosią, dopóki ta nie ustabilizuje sytuacji.
Justyna wyszła za mąż. Wynajęli mieszkanie, spodziewali się dziecka. Wszystko układało się dobrze, ale Justyna nie spieszyła się po swoją córeczkę. Nie miała gdzie z nią zamieszkać, a mąż nie był zainteresowany nie swoim dzieckiem. Uznała, że Zosi dobrze będzie u babci, gdzie ma przyjaciół, swoją szkołę. Gdy pojawi się maluch, nie będzie komu zająć się Zosią. Babcia miała towarzystwo, a córka była zadbana. Ale z czasem starsza kobieta zaczęła podupadać na zdrowiu karetka kilka razy zabierała ją do szpitala. Wtedy wnuczka zostawała u sąsiadów, emerytów.
Teraz wpływowa babcia nie interesowała się losem Zosi wcale. Gdy spotkała mamę Justyny, tylko ironicznie się uśmiechała:
Trzeba było posłuchać mnie! Oddałabyś mi dziecko, wychowałabym ją jak własną! Dziś chodziłaby do szkoły językowej, znałaby niemiecki i angielski, grałaby na pianinie. A tak? Zostawiona przez matkę! Kim ona zostanie, gdy dorośnie? Teraz troszczę się o wnuka! Daję mu wszystko! Najlepszą szkołę i dodatkowe zajęcia!
Ojciec nigdy nie interesował się córką. I tak dziewczynka, o którą tyle osób się kłóciło, okazała się kompletnie nikomu niepotrzebna. Nikt nie wie, co czeka Zosię w przyszłości…




