Zamieć szalała już drugi dzień. Anna owinięta mocniej w ciepły płaszcz z norek, szybko spieszyła się do domu. Kolega z pracy, nie podwiózł jej na podwórko, ale wysadził ją na rogu domu. Powiedział, że nie będzie w stanie później zawrócić. Śnieg cały czas sypał i dalej były wysokie zaspy, tylko droga była odśnieżona.
Poruszając się w eleganckich, miękkich butach na obcasach, pobiegła do wejścia. Krawędź oka zahaczyła o ciemną plamkę w pobliżu ławki. Sama, nie rozumiejąc dlaczego, podbiegła bliżej i przykucnęła, próbując lepiej zobaczyć, co to było.
Wyciągnęła rękę w skórzanej rękawiczce i nagle zdała sobie sprawę, że to mały czarny kotek, jak węgiel drzewny.
– Chodź tu kociaku! – Wzięła go na ręce.
– Zamarzłeś!
Kotek praktycznie nie dawał oznak życia. Otworzyła połowę swojego futra, owinęła go i szybko pobiegła do domu.
– Wstawaj Śnieżku! – Nagle wymyśliła mu imię.
– Zagrzeję Ci mleko.
Ania weszła do domu, położyła kotka na komodzie w korytarzu, zrzuciła futro i buty. Wsunęła nogi do ciepłych, domowych kapci, wzięła kotka i poszła do kuchni.
To maleństwo trochę się ożywiło, ale widać było, że jest bardzo słaby. Gospodyni podgrzała mleko i wlała do spodka. Kocie dziecko lekko położyło się na podłodze. Dziewczyna usiadła obok i pogłaskała go, myśląc, co dalej z nim zrobić.
– Chodźmy do kliniki weterynaryjnej, niech lekarz Cię obejrzy, a tam już będziemy decydować, tak Śnieżku? Kotek spojrzał na nią swoimi żółtymi, jak słońce, oczami.
Kobieta wezwała taksówkę, owinęła kotka białym, puchowym szalem i wyszła z domu.
Sebastian siedział w swoim gabinecie, do końca zmiany pozostało niewiele. Dzień był spokojny, jedna pani z psem, który połknął kawałek gumowej zabawki, starszy mężczyzna ze swoim starym kotem, to wszyscy pacjenci na dziś.
Spojrzał przez okno, zaspy śnieżne urosły o cały metr. Nagle zauważył, jak światło reflektorów przebija się przez śnieg, świeciły coraz bliżej, samochód był już widoczny. Taksówka podjechała do kliniki, drzwi się otworzyły i pojawiła się noga w butach na obcasie, a potem cała gospodyni.
Szczupła dziewczyna w płaszczu z norek, trzymała w rękach biały szal.
– Pewnie przyjechała ze swoim małym pieskiem – mruknął. Wśród takich kobiet, modne było teraz hodowanie ras małych psów.
Pobiegła do kliniki. Sebastian wyszedł z gabinetu i zatrzymał się w drzwiach, patrząc na biegnącą dziewczynę
– Proszę o pomoc! Znalazłam kotka przy wejściu, jest bardzo słaby, ale trochę wypił mleka. Chciałam go zbadać, najprawdopodobniej był na zewnątrz przez bardzo długi czas.
Ania miała łzy w oczach, rozchyliła szal, z którego wyglądał czarny łebek kociaka.
Mężczyzna szybko do niej podszedł.
– Proszę wejść do gabinetu – wskazał ręką.
Przeszła korytarzem, a on, jakby zaczarowany, szedł za nią. Ta historia trochę nie pasowała weterynarzowi. Taka dziewczyna i bezdomny kotek? To wszystko było dziwne.
– Śnieżek, teraz lekarz Cię obejrzy i pojedziemy do domu – powiedziała te słowa i potem zdała sobie sprawę, że decyzja wyszła sama z jej ust.
– Śnieżek? – uśmiechnął się doktor Sebastian, patrząc na czarnego, jak najciemniejsza noc, kota.
– Ładne imię.
Rozmawiając, badał go równolegle.
– Wszystko w porządku ze Śnieżkiem – powiedział lekarz po badaniu.
– Najwyraźniej nie był długo na ulicy, miał szczęście, że spotkał taką dobrą opiekunkę na drodze.
– Szczęśliwy jesteś Śnieżku, co?- Kotek siedział spokojnie na kanapie i patrzył na kobietę.
– Dziękuję – odparła z uśmiechem Anna.
Mężczyzna spojrzał na zegarek, zmiana się już skończyła.
– Podwiozę Was do domu, dobrze? – bezczelnie zaproponował, zdając sobie sprawę, że i tak nie ma na co liczyć, ale warto było spróbować.
– Nie mamy nic przeciwko, prawda, Śnieżku? – Ania się zgodziła.
Przez całą drogę dziewczyna pytała o opiekę nad kociętami. Sebastian chętnie opowiadał, udzielał porad żywieniowych. Kiedy podjeżdżali do domu, powiedziała:
– Proszę wysadzić nas tutaj, na podwórku śnieg jeszcze nie został wyczyszczony, będzie panu ciężko wyjechać.
– No nie – powiedział.
– Dowiozę Was do samego wejścia, jakoś poradzę sobie przed domem.
Uśmiechnął się i spojrzał na Annę, a ona zauważyła, że nie przypomina większości mężczyzn, których spotkała na swojej drodze.
– Proszę nie zapomnieć, że w przyszłym tygodniu, Śnieżek musi się zaszczepić.
Nie chciał, żeby odeszła, ale nie odważył się poprosić ją o numer telefonu.
– Nie zapomnę – uśmiechnęła się i wysiadła z samochodu. Stał trochę dłużej, patrząc w okna i zobaczył, jak kilka minut później w jednym z nich, zapaliło się światło. Teraz wie, gdzie ona mieszka. Chociaż raczej nie odważy się przyjść bez zaproszenia.
Kociak szybko się przyzwyczaił i poczuł się jak prawdziwy właściciel. Spał tylko obok dziewczyny, słuchał jej uważnie, gdy skarciła go za kolejne wybryki. Szybko nauczył się chodzić po parapecie, nie strącał doniczek i nie wspinał się po zasłonach.
Ogólnie był bardzo inteligentny. Anna od razu to wiedziała, kiedy spojrzała po raz pierwszy w jego oczy. Dla niej stał się prawdziwym prezentem, nie była tak samotna w te mroźne, zimowe wieczory. Nie spodziewała się dostać taki upominek w zamieci pod domem.
– Witam panie Sebastianie, jesteśmy na szczepieniu – niosąc ze sobą zapach mroźnej świeżości weszła do gabinetu.
Doktor bardzo się ucieszył, że ją widzi. Jakby czyste słońce spojrzało na niego i rozjaśniło się w jego duszy.
– Czekałem na Was, kociak jesteś gotowy? – wziął zwierzaka w ramiona.
Po zakończeniu szczepienia, do gabinetu weszła już starsza pani z psem. Dziewczyna szybko podziękowała i wyszła.
Mężczyzna był bardzo zdenerwowany, że nie mógł z nią porozmawiać. Wieczorem spojrzał na jej kartę, był tam numer telefonu, machnął ręką i wybrał numer. Podniosła słuchawkę po trzecim sygnale.
– Aniu, tu Sebastian, przepraszam, że dzwonię do Ciebie i mówię po imieniu bez pozwolenia – zawstydził się.
– W porządku, coś się stało? – Zmartwiła się, pomyślała, że ten telefon może być związany z kociakiem, nie to szczepienie, czy coś innego.
– Nie, nic. Dzisiaj nie mogliśmy normalnie porozmawiać – zawahał się.
– Chciałbym Cię zaprosić na kolację.
Wypuścił powietrze, teraz nie ma się czego bać, najważniejsze powiedział.
Na drugim końcu, w telefonie panowała cisza. Znowu się zdenerwował, zaczął ganić się za tą propozycję.
– Zgadzam się – powiedziała tak po prostu.
Sebastianowi kołatało serce. Ta najpiękniejsza dziewczyna pójdzie z nim na randkę! Chciał krzyczeć z radości na całą klinikę.
Tak rozpoczął się ich związek, który wyrósł na silną rodzinę, w której kociak również zajmował jedno z głównych miejsc.

