Andrzej ponownie zerknął na swojego partnera. Tamten od rana był w złym nastroju. Marszczył czoło, mrucząc coś pod nosem. Kiedy zatrzymali się na kawę w przydrożnej kawiarni, mężczyzna powiedział:
– Beznadziejnie prowadzisz! Co jest z Tobą nie tak?
Jego kolega zawahał się, po czym w końcu powiedział:
– Pokłóciłem się z żoną, ona wszystkiego się czepia! To położyłem swoje rzeczy w złym miejscu, albo nie zrobiłem tego, co chciała! To jest jakaś gehenna, rozwiodę się z nią – Paweł machnął ręką.
– Ożeniłeś się zaledwie pół roku temu – przypomniał sobie Andrzej.
– No tak – niechętnie odpowiedział znowu jego partner.
– Czy wtedy była dobra, a teraz już nie jest?
Paweł nie odpowiedział. Skończył kawę i poszedł do służbowego samochodu.
Andrzej obejrzał się za nim i przypomniał sobie swoje kłótnie w domu, też nie było różowo. Skończył obiad i również udał się do pojazdu.
– Przesuń się, jak się uspokoisz, możesz jechać.
Paweł opanował się – to była długa podróż.
Jechali w milczeniu przez jakieś dwadzieścia kilometrów.
– Kot jest Ci potrzebny – powiedział nagle Andrzej do swojego współpracownika.
Ten zakrztusił się.
– Po co mi kot? Anka wyrzuci mnie z nim z domu!
– Nie mów tak. Czy Twoja żona nie lubi kotów?
– Dlaczego nie? Lubi. Jej rodzice mają w domu pięknego, rasowego kocura!
– Ty ciągle wyjeżdżasz, a ona jest samotna. Przynajmniej będzie miała kota, on rozładuje złą atmosferę. Gdyby nie mój Rudek, to może byśmy się z Ireną rozstali.
Kolega był zaciekawiony.
– Opowiedz mi, zawsze zaczynasz, a potem nic nie mówisz – powiedział.
– Nie ma za dużo do opowiadania. Jak byłem młodszy, też zdarzały mi się problemy małżeńskie. Wtedy również myślałem o rozwodzie. Potem stało się tak, że przy drodze znalazłem małego, rudego kotka. Przyniosłem go do domu i od razu się zadomowił. Nazwaliśmy go Rudek.
Raz po powrocie z delegacji, postanowiłem spędzić czas ze znajomymi. Wypiłem oczywiście za dużo, potem wróciłem do domu. Moja żona coś do mnie powiedziała, nie pamiętam co, ale dostałem szału. Zacząłem awanturę, pokłóciliśmy się. Już miałem do niej podejść, a tu nagle spod stołu wyskoczył kot. Tak mnie udrapał, że wytrzeźwiałem. Groźnie na mnie syczał. W jednej chwili urósł dwa razy większy. Przestraszyłem się, myślałem, że się na mnie rzuci, więc odwróciłem się, a on szedł za mną. Wskoczyłem szybko do łazienki i dopóki nie ochłonąłem, a kot się nie uspokoił, nie wychodziłem.
Za jakieś pół godziny, wymknąłem się z łazienki po cichu i zobaczyłem Irenę w kuchni, całą zapłakaną. Rudek patrzył sie na mnie, biczując się nerwowo ogonem. Dlaczego się zdenerwowałem i skoczyłem do żony?Nie pamiętałem. Powiedziałem do kota, że więcej tego nie zrobię. Spojrzał na mnie, jakby rozumiał i wycofał się. Podszedłem do Ireny, przeprosiłem ją, zjedliśmy kolację, potem poszliśmy spać.
Nasz kot leżał na podłodze koło łóżka. W nocy otworzyłem oczy, a on patrzył się na mnie. Wyciągnąłem rękę, żeby go pogłaskać. Był niechętny, ale podszedł i mruczał, jakby mówił: „Mam Cię na oku”.
Tak jest od tamtej pory. Gdy tylko jedno z nas podniesie głos na drugie, Rudek natychmiast reaguje. Staje między nami i syczy. Niby tylko kot, a daje nam znak, że musimy wszystko rozwiązać pokojowo. Zwierzęta są czasem mądrzejsze od ludzi.
Paweł się uśmiechnął i powiedział:
– Kłamiesz, przecież kot nie może tak reagować! Wymyśliłeś to na poczekaniu!
Andrzej mruknął:
– Zapraszam Cię do siebie jak dojedziemy i spróbuj na mnie krzyknąć. Zobaczysz, czy to wymyśliłem! Mój kot jest już stary, ma ponad piętnaście lat, ale zawsze reaguje tak samo. Nie znosi przemocy i nadal jest opiekunem całej mojej rodziny.
Paweł nadal patrzył na swojego partnera z niedowierzaniem.
Mieli za sobą długą drogę. Nie rozmawiali już o kotach. Andrzej widział, że kolega dzwonił gdzieś podczas postoju. Potem podszedł do auta, uśmiechnął się i wsiadł za kierownicę.
Gdy mieli już niedaleko do domu, nagle zatrzymał się przy schronisku, wysiadł i zaraz wrócił z pudełkiem mówiąc:
– Mamy dodatkowego pasażera – powiedział.
Andrzej spojrzał, a w pudełku był mały kotek, syczący ze strachu na obcych.
Kociak był tak rudy jak lis.
– Wspaniały ten pasażer! Dobrze, że go zabrałeś! Twoja rodzina też będzie miała opiekuna – uśmiechnął się mężczyzna.




