Ostatnio żyję na beczce prochu, moje małżeństwo w każdej chwili może się rozpaść. Wszystkiemu winna jest moja „wspaniała” teściowa.

Przestałem rozmawiać z teściową wiele miesięcy temu. Prosiłem ją nawet by przestała przychodzić do mojego domu. Ta przebiegła kobieta, potrafiła odczekać trochę czasu po każdej naszej kłótni, by potem wracać pod byle pretekstem, jak gdyby nic się nie stało. Żona to wszystko widzi ale nie reaguje. Pewnego dnia powiedziałem jej wprost, że nie mogę więcej znosić jej matki. W odpowiedzi polały się łzy wściekłości: „To jest moja matka do cholery, masz ją szanować”. Przecież kiedy moje córki i wnuki chcą ją odwiedzać, nie staję im na drodze.To ja nie chcę mieć kontaktu z tą wstrętną babą.

Nie rozumiem, po co komu te nasze wspólne spotkania, skoro ona mnie nie znosi i obgaduje za moimi plecami. Żona jest świadoma naszej wzajemnej nienawiści, ale to nie przeszkadza jej organizować rodzinnych obiadków w naszym mieszkaniu. Zupełnie nie rozumie, że za każdym razem muszę robić dobrą minę do złej gry. Puszczać mimo uszu uwagi o tym, jakim to jestem beznadziejnym człowiekiem, mężem, ojcem. Mamy za sobą sporo „fałszywych” pojednań, ale za każdym razem wszystko się powtarza. Moja teściowa jest niereformowalna. Czasem mam wrażenie, że specjalnie prowokuje te kłótnie, by zgrywać ofiarę.

Bardzo długo znosiłem jej paskudne zachowanie. Mam już tego tak serdecznie dość, że jestem gotowy poświęcić małżeństwo, żeby już więcej nie musieć jej widzieć i słyszeć. Dlatego żyję jak na beczce prochu. Komunikowanie się z nią konkretnie nie pomaga, ponieważ ona wielokrotnie swoim zachowaniem już pokazała, że ​​spotyka się ze mną tylko po to, żeby mnie gnębić. Jestem pewien, że najlepsze, co mogę zrobić, to odciąć się od niej i nie wpuszczać jej do mojego domu.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ostatnio żyję na beczce prochu, moje małżeństwo w każdej chwili może się rozpaść. Wszystkiemu winna jest moja „wspaniała” teściowa.